*Annabell*
Przestałam się przytulać do Joshepha i usiadłam na łózku,poklepałam miejsce obok siebie, by on też usiadł i uśmiechnęłam się do niego,czułam falę gorąca na całym ciele i nie byłam pewna, czy to dlatego, że się na mnie patrzy czy z powodu gorączki.-Przepraszam, że zamoczyłam ci koszulkę-powiedziałam
-Nic się nie stało,zaraz założe sobie drugą-powiedział i zdjął koszulę a moim oczom ukazał się umięśniony tors.Przyglądałam się na jego "kaloryfer" i nie mogłam oderwać wzroku od niego,na szczęście za chwilę włożył koszulkę, bo mogłabym zrobić za chwilę coś czego bym później żałowała.
-Wiesz...przepraszam Cię za to, że od kąd się poznaliśmy to jestem dla Ciebie taka ostra -powiedziałam spuszczając wzrok i patrząc na swoje stopy jakby zrobiły się nagle bardzo interesujące
-Musiałaś mieć powód-powiedział i podniósł moją głowę wpatrując się w moje oczy. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne niebieskie oczy w, które można się wpatrywać godzinami,tak jakbym zobaczyła kawałek nieba w jego oczach.
Nagle zrobiło mi się strasznie niedobrze i szybko musiałam pobiec do łazienki,otworzyłam klapę od sedesu i zaczęłam wymiotować,wszystko, co dzisiaj jadłam i w ostatnich dniach dało się zobaczyć.Nienawidziłam wymiotować,potem się ma taki okropny posmak wymiocin w ustach.Gdy skończyłam wymiotować umyłam usta wodą i umyłam zęby.
Gdy przyszłam z powrotem do pokoju Josheph siedział w tym samym miejscu ,trzymał kubek, który mi podał aby wypiła
-To jest od przeziębienia i gorączki podobno pomaga-powiedział a ja szybko wypiłam, mimo że było to strasznie niedobre
-A teraz się połóż -powiedział zakrywając mnie kołdrą i dotykając mojego czoła.Jego mina była jednoznaczna, że jest ze mną bardzo źle, po chwili dodał:
-Masz,zmierz gorączkę a ja zadzwonię do Stelli-powiedział i poszedł do salonu, gdzie zostawił swój telefon
*Joseph*
Wyszedłem z pokoju Annabell i szybko wybrałem numer do Stelli.Nie byłem zadowolony, że wymiotowała oraz była strasznie blada.
-Hej Stella jesteś bardzo zajęta?-spytałem z nutką nadziei, że jednak nic nie robi
-Właśnie wracam ze spotkania biznesowego Ojca,coś się stało?-powiedziała i dało się wyczuć w jej głosie zmęczenie
-No właśnie jestem u Annabell, bo jest chora,Eveline mnie prosiła, bo Liam zabrał ją na randkę.Nie wiem, co robić, bo niedawno wymiotowała,jest strasznie blada i mam wrażenie, że ma dużą gorączkę-powiedziałem
-Poczekaj,przyjadę za 10 minut będe, a jeśli będzie miała więcej niż 40 dzwoń po karetkę-powiedziała Stella i się rozłączyła.
Ja wziąłem ze sobą telefon i poszedłem do Annabell, by zobaczyć, ile ma gorączki.Na termometrze widniało "39,5", a to strasznie dużo.Przestraszyłem się takim wynikiem i usiadłem obok Annabell, która się patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi oczami,widziałem w jej oczach ból.
Położyłem się obok niej i przytuliłem się do niej, na co ona uśmiechnęła się.
-Zarazisz się-powiedziała zachrypniętym głosem
-Nie martw się o mnie -powiedziałem i wpatrywałem się w jej oczy.Zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy i
zacząłem ją całować,odwzajemniła pocałunek.Jeszcze nigdy nie czułem się tak cholernie szczęśliwy przy jakiejś dziewczynie.Nagle weszła Stella a my szybko się od siebie oderwaliśmy,czułem jak palą mi się policzki,poczułem, że się rumienię.
-E Annabell ma 39,5, ale dałem jej jakiś napój przeciw gorączce-powiedziałem nie patrząc na Stelle
-To dobrze,przyniosłam jeszcze parę rzeczy w razie jak, by znowu wymiotowała-powiedziała Stella i posłała mi swój uśmiech, który wskazywał na to, że jest zadowolona, że widziała nas w sytuacji, gdy się całujemy i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Odetchnąłem z ulgą i spojrzałem na śpiącą Annabell,położyłem się obok niej i zasnąłem z wielkim bananem na twarzy.
*Następny dzień*
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że Annabel jeszcze śpi, więc powoli się wycofałem z jej pokoju do salonu, gdzie ujrzałem siedzącą Eveline przed telewizorem-Hej nie chciałam Cię budzić wczoraj-powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha upijając łyk czarnej cieczy
-O kurde to ja całą noc spałem na łóżku z Annabel?-spytałem speszony
-No tak,pasujecie do siebie-powiedziała puszczając mi oczko
-Nigdy nie miałem dłużej niż miesiąc dziewczyny-powiedziałem nalewając sobie kawę
-Ona miała nawet wyjść za mąż...cholera-powiedziała zatykając sobie dłonią usta
-Naprawdę?-spytałem z niedowierzaniem
-Nie powinnam ci tego mówić...ona sama powinna-powiedziała siedząc przerażona
-Nie martw się nie powiem jej o tym, że się wygadałaś-powiedziałem a ona uradowana mnie przytuliła
-dzięki,kochany jesteś ale ja jej to powiem-powiedziała i pocałowała mnie w policzek
-Eveline?Jej rodzice nie żyją?-spytałem, bo chciałem się upewnić, czy to prawda
-Skąd ci to przyszło do głowy?-spytała oburzona
-Sama mi powiedziała...-powiedziałem zbity z tropu
Nie wiedziałem, że Annabel może mnie tak okrutnie okłamać,myślałem, że jest ze mną całkowicie szczera, ale niestety się pomyliłem co do jej osoby...nawet się wczoraj pocałowaliśmy...
-Nie myśl o niej źle,po prostu pewnie chciała odwieść Cię od prawdziwego problemu-powiedziała Eveline podając mi talerz z kanapkami
-Sam nie wiem, co mam o tym myśleć-powiedziałem i szybko zjadłem zrobione kanapki. Wstawiłem naczynia do zlewu i poszedłem do łazienki wcześniej pytając o ręcznik.Poszedłem pod prysznic podczas, którego różne głupie myśli napływały mi na myśl o Annabel, w której się zakochałem, bo tak mogę nazwać ten stan, w którym jestem.Wyszedłem z pod prysznica,ubrałem się w ciuchy, które sobie wziąłem na zmianę<klik> i wyszedłem z łazienki.Ujrzałem bladą,siedzącą Annabel na kanapie pijącą gorący napój,spojrzała na mnie lekko się uśmiechajac.
*Annabell*
Zobaczyłam Joshepa wychodzącego z łazienki,od razu posmutniałam na wieść o tym, że dowiedział się o moim kłamstwie.
-Hej ślicznotko-powiedział i pocałował mnie w policzek a ja ze zdziwieniem spojrzałam na niego i się lekko uśmiechnęłam
-Musimy pogadać-powiedziałam jeszcze zachrypniętym głosem
-A lepiej się już czujesz?-spytał troskliwie
-Tak-powiedziałam i się uśmiechnęłam biorąc jego rękę w moją a on jak, by nigdy nic po prostu mnie przytulił i dał gorącą czekoladę.
Opierał się o moje ramię. uśmiechał się łagodnie i dotykał mojej dłoni. nie wiem jak opisać tą chwilę. mogłabym umrzeć ze szczęścia. błogostan, w którym jest tak blisko mojego serca, gdy w każdej komórce mojego ciała czuć jego zapach. szalone minuty przepełnione słodką radością, szaleńczą, wariacką miłością. i, choćby następny raz miał nastąpić dopiero za kilka dni, miesięcy, lat., a nawet nigdy już - każda sekunda jest najpiękniejsza na świecie.
Nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć,cholernie się bałam, że nie zrozumie i uzna mnie za jakąś wariatkę.Nie chciałam go tak okłamać,a to jest dopiero jedno kłamstwo, bo nie wie, że jestem polką i zmieniłam imię i nazwisko, ale trzeba będzie mu to wszystko wyjaśnić,ponieważ, gdy go widzę moje serce szaleje i mam wrażenie, że chce wyskoczyć mi z piersi.
-Przepraszam,że Cię okłamałam, ale po prostu powiedzenie prawdy w tym momencie było dla mnie za trudne, chociaż wiedziałam, że będę musiała ci powiedzieć prędzej czy później prawdę o tym kim jestem-powiedziałam a Joshep spojrzał na mnie tymi swoimi cudownymi oczami ze wzrokiem mówiącym"Wszystko będzie dobrze".Chwilę przerwałam, ale najwyraźniej czekał na dalszy ciąg mojego monologu.Zamknęłam oczy, by przypomnieć sobie tą chwilę, w której zostałam zostawiona przez Marka i coraz to większe łzy

spływały mi po moich rozpalonych policzkach.Poczułam ciepłą dłoń Josepha wycierającą moje łzy,otworzyłam szeroko oczy i ze smutkiem spojrzałam na niego.
-Widzę, że jest to dla Ciebie bardzo bolesne,nie musisz mi tego teraz mówić,możesz później, jak już dojdziesz do siebie-powiedział z troską w głosie
-Nie,ja muszę powiedzieć to teraz tobie-powiedziałam i wstrzymałam na chwilę oddech, by zaraz wypuścić ogromną ilość powietrza z płuc.Cholernie się bałam, ale teraz on jest ważny, a nie Marek.
***
-Cholera Annabell!-usłyszałam krzyk Eveline w momencie, kiedy kończyłam swoją opowieść Joshepowi
-Coś się stało?-spytałam przerażona
-Marek...-powiedziała i spojrzała na mnie i Josepha, który mnie obejmował
-Ale jak to?-spytałam i próbowałam wstać z kanapy, ale przewróciłam się przez własne nogi.
Joseph szybko pomógł mi wstać w tym momencie, kiedy zobaczyłam zakapturzoną postać przekraczającą próg naszego mieszkania.Schowałam się za Josephem, niemniej przerażona od Eveline. Zobaczyłam u niego nóż wystający z kieszeni spodni,miałam tylko nadzieję, że nic nie zrobi Josephowi...
-Nie chowaj się moja księżniczko-powiedział z szyderczym śmiechem Marek, wiedziałam, że te słowa były kierowane do mnie.Nie dość, że zostawił mnie przed ołtarzem, bo miał żonę to jeszcze teraz zachowuje się, jak psychopata.
-Zostaw ją, mało krzywdy jej wyrządziłeś?!-wrzasną Joseph, który nie krył swojej złości i pchną z całej siły Marka na stolik, który za, nim stał. Marek wstał i wyciągną nóż, który był kierowany na Josepha
-Nie!! zostaw go !-krzyczałam i płakałam na przemian
Nie wiedziałam co mam zrobić,nie znałam z tej strony Marka aż do tej pory nie wiedziałam do czego jest zdolny.Wiedziałam, że potrafi nie panować nad swoimi emocjami, ale nie, że aż tak.
-Odsuń się!-popchną mnie mocno na półkę z książkami, która przywaliła mnie i nie mogłam się ruszyć.Strasznie mnie to bolało i próbowałam się wydostać ostatkiem sił z pomocą Eveline.Natomiast Marek zaczął walczyć z Josephem ,który nie miał żadnej broni.Mimo, że unikał ciosów i z pięści Markowi parę razy przywalił to jednak, to nie wystarczało.
-Z..zadzwoń..po pol..icje- wydyszałam ostatkiem sił do Eveline, która szybko pobiegła po telefon i to zrobiła a Marek nagle pod nieuwagę Josepha pchną go nożem w brzuch.
-niee Joseph ! BOŻE!-krzyczałam, ile było sił we mnie po spotkaniu z szafką.
Marek podszedł do mnie,zdjął szafkę i przerzucił mnie przez ramię i otwierał już drzwi, gdy ja zaczęłam krzyczeć,kopać i walić go pięściami.
-Zamknij się szmato, bo pożałujesz-powiedział i szybko wybiegł ze mną na plecach
Moje serce łomotało jak szalone,niedawno byłam szczęśliwa, że mam Josepha, który mnie rozumie a teraz zostałam porwana przez byłego narzeczonego, który okazał się psychopatą.
___________________
Hej dziewczyny:* W końcu mam swojego laptopa :) Przyszedł z naprawy :) Macie tu rozdział 4, nie podoba mi się wcale,ale obiecałam, że jak będe miała jak to napisze coś...Następnym razem postaram się lepiej z rozdziałem...wybaczcie za takie gówniane coś.Nie dość że pisałam z trudem ten rozdział to mi internet przestał działać i dwa razy musiałam pisac to samo...miało być zupełnie co innego ale wyszło takie coś.Szczerze mówcie czy wam się podoba bo dla mnie to najgorsze badziewie jakie kiedykolwiek mogłam napisać.

Gówniane coś? Badziewie? Mam Cię dziewczyno udusić?!
OdpowiedzUsuńW tym rozdziale tyle się dzieje! Joseph jest taki... ahh! *__* i ten pocałunek, juz myślałam, że dojdzie do czegoś więcej. (nie zwracaj na mnie uwagi, bo syndrom zboczeńca mi się włączył ;))
Marek - dupek!! Jak bym go dorwała w swe ręce to zaciukałabym! Idiota jeden!
Mam nadzieję, że nic mu takiego poważnego nie będzie i wyjdzie z tego.
Oby ten psychol nic nie zrobił Annabell!
Podsumowując: rozdział jest cudownie napisany i mi osobiście bardzo dobrze się go czytało :*
Czekam na next :)
glupas z Cb.
OdpowiedzUsuńWłaśnie mi sie podobało i trzymał na końcu w napięciu. Ciekawe co ten Marek teraz zrobi. Co za typ :D Mam nadzieje, ze wszystko skonczy sie szczesliwie. Dobrze ze powiedziala mu juz prawde, choc mogla to zrobic od razu.
Szczupak ;* <3
Świetno-cudny xx ;D Życzę weny i czekam na nn ;)
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie na nowy rozdział ;*
www.niebieskookiecudo.blogspot.com
Cyba sobie żartujesz mówiąc że to badziewie.
OdpowiedzUsuńRozdział cudowny!
Z tym pocałunkiem myślałam że dojdzie do czegoś więcej
A Marek ahhh aż brak mi słów mam ochotę zatłuc gada
U mnie nowy rozdział http://dreamfanfictiononedirection.blogspot.com/
Zapraszam też na tt>>>>> https://twitter.com/DarSul2000