niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 4

*Annabell*
Przestałam się przytulać do Joshepha i usiadłam na łózku,poklepałam miejsce obok siebie, by on też usiadł i uśmiechnęłam się do niego,czułam falę gorąca na całym ciele i nie byłam pewna, czy to dlatego, że się na mnie patrzy czy z powodu gorączki.
-Przepraszam, że zamoczyłam ci koszulkę-powiedziałam
-Nic się nie stało,zaraz założe sobie drugą-powiedział i zdjął koszulę a moim oczom ukazał się umięśniony tors.Przyglądałam się na jego "kaloryfer" i nie mogłam oderwać wzroku od niego,na szczęście za chwilę włożył koszulkę, bo mogłabym zrobić za chwilę coś czego bym później żałowała.
-Wiesz...przepraszam Cię za to, że od kąd się poznaliśmy to jestem dla Ciebie taka ostra -powiedziałam spuszczając wzrok i patrząc na swoje stopy jakby zrobiły się nagle bardzo interesujące
-Musiałaś mieć powód-powiedział i podniósł moją głowę wpatrując się w moje oczy. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne niebieskie oczy w, które można się wpatrywać godzinami,tak jakbym zobaczyła kawałek nieba w jego oczach.
Nagle zrobiło mi się strasznie niedobrze i szybko musiałam pobiec do łazienki,otworzyłam klapę od sedesu i zaczęłam wymiotować,wszystko, co dzisiaj jadłam i w ostatnich dniach dało się zobaczyć.Nienawidziłam wymiotować,potem się ma taki okropny posmak wymiocin w ustach.Gdy skończyłam wymiotować umyłam usta wodą i umyłam zęby.
Gdy przyszłam z powrotem do pokoju Josheph siedział w tym samym miejscu ,trzymał kubek, który mi podał aby wypiła
-To jest od przeziębienia i gorączki podobno pomaga-powiedział a ja szybko wypiłam, mimo że było to strasznie niedobre
-A teraz się połóż -powiedział zakrywając mnie kołdrą i dotykając mojego czoła.Jego mina była jednoznaczna, że jest ze mną bardzo źle, po chwili dodał:
-Masz,zmierz gorączkę a ja zadzwonię do Stelli-powiedział i poszedł do salonu, gdzie zostawił swój telefon
*Joseph*

Wyszedłem z pokoju Annabell i szybko wybrałem numer do Stelli.Nie byłem zadowolony, że wymiotowała oraz była strasznie blada.
-Hej Stella jesteś bardzo zajęta?-spytałem z nutką nadziei, że jednak nic nie robi
-Właśnie wracam ze spotkania biznesowego Ojca,coś się stało?-powiedziała i dało się wyczuć w jej głosie zmęczenie
-No właśnie jestem u Annabell, bo jest chora,Eveline mnie prosiła, bo Liam zabrał ją na randkę.Nie wiem, co robić, bo niedawno wymiotowała,jest strasznie blada i mam wrażenie, że ma dużą gorączkę-powiedziałem
-Poczekaj,przyjadę za 10 minut będe, a jeśli będzie miała więcej niż 40 dzwoń po karetkę-powiedziała Stella i się rozłączyła.
Ja wziąłem ze sobą telefon i poszedłem do Annabell, by zobaczyć, ile ma gorączki.Na termometrze widniało "39,5", a to strasznie dużo.Przestraszyłem się takim wynikiem i usiadłem obok Annabell, która się patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi oczami,widziałem w jej oczach ból.
Położyłem się obok niej i przytuliłem się do niej, na co ona uśmiechnęła się.
-Zarazisz się-powiedziała zachrypniętym głosem
-Nie martw się o mnie -powiedziałem i wpatrywałem się w jej oczy.Zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy i
zacząłem ją całować,odwzajemniła pocałunek.Jeszcze nigdy nie czułem się tak cholernie szczęśliwy przy jakiejś dziewczynie.Nagle weszła Stella a my szybko się od siebie oderwaliśmy,czułem jak palą mi się policzki,poczułem, że się rumienię.
-E Annabell ma 39,5, ale dałem jej jakiś napój przeciw gorączce-powiedziałem nie patrząc na Stelle
-To dobrze,przyniosłam jeszcze parę rzeczy w razie jak, by znowu wymiotowała-powiedziała Stella i posłała mi swój uśmiech, który wskazywał na to, że jest zadowolona, że widziała nas w sytuacji, gdy się całujemy i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Odetchnąłem z ulgą i spojrzałem na śpiącą Annabell,położyłem się obok niej i zasnąłem z wielkim bananem na twarzy.
*Następny dzień*
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że Annabel jeszcze śpi, więc powoli się wycofałem z jej pokoju do salonu, gdzie ujrzałem siedzącą Eveline przed telewizorem
-Hej nie chciałam Cię budzić wczoraj-powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha upijając łyk czarnej cieczy
-O kurde to ja całą noc spałem na łóżku z Annabel?-spytałem speszony
-No tak,pasujecie do siebie-powiedziała puszczając mi oczko
-Nigdy nie miałem dłużej niż miesiąc dziewczyny-powiedziałem nalewając sobie kawę
-Ona miała nawet wyjść za mąż...cholera-powiedziała zatykając sobie dłonią usta
-Naprawdę?-spytałem z niedowierzaniem
-Nie powinnam ci tego mówić...ona sama powinna-powiedziała siedząc przerażona
-Nie martw się nie powiem jej o tym, że się wygadałaś-powiedziałem a ona uradowana mnie przytuliła
-dzięki,kochany jesteś ale ja jej to powiem-powiedziała i pocałowała mnie w policzek
-Eveline?Jej rodzice nie żyją?-spytałem, bo chciałem się upewnić, czy to prawda
-Skąd ci to przyszło do głowy?-spytała oburzona
-Sama mi powiedziała...-powiedziałem zbity z tropu
Nie wiedziałem, że Annabel może mnie tak okrutnie okłamać,myślałem, że jest ze mną całkowicie szczera, ale niestety się pomyliłem co do jej osoby...nawet się wczoraj pocałowaliśmy...
-Nie myśl o niej źle,po prostu pewnie chciała odwieść Cię od prawdziwego problemu-powiedziała Eveline podając mi talerz z kanapkami
-Sam nie wiem, co mam o tym myśleć-powiedziałem i szybko zjadłem zrobione kanapki. Wstawiłem naczynia do zlewu i poszedłem do łazienki wcześniej pytając o ręcznik.Poszedłem pod prysznic podczas, którego różne głupie myśli napływały mi na myśl o Annabel, w której się zakochałem, bo tak mogę nazwać ten stan, w którym jestem.Wyszedłem z pod prysznica,ubrałem się w ciuchy, które sobie wziąłem na zmianę<klik> i wyszedłem z łazienki.Ujrzałem bladą,siedzącą Annabel na kanapie pijącą gorący napój,spojrzała na mnie lekko się uśmiechajac.
                                                                           *Annabell*
Zobaczyłam Joshepa wychodzącego z łazienki,od razu posmutniałam na wieść o tym, że dowiedział się o moim kłamstwie.
-Hej ślicznotko-powiedział i pocałował mnie w policzek a ja ze zdziwieniem spojrzałam na niego i się lekko uśmiechnęłam
-Musimy pogadać-powiedziałam jeszcze zachrypniętym głosem
-A lepiej się już czujesz?-spytał troskliwie
-Tak-powiedziałam i się uśmiechnęłam biorąc jego rękę w moją a on jak, by nigdy nic po prostu mnie przytulił i dał gorącą czekoladę.
Opierał się o moje ramię. uśmiechał się łagodnie i dotykał mojej dłoni. nie wiem jak opisać tą chwilę. mogłabym umrzeć ze szczęścia. błogostan, w którym jest tak blisko mojego serca, gdy w każdej komórce mojego ciała czuć jego zapach. szalone minuty przepełnione słodką radością, szaleńczą, wariacką miłością. i, choćby następny raz miał nastąpić dopiero za kilka dni, miesięcy, lat., a nawet nigdy już - każda sekunda jest najpiękniejsza na świecie.

Nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć,cholernie się bałam, że nie zrozumie i uzna mnie za jakąś wariatkę.Nie chciałam go tak okłamać,a to jest dopiero jedno kłamstwo, bo nie wie, że jestem polką i zmieniłam imię i nazwisko, ale trzeba będzie mu to wszystko wyjaśnić,ponieważ, gdy go widzę moje serce szaleje i mam wrażenie, że chce wyskoczyć mi z piersi.
-Przepraszam,że Cię okłamałam, ale po prostu powiedzenie prawdy w tym momencie było dla mnie za trudne, chociaż wiedziałam, że będę musiała ci powiedzieć prędzej czy później prawdę o tym kim jestem-powiedziałam a Joshep spojrzał na mnie tymi swoimi cudownymi oczami ze wzrokiem mówiącym"Wszystko będzie dobrze".Chwilę przerwałam, ale najwyraźniej czekał na dalszy ciąg mojego monologu.Zamknęłam oczy, by przypomnieć sobie tą chwilę, w której zostałam zostawiona przez Marka i coraz to większe łzy
spływały mi po moich rozpalonych policzkach.Poczułam ciepłą dłoń Josepha wycierającą moje łzy,otworzyłam szeroko oczy i ze smutkiem spojrzałam na niego.
-Widzę, że jest to dla Ciebie bardzo bolesne,nie musisz mi tego teraz mówić,możesz później, jak już dojdziesz do siebie-powiedział z troską w głosie
-Nie,ja muszę powiedzieć to teraz tobie-powiedziałam i wstrzymałam na chwilę oddech, by zaraz wypuścić ogromną ilość powietrza z płuc.Cholernie się bałam, ale teraz on jest ważny, a nie Marek.
                                                                        ***
-Cholera Annabell!-usłyszałam krzyk Eveline w momencie, kiedy kończyłam swoją opowieść Joshepowi
-Coś się stało?-spytałam przerażona
-Marek...-powiedziała i spojrzała na mnie i Josepha, który mnie obejmował
-Ale jak to?-spytałam i próbowałam wstać z kanapy, ale przewróciłam się przez własne nogi.
Joseph szybko pomógł mi wstać w tym momencie, kiedy zobaczyłam zakapturzoną postać przekraczającą próg naszego mieszkania.Schowałam się za Josephem, niemniej przerażona od Eveline. Zobaczyłam u niego nóż wystający z kieszeni spodni,miałam tylko nadzieję, że nic nie zrobi Josephowi...
-Nie chowaj się moja księżniczko-powiedział z szyderczym śmiechem Marek, wiedziałam, że te słowa były kierowane do mnie.Nie dość, że zostawił mnie przed ołtarzem, bo miał żonę to jeszcze teraz zachowuje się, jak psychopata.
-Zostaw ją, mało krzywdy jej wyrządziłeś?!-wrzasną Joseph, który nie krył swojej złości i pchną z całej siły Marka na stolik, który za, nim stał. Marek wstał i wyciągną nóż, który był kierowany na Josepha
-Nie!! zostaw go !-krzyczałam i płakałam na przemian
Nie wiedziałam co mam zrobić,nie znałam z tej strony Marka aż do tej pory nie wiedziałam do czego jest zdolny.Wiedziałam, że potrafi nie panować nad swoimi emocjami, ale nie, że aż tak.
-Odsuń się!-popchną mnie mocno na półkę z książkami, która przywaliła mnie i nie mogłam się ruszyć.Strasznie mnie to bolało i próbowałam się wydostać ostatkiem sił z pomocą Eveline.Natomiast Marek zaczął walczyć z Josephem ,który nie miał żadnej broni.Mimo, że unikał ciosów i z pięści Markowi parę razy przywalił to jednak, to nie wystarczało.
-Z..zadzwoń..po pol..icje- wydyszałam ostatkiem sił do Eveline, która szybko pobiegła po telefon i to zrobiła a Marek nagle pod nieuwagę Josepha pchną go nożem w brzuch.
-niee Joseph ! BOŻE!-krzyczałam, ile było sił we mnie po spotkaniu z szafką.
Marek podszedł do mnie,zdjął szafkę i przerzucił mnie przez ramię i otwierał już drzwi, gdy ja zaczęłam krzyczeć,kopać i walić go pięściami.
-Zamknij się szmato, bo pożałujesz-powiedział i szybko wybiegł ze mną na plecach
Moje serce łomotało jak szalone,niedawno byłam szczęśliwa, że mam Josepha, który mnie rozumie a teraz zostałam porwana przez byłego narzeczonego, który okazał się psychopatą.

___________________

Hej dziewczyny:* W końcu mam swojego laptopa :) Przyszedł z naprawy :) Macie tu rozdział 4, nie podoba mi się wcale,ale obiecałam, że jak będe miała jak to napisze coś...Następnym razem postaram się lepiej z rozdziałem...wybaczcie za takie gówniane coś.Nie dość że pisałam z trudem ten rozdział to mi internet przestał działać i dwa razy musiałam pisac to samo...miało być zupełnie co innego ale wyszło takie coś.Szczerze mówcie czy wam się podoba bo dla mnie to najgorsze badziewie jakie kiedykolwiek mogłam napisać.

4 komentarze:

  1. Gówniane coś? Badziewie? Mam Cię dziewczyno udusić?!
    W tym rozdziale tyle się dzieje! Joseph jest taki... ahh! *__* i ten pocałunek, juz myślałam, że dojdzie do czegoś więcej. (nie zwracaj na mnie uwagi, bo syndrom zboczeńca mi się włączył ;))
    Marek - dupek!! Jak bym go dorwała w swe ręce to zaciukałabym! Idiota jeden!
    Mam nadzieję, że nic mu takiego poważnego nie będzie i wyjdzie z tego.
    Oby ten psychol nic nie zrobił Annabell!
    Podsumowując: rozdział jest cudownie napisany i mi osobiście bardzo dobrze się go czytało :*
    Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  2. glupas z Cb.

    Właśnie mi sie podobało i trzymał na końcu w napięciu. Ciekawe co ten Marek teraz zrobi. Co za typ :D Mam nadzieje, ze wszystko skonczy sie szczesliwie. Dobrze ze powiedziala mu juz prawde, choc mogla to zrobic od razu.


    Szczupak ;* <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetno-cudny xx ;D Życzę weny i czekam na nn ;)
    Zapraszam do siebie na nowy rozdział ;*
    www.niebieskookiecudo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Cyba sobie żartujesz mówiąc że to badziewie.
    Rozdział cudowny!
    Z tym pocałunkiem myślałam że dojdzie do czegoś więcej
    A Marek ahhh aż brak mi słów mam ochotę zatłuc gada

    U mnie nowy rozdział http://dreamfanfictiononedirection.blogspot.com/
    Zapraszam też na tt>>>>> https://twitter.com/DarSul2000

    OdpowiedzUsuń