-Weź idź i się więcej nie pokazuj,mało krzywdy zrobiłeś?Za mało ci jeszcze?-spytałem trzymając ręce w kieszeni
Udawałem cwaniaczka,by sobie pomyślał ze wcale się go nie boję.
-Co już się mnie nie boisz?-spytał podchodząc bliżej mnie
-Nie zbliżaj się bo zadzwonię po policję
-A oni gówno mogą mi zrobić...i tak leciutko wyjdę ha ha ha-powiedział z szyderczym śmiechem
-Ty !Przez Ciebie Annabell ma podejrzenie Hiv!-krzyknąłem mu prosto w twarz
Nie mogłem już wytrzymać a nerwy po prostu dały się we znaki.
-Jeszcze raz dźgnąć Cię ?Ale tym razem nikt Cię nie uratuje-powiedział trzymajac w ręce nóż,ten sam co tamtego dnia
-Odejdź i się nie pokazuj-powiedziałem i ruszyłem przed siebie
-Jeszcze nie skończyłem tancerzyku-powiedział przytrzymując moją kurtkę
-Ale ja skończyłem-powiedziałem i odepchnąłem go
Już więcej nie szedł za mną,zrezygnował chociaż wiem że i tak nie raz jeszcze da o sobie znać...
*Annabell*
Nie mogłam spać...ta noc dłużyła się i dłużyła...chciałabym być pewna że nie zaraziłam się od niego tym wirusem...to by była najgorsza wiadomość w moim życiu.
Tej nocy również strasznie się źle czułam,ciągły ból brzucha,zawroty... Na szczęście zasnęłam po północy i spałam aż do rana. Rano przyszedł lekarz a ja gdy tylko go zobaczyłam od razu spytałam się o wyniki:
-I jak?Są już wyniki?-spytałam
-Tak są,prosze bardzo-powiedział i podał mi kartkę
Odetchnęłam z ulga bo wyniki były ujemne
-Nawet nie wie Pan jak bardzo się ciesze,to była najdłuższa noc w moim życiu-powiedziałam uśmiechając się
-Musimy zrobić Pani jeszcze kilka badań bo te zawroty głowy,wymioty i ból brzucha sa niepokojące-powiedział
-Ale nic mi nie będzie?-spytałam
-Bądź dobrej myśli-powiedział i wyszedł zostawiajac mnie w sali.
Przez cały tydzień bardzo często mnie odwiedzali,najczęściej był u mnie oczywiście Joseph. Po tygodniu wyszłam ale lekarz kazał mi się oszczędzać,do tej pory nie mogę znieść tego że Marek mnie zgwałcił...nie poszłam z tym na policję bo się bałam że znów mi coś zrobi.Mimo że Joseph,Liam mnie ochraniają to ja i tak gdy tylko robi się ciemno boję się...boję się nawet sama wyjść z domu.Chciałabym normalnie żyć a nie w ciągłym strachu...
*2 miesiące później *
Dalej nie mogłam się skupić na tym co robię,nawet na swojej pracy...cały czas byłam rozkojarzona,podenerwowana...a to wszystko przez niego...
Joseph miał ostatnio napięty grafik z próbami,lekcjami tańca dla małych dzieci i dwa wyjazdy...przez miesiąc się z nim widziałam zaledwie 4 razy.
-Annabell musisz się wybrać do psychologa,nie możesz całymi dniami siedzieć w domu-powiedziała któregoś dnia Eveline
-Ale ja po prostu się boję...-powiedziałam chowając głowę w kolanach
Przyjaciółka mnie przytuliła i podała herbatę którą zrobiła.
-Muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła Eveline trzymając mnie za ręce
-Co takiego?-spytałam
-Jestem w ciąży-powiedziała Eveline uśmiechając się
-To gratulację,Liam wie?-spytałam ciesząc się szczęściem mojej przyjaciółki
-Wie...ale to nie jego dziecko-powiedziała
-A kogo?Zdradziłaś go?!-spytałam z niedowierzaniem
-Nie zdradziłam...Liam po prostu nie może mieć dzieci...-powiedziała smutno Eveline
-Nie przejmuj się-powiedziałam i tym razem to ja ją przytuliłam
-Joseph był dawcą nasienia...-nie dokończyła bo jej przerwałam
-Jak to?! I ty to tak spokojnie mówisz?!-krzyknęłam i poderwałam się z kanapy
-Annabell nie gniewaj się...po prostu chciałam mieć dziecko-powiedziała Eveline i się rozpłakała
-Mogłaś mi powiedzieć...ech...muszę to sobie przemyśleć...wychodzę i nie wiem kiedy wrócę-powiedziałam i w pośpiechu założyłam swoje conversy i wyszłam
Sama nie wiem gdzie szłam,szłam dość długo i w końcu znalazłam się przy jakiejś rzece,usiadłam na trawie i rzucałam "kaczki"nigdy mi się to nie udawało a tym razem mi się to udało.
Nie mogłam w to uwierzyć co usłyszałam od własnej przyjaciółki...nie dość że jest w ciąży to jeszcze to zataiła przede mną...nawet Joseph nic nie pisnął...nie spodziewałam się tego po nich...
Pojedyncze łzy zaczęły mi spływać po policzkach...nie przejmowałam się tym że się zaraz cała rozmaże.
-Nie płacz kochaniutka-usłyszałam za sobą głos
Szybko się odwróviłam i zobaczyłam Marka.Szybko wstałam i zaczęłam się cofać
-Zostaw mnie w spokoju-powiedziałam cały czas cofając się
-Nie bój się nic ci nie zrobię-powiedział
-Jasne...już wolę się utopić niż ci uwierzyć w twoją niby to przemianę-powiedziałam
-Leczę się...mam HIV-powiedział podchodząc bliżej mnie
-Przez Ciebie też mogłam mieć!-krzyknęłam mu prosto w twarz
-Ja po prostu...brakuje mi Ciebie-powiedział dotykając mojego policzka
-I co mam ci współczuć może?Wolne żarty-powiedziałam i chciałam odejść ale mi podstawił nogę
-Nieźle dałaś się nabrać-powiedział trzymając mnie mocno za rękę
-Wiedziałam że to jakiś podstęp! Puść mnie ty skurwielu!-krzyknęłam
-I tak nikt Cię nie usłyszy-powiedział
-Zakład?! Pomocy! On chce mnie zabić!-krzyczałam
-Zamknij tą mordę albo ci język urwę-powiedział wyciągając nóż
Tym razem nie na żarty się przestraszyłam,ale gdy zobaczyłam nadjeżdżający samochód policyjny dość niedaleko zaczęłam głośniej krzyczeć. Chyba usłyszeli bo zaczęli biec szybciej...Marek uciekał ,policja go dogoniła a ja byłam wolna od niego.
-Jeszcze się z tobą policzę suko-sykną mi prosto w twarz gdy policja szła z nim do radiowozu
-Nie prędko mnie zobaczysz-powiedziałam
-Szybciej niż myślisz-powiedział i tyle go widziałam...
Postanowiłam wybaczyć im to że mi tego nie powiedzieli bo w końcu tylko ich mam...tylko oni są mi bardzo bliscy.
-Zabieram Cię na przejażdżkę-powiedział Joseph gdy zadzwonił do mnie
-A moze byś się tak przywitał?-powiedziałam
-Cześć kochanie-powiedział
-Ale gdzie mnie zabierasz?-spytałam ciekawa
-Jak bym ci powiedział nie byłoby niespodzianki,tylko zabierz kilka rzeczy bo będziemy tam więcej niż jeden dzień-powiedział i się rozłączył
Przez chwilę stałam jak słup soli ,ale już za chwilę zaczęłam biegać po całym mieszkaniu nie wiedząc co mam ze sobą zabrać.Więc zabrałam i ciepłe ubrania i nie,dwie pary butów itp.
-Więcej to tego zabrać nie mogłaś?Nie jedziemy tam na miesiąc tylko kilka dni-powiedział całując
mnie czule w usta
***
-Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?-pytałam po raz kolejny Josepha
-Czuje się jak Shrek gdy osioł go pytał "Daleko jeszcze?" -powiedział Joseph i się roześmialiśmy
Przez dalszą drogę się już nie odzywaliśmy.Cieszyłam się że pobędę sama z Josephem,nikt nam nie będzie przeszkadzał...i w końcu na pewno porozmawiamy o nas.
____________-
Nie mogłam wam wszystkiego podać na tacy ,byłoby za fajnie ;P
Nie martwcie się ...Marek nie raz jeszcze wróci i poprzewraca bohaterom życie do góry nogami :) Ten typ nie da o sobie zapomnieć :P
Zapraszam do mojej Agusi :bohaterowiemoiajah.blog.onet.p
Dzięki niej pisze rozdziały bo ona mnie motywuje do pisania :)
Meczy mnie pytaniem "Kiedy rozdział?" "Kiedy napiszesz?" Haha kocham Cię za to :D
wiedziałam, że on tak łatwo nie odpuści, eh!!! Ale dobrze ze policja go złapała.
OdpowiedzUsuńogólnie,to Annabell ciągle ma pod górke. Ciagle jest cos . Eveline w ciazy.. :_ Szkoda, ze Liam nie moze miec dzieci :( Przykre. ale ekstra, ze Annabel bedzie miala niespodzianke, aj zazdroszcze jej :D
Buziaczki, Szczupak :*
Ale się dzieje :D podoba mi się strasznie ten rozdział i poprzedni tak samo :*
OdpowiedzUsuńświetnie piszesz i czekam na next xd
Jak zwykle genialne *.* Masz talent :)) ♥
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie na nowy ;D
lowcy-straznicy.blogspot.com