Wiem,że dawno dodawałam cokolwiek na blogach ale po prostu miałam
trudne chwile w życiu,które próbuję teraz poukładać. Jeśli macie pytanie
czy dodam kolejne rozdziały to odpowiem że tak ,ale nie wiem kiedy.
Muszę po prostu odpocząć od wszystkiego i mam nadzieje że nie jesteście
na mnie za to złe. Więc mówię wprost że na dzień dzisiejszy ZAWIESZAM
bloga /blogi do odwołania. Mam nadzieje że jak wrócę to będę miała dla
kogo i mnie nie zostawicie :)
Życzę wszystkim przemiłych wakacji :)
niedziela, 22 czerwca 2014
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 13
Obudziłam się w nie swoim łóżku,nie w swoim ubraniu...nagle przypomniałam sobie imprezę,kumpli Marka...wszystko do mnie wróciło...ale najgorsze było to że strasznie mnie bolała głowa.Zerwałam się na równe nogi gdy zobaczyłam ze obok mnie leży Thomas,ale nie to było najgorsze w tym wszystkim...na podłodze był ogromny PAJĄK!! Zaczęłam piszczeć i z powrotem schowałam się pod kołdrę.Thomas na początku dziwnie się na mnie spojrzał,lecz po chwili zobaczył co mnie tak przeraziło i się zaśmiał.
-To nie jest śmieszne-powiedziałam z założonymi rękami
-Ale to tylko pajączek-powiedział i wziął jakąś gazetę,pająk na nią wszedł i Thomas wyrzucił go przez okno.
Poczułam się jak totalna idiotka...cóż...
Poszłam do łazienki by ubrać się we wczorajsze ubranie,oddać Thomasowi koszulkę w której spałam i miałam zamiar iść do domu. Gdy wyszłam Thomas uśmiechnięty już czekał na mnie.
-Czemu się tak uśmiechasz?-spytałam
-Bo pięknie wyglądasz-powiedział
-Ale to wczorajsze ubranie-powiedziałam
-To nic-powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Nasze usta złączyły się w długim pocałunku.
Poczułam mrowienie na całym ciele, i te przyjemne motylki w brzuchu które wirowały ze szczęścia.Nie wiedziałam dlaczego to robię,ale jakiś głos w głowie podpowiadał mi ze to jeszcze nie czas,że za mało go znam...
-Przepraszam...nie powinniśmy...-powiedziałam i w biegu wzięłam swoje szpilki i wybiegłam z domu.Po drodze potknęłam się o kamień i nie mogłam wstać.Całe szczęście...lub nieszczęście że Thomas za mną pobiegł...bez koszulki...zakręciło mi się aż w głowie ale on miał refleks i szybko mnie złapał w ramiona.
-Nie rób tego więcej,dobrze?-spytał i ujął mój podbródek tak bym na niego spojrzała.
-Przepraszam...to nie wyjdzie ,nie chcę Cię mieszać w swoje sprawy-powiedziałam i wstałam podtrzymując się pobliskim drzewem i wsiadłam w zamówioną taksówkę.
"...Wiadomość z ostatniej chwili.Badacze,policja i sanitariusze którzy badają sprawę samolotu rozbitego podczas lotu samolotu SS-20 podejrzewają że związany jest z ta sprawa niejaki Marek Jakubowski który został oskarżony o pobicie,gwałt na swojej byłej narzeczonej i podpalenie domu w którym się znajdowała...jeżeli więcej się czegoś dowiemy jak najszybciej państwa o tym poinformujemy" Skończyła swoją wypowiedź reporterka serwisu DDL (Dzień Dobry Londyn)
-To nie jest śmieszne-powiedziałam z założonymi rękami
-Ale to tylko pajączek-powiedział i wziął jakąś gazetę,pająk na nią wszedł i Thomas wyrzucił go przez okno.
Poczułam się jak totalna idiotka...cóż...
Poszłam do łazienki by ubrać się we wczorajsze ubranie,oddać Thomasowi koszulkę w której spałam i miałam zamiar iść do domu. Gdy wyszłam Thomas uśmiechnięty już czekał na mnie.-Czemu się tak uśmiechasz?-spytałam
-Bo pięknie wyglądasz-powiedział
-Ale to wczorajsze ubranie-powiedziałam
-To nic-powiedział i przyciągnął mnie do siebie. Nasze usta złączyły się w długim pocałunku.
Poczułam mrowienie na całym ciele, i te przyjemne motylki w brzuchu które wirowały ze szczęścia.Nie wiedziałam dlaczego to robię,ale jakiś głos w głowie podpowiadał mi ze to jeszcze nie czas,że za mało go znam...
-Przepraszam...nie powinniśmy...-powiedziałam i w biegu wzięłam swoje szpilki i wybiegłam z domu.Po drodze potknęłam się o kamień i nie mogłam wstać.Całe szczęście...lub nieszczęście że Thomas za mną pobiegł...bez koszulki...zakręciło mi się aż w głowie ale on miał refleks i szybko mnie złapał w ramiona.
-Nie rób tego więcej,dobrze?-spytał i ujął mój podbródek tak bym na niego spojrzała.
-Przepraszam...to nie wyjdzie ,nie chcę Cię mieszać w swoje sprawy-powiedziałam i wstałam podtrzymując się pobliskim drzewem i wsiadłam w zamówioną taksówkę.
***
Od kąd powiedziałam Thomasowi że to nie wyjdzie omijaliśmy się w pracy szerokim łukiem,a jeśli nawet się widzieliśmy to mówiliśmy zwykłe "cześć" i tyle było naszej rozmowy.Ja naprawdę nie wiem co wstąpiło we mnie żeby tak robić,ale po prostu nie chce go mieszać w sprawy z Markiem związane,nie chce by jeszcze on ucierpiał,nawet jeśli to znaczy że zakocha się w innej dziewczynie...zrozumiem to.
-Dlaczego spławiłaś Thomasa?-spytała przy kawie moja przyjaciółka Eveline
Opowiedziałam jej co się stało na imprezie,ona była tylko przez chwilę na niej ponieważ źle się poczuła. Widać już było brzuszek bo był to już czwarty miesiąc.Ten czas szybko leci,nieubłaganie ale tak to już jest...
Dzień rozprawy sądowej
Rozprawa miała się zacząć za jakieś pół godziny a ja siedziałam przy szafie i nie wiedziałam w co się ubrać.Nie miałam idealnego stroju na wizyty w sądzie.Bałam się jak to będzie,jednak wiadomości które leciały akurat w telewizji przykuły moja uwagę i zaczęłam bardziej się wsłuchiwać w nie niż tykające wskazówki zegara które mówiły że bardzo mało czasu do rozprawy.
"...Wiadomość z ostatniej chwili.Badacze,policja i sanitariusze którzy badają sprawę samolotu rozbitego podczas lotu samolotu SS-20 podejrzewają że związany jest z ta sprawa niejaki Marek Jakubowski który został oskarżony o pobicie,gwałt na swojej byłej narzeczonej i podpalenie domu w którym się znajdowała...jeżeli więcej się czegoś dowiemy jak najszybciej państwa o tym poinformujemy" Skończyła swoją wypowiedź reporterka serwisu DDL (Dzień Dobry Londyn)
Byłam skołowana po tym co usłyszałam w wiadomościach,jednak się opamiętałam i szybko wyciągnęłam najlepsze ubranie które się nadawało do sądu,szpilki<klik>. Włosy rozpuściłam i podkreśliłam tylko oczy tuszem i szybko poleciałam na taksówkę bo nie miałam już czasu.
Gdy tylko weszłam do sądu moje nogi się pode mną ugięły,na szczęście zobaczyłam Eveline i Liama którzy razem ze mną będą zeznawać.
-Dasz radę zeznawać?-spytałam patrząc na jej brzuch
-O mnie się nie martw,bardziej się martwię o Ciebie-powiedziała i razem z Liam'em mnie przytuliła by dodać mi otuchy.O wiele lżej mi się zrobiło gdy byli ze mną...za kilka minut miała się rozpocząć rozprawa...juz widziałam jak z kajdankami idzie Marek z uśmiechem cwaniaczka. (Mniej więcej tak wyglądał ten uśmiech).
-I tak Cie pokonam suko-wycedził przez zęby
-Zamknij się Jakubowski i właź!-krzyknął policjant i wprowadził go do sali sądowej. Ludzie tez już się zbierali a ja czekałam az mnie wyczytają.Zeznawałam jako pierwsza i mimo gróźb koleżków Marka postanowiłam powiedzieć swoją wersję a nie tak jak chcieli to oni.
-Prosimy na sale Pannę Annabell Mathers jako poszkodowaną-powiedziała jedna z policjantek a ja ostrożnie weszłam i skierowałam się na przeciwko sędziego. Sędzia był to starszy mężczyzna z siwym wąsem i przyglądał mi się uważnie.Gdy już stanęłam przy mównicy byłam bardzo zdenerwowana,nie wiedziałam co mnie czeka i o co mnie mogą zapytać,lecz będę się starała mówić wszystko co pamiętam.
-Opowiedz nam wszystko od momentu wyjechania z Polski co było związane ze sprawcą twoich blizn na ciele-powiedział Sedzia przyglądając się uważnie moim bliznom.
Zaczęłam swoją mowę,i od razu głos mi zaczą drżeć,gdy spotkałam się ze wzrokiem Marka moje serce z przerażenia dudniło jak oszalałe,lecz nie zawracałam sobie tym głowy tylko dalej mówiłam.
-Dziękuję,nie mam więcej pytań-powiedział facet w garniturku który mi zadawał pytania
-Ja również-powiedział drugi i mogłam usiąść na ławce. Następnie przesłuchiwali Eveline a potem Liama.
-Na razie dziękujemy wszystkim,chwila przerwy-powiedział Sędzia i wstaliśmy by sędzia wyszedł.
_________________________
Dzisiaj jestem z rozdziałem tutaj :) Jak myślicie jaki będzie wyrok?Czy koledzy Marka dadzą w końcu spokój Annabell i jej przyjaciołom? Co wniesie do rozprawy wątek z samolotem?
Mam nadzieje że nie było takie złe,a w razie jesli było to przepraszam :)
Dziekuję że czekaliście na ten rozdział tak długo :) Nie jest za długi,ale po prostu chciałam już coś dodać. Buziaki kochane:*
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział 12
Po robocie Thomasa którą skończył,poczęstowałam go herbatą i kanapkami.Musiałam mu się odwdzięczyć tym co zrobił.Trochę pogadaliśmy ale nie na tyle bym czuła się pewnie w jego towarzystwie,byłam strasznie nieśmiała przy nim i czasami mimo że chciałam coś powiedzieć to po prostu brakowało mi na to odwagi.
-Dziękuje jeszcze raz za wszystko-powiedziałam odprowadzając go do drzwi
-Nie jestem fachowcem ale mam nadzieję że wszystko już będzie w porządku-powiedział uśmiechając się
-A wiesz co było dokładnie tego przyczyną?-spytałam podtrzymując rozmowę
-Musiało to być jakieś zwarcie,ale jeśli to się powtórzy to dzwoń,tutaj masz mój numer-powiedział podając karteczkę z napisanymi cyframi.Miałam wrażenie jak by był przygotowany już na to wcześniej.Gdy na niego patrzyłam i na jego cudowny uśmiech nogi pode mną się uginały.
-Ok,dziękuje jeszcze raz-powiedziałam podając mu kurtkę która wisiała na wieszaku
-Nie ma sprawy,to co widzimy się jutro w pracy?-spytał i puścił mi oczko
-Pewnie-powiedziałam cały czas się uśmiechając
Odprowadziłam go jeszcze wzrokiem dotąd aż zniknął mi całkowicie z pola widzenia. Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się na ziemię.
-Dziękuje jeszcze raz za wszystko-powiedziałam odprowadzając go do drzwi
-Nie jestem fachowcem ale mam nadzieję że wszystko już będzie w porządku-powiedział uśmiechając się
-A wiesz co było dokładnie tego przyczyną?-spytałam podtrzymując rozmowę
-Musiało to być jakieś zwarcie,ale jeśli to się powtórzy to dzwoń,tutaj masz mój numer-powiedział podając karteczkę z napisanymi cyframi.Miałam wrażenie jak by był przygotowany już na to wcześniej.Gdy na niego patrzyłam i na jego cudowny uśmiech nogi pode mną się uginały.
-Ok,dziękuje jeszcze raz-powiedziałam podając mu kurtkę która wisiała na wieszaku
-Nie ma sprawy,to co widzimy się jutro w pracy?-spytał i puścił mi oczko
-Pewnie-powiedziałam cały czas się uśmiechając
Odprowadziłam go jeszcze wzrokiem dotąd aż zniknął mi całkowicie z pola widzenia. Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się na ziemię.
*Thomas*
Tak naprawdę nie wiedziałem co było przyczyną komplikacji z prądem u tej dziewczyny,ale jeśli nadarzy się jeszcze taka sytuacja żeby jej pomóc to bez wahania podejmę to wyzwanie.Byłem nią zauroczony ale nie będę nic mówił Stelli bo jeszcze wygada i dopiero wtedy by było! Szukam tej jedynej i mam nadzieję że w końcu znajdę...może w końcu znalazłem dziewczynę która nie będzie mnie zdradzać na prawo i lewo z przypadkowymi facetami.Miałem zaledwie 19 lat kiedy poznałem Amelie.Była naprawdę śliczną Hiszpanką,ostrzegali mnie przed nią ale ja nie słuchałem nikogo bo byłem tak zaślepiony jej urokiem i wdziękiem że nie widziałem jej wad.Dopiero jak nakryłem ją z moim szefem w łóżku...ech...mam szczęście że nic nie złapałem od niej...Z przemyśleń wyrwał mnie głos Stelli
-No i jak braciszku?
-No już naprawiłem-powiedziałem uśmiechając się do siostry
-Nie pytam o to debilu,podoba ci się?-spytała prosto z mostu
Albo ja jestem głupi albo ona planuje nas ze sobą związać...
-Podoba...ale zwolnij trochę.Pracujemy w tej samej firmie,poza tym prawie wcale jej nie znam więc wyluzuj mała i zajmij się swoimi sprawami-powiedziałem chociaż chciałbym znać jej najskrytsze sekrety i móc ją tulić do siebie.
Thomas!Opanuj emocje!To jest przecież zwykła dziewczyna!
Sam w duchu kłóciłem się ze sobą...pewnie to musiało dziwacznie wyglądać z boku jak ktoś patrzył bo nie dość że się zamyśliłem to jeszcze wymachiwałem rękoma.W końcu wszedłem do domu i rzuciłem się na lodówkę.Wyciągnąłem najpotrzebniejsze produkty i zrobiłem sobie tosty,smażony serc z cebulą,pomidorem,ogórkiem i ananasem.Wiem że może to dla kogoś być obrzydliwe ale ja lubię eksperymentować(Nie zawsze mi to wychodzi) no ale to już inna sprawa.
-Co tam wpierdalasz?-spytała Stella siadając przy stole i jedząc jabłko
-Mój eksperyment-powiedziałem a Stella wstała i popatrzyła na moje jedzenie z wielkim obrzydzeniem
-Jezu...jak ty to możesz jeść?-spytała i szybko wyszła z kuchni by nie patrzeć na moje jedzenie,ja tylko się zaśmiałem pod nosem i zacząłem konsumować swoja potrawę.
-Co tam wpierdalasz?-spytała Stella siadając przy stole i jedząc jabłko
-Mój eksperyment-powiedziałem a Stella wstała i popatrzyła na moje jedzenie z wielkim obrzydzeniem
-Jezu...jak ty to możesz jeść?-spytała i szybko wyszła z kuchni by nie patrzeć na moje jedzenie,ja tylko się zaśmiałem pod nosem i zacząłem konsumować swoja potrawę.
***
Dzisiaj była sobota,miałem wolne a Stella zarządziła że zrobimy imprezę.Zgodziłem się na to bo dawno nie imprezowałem w gronie Stelli i jej przyjaciół. Przez cały dzień przygotowywaliśmy napoje,trunki,jedzenie i oczywiście co najważniejsze dobrą muzykę.Stella zaprosiła dużo swoich znajomych,ale ja również swoich których dawno widziałem,a nie zmienili numeru by ich poinformować o imprezie.
Był już wieczór więc impreza miała się zacząć od przybycia pierwszych gości.
Nie byłem pewien czy Stella zaprosiła tez Annabell dlatego ją o to spytałem
-Annabell te zbędzie?-spytałem wykrzykując ,ponieważ już grała muzyka a po dwóch minutach już zaczęła grac muzyka i ludzie się schodzili
-Oczywiście,patrz za siebie-powiedziała a ja odwróciłem się i ujrzałem Annabell w pięknej sukience i butach na obcasie<klik>. Wyglądała zjawiskowo,a jeszcze ten jej usmiech.
-No co tak stoisz?Podejdź do niej-powiedziała Stella i popchnęła mnie w stronę zbliżającej się dziewczyny
-Tak,pewnie-powiedziała i się uśmiechnęła do mnie i pstryknęła mnie palcem w nos.
Przyniosłem jej drinka oraz sobie i zaczęliśmy gadać,śmiać się...tak jakbyśmy znali się od zawsze.Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie z życia...po prostu się poznawaliśmy.
Gdy widziałem że już za dużo wypiła bo ledwo trzyma się poprosiłem ją o taniec.
-Zatańczysz ze mną?
Kiedy tańczyliśmy cały czas wpatrywała mi się w oczy,a ja od jej oczu nie mogłem oderwać wzroku.Były przepiękne...takie magiczne...i przepełnione smutkiem.Musiała dużo przeżyć że tak wiele smutku można dostrzec w samych oczach.
Nagle zgasło światło,muzyka powolna do której z nią tańczyłem dalej grała a my wpatrzeni,wtuleni dalej tańczyliśmy.Nie przejmowałem się światłem,ponieważ byłem pewny że to jakieś zwarcie...jednak sie myliłem bo coś...a raczej ktoś odciągnął mnie od Annabell
-Boże...Annabell uciekaj!-zdążyłem tylko tyle krzyknąć
Zobaczyłem że światło się zapala a ja i Annabell jesteśmy przetrzymywani przez jakichś dwóch obcych typów. Zapewne weszli tutaj gdy wszyscy się dobrze bawili...
Chciałabym żeby wiedział o co chodziło,ale bałam się że ucieknie i nie zechce mnie znać.Po opatrzeniu rany zeszłam z blatu i kierowałam się do wyjścia dalej na imprezę,ale Thomas złapał mnie
za rękę,popchnął na drzwi a gdy spojrzałam na niego on tylko delikatnie wbił się w moje usta i mimo że się tego nie spodziewałam odwzajemniłam jego pocałunek.
____________________________
Wybaczcie że krótki i beznadziejny...ale musiałam coś dodac bo nie wiem kiedy będzie kolejny.Prawdopodobnie dopiero po maturach...nawet tych ustnych...tak jestem maturzystką i od 5 maja trzymajcie za mnie kciuki !
Nagle zgasło światło,muzyka powolna do której z nią tańczyłem dalej grała a my wpatrzeni,wtuleni dalej tańczyliśmy.Nie przejmowałem się światłem,ponieważ byłem pewny że to jakieś zwarcie...jednak sie myliłem bo coś...a raczej ktoś odciągnął mnie od Annabell
-Boże...Annabell uciekaj!-zdążyłem tylko tyle krzyknąć
Zobaczyłem że światło się zapala a ja i Annabell jesteśmy przetrzymywani przez jakichś dwóch obcych typów. Zapewne weszli tutaj gdy wszyscy się dobrze bawili...
*Annabell*
Zostałam odciągnięta od Thomas'a...bałam się...nie chciałam żeby znowu się powtórzyła rozrywka z Markiem i jego kumplami...miałam już tego serdecznie dość.Chciałam w końcu być szczęśliwa i żeby nikt mi nie zakłócał szczęścia.Byłam w takiej romantycznej sytuacji...w tańcu...a tu BUM i się stało!
-Zostawcie go !On nic nie zawinił!-krzyknęłam gdy nagle zapaliło się światło i ujrzałam znane twarze kumpli Marka
-Zamknij się suko bo pożałujesz-powiedział jeden i przyłożył mi nóż do gardła
Bałam się...znowu strach o życie...czy to kiedyś się skończy?!
-Czego chcecie?-powiedziałam ze łzami w oczach
-Zeznasz na korzyść Marka albo zginiesz jak twoi rodzice-powiedział jeden
-No chyba że chcesz bym oszpecił jego twarzyczkę-powiedział ten który trzymał Thomas'a
Nie wiedziałam co mam robić...chciałam się uwolić od Marka i jego kumpli,ale jak zeznam na jego korzysć to nie będę miała spokoju...jednak by uratowac Thomas'a i siebie zgodziłam się:
-Dobrze,ale zostawicie mnie i moich znajomych w spokoju-powiedziałam
-Jeszcze zobaczymy-powiedział i pociągnął nożem wzdłuż mojej ręki...poczułam ból i zobaczyłam krew spływająca z mojej ręki...wyszli....
-Nic ci nie jest?-spytał Thomas podchodząc do mnie i patrząc na moją ranę
-Nie,wszystko w porządku-powiedziałam i otarłam łzy
Thomas zaprowadził mnie do kuchni i opatrzył świeżo zadaną ranę,posadził mnie na blacie i popatrzył w oczy
-Już dobrze-powiedział i przytulił mnie
Chciałabym żeby wiedział o co chodziło,ale bałam się że ucieknie i nie zechce mnie znać.Po opatrzeniu rany zeszłam z blatu i kierowałam się do wyjścia dalej na imprezę,ale Thomas złapał mnie ____________________________
Wybaczcie że krótki i beznadziejny...ale musiałam coś dodac bo nie wiem kiedy będzie kolejny.Prawdopodobnie dopiero po maturach...nawet tych ustnych...tak jestem maturzystką i od 5 maja trzymajcie za mnie kciuki !
wtorek, 15 kwietnia 2014
Rozdział 11
*Stella*
Szykowałam się na zajęcia do dzieci,gdy usłyszałam w radiu że samolot SS-50 którym miał jechać Joseph runął na ziemie.Byłam załamana mimo że skrzywdził swoim egoizmem Annabell, roztrzęsiona zadzwoniłam do Eveline
-Hej właśnie słyszałam o katastrofie lotniczej w której Joseph leciał,podobno nikt nie przeżył-powiedziałam
-Wiem o tym,Annabell się obudziła i powiedziała ze widziała go tam-powiedziała Eveline
-Jeju to straszne-powiedziałam
-Muszę kończyć bo idę się zobaczyć z Annabell -powiedziała
-Pa-odpowiedziałam i się rozłączyłam
Gdy miałam już wychodzić usłyszałam za sobą znajomy głos:
-Hej śliczna
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego brata Thomasa
-Jezu Thomas co ty tutaj robisz?-spytałam i rzuciłam się mu na szyję
-Przyleciałem,miałem już dość Hiszpanii-powiedział stawiając swoje walizki by mnie jeszcze raz
uściskać
uściskać
Thomas gdy tylko skończył 18 lat wyjechał do Hiszpanii na studia i tam również pracował,brakowało mi go ,od tamtej pory go nie widziałam,przyleciał tylko raz gdy jeszcze żyła mama. Gdy mama umarła a Ojciec znalazł sobie inną kobietę ,młodszą o 20 lat już więcej nie przylatywał,nawet by zobaczyć mnie. Jestem od niego młodsza o dwa lata a zawsze byliśmy tak zgadani jak by różnica wieku nie dzieliła nas.
-Ja niestety muszę na trening iść ,ale zostawię ci klucze -powiedziałam dając mu zapasowe klucze z wieszaka
-Dzięki,to leć bo się spóźnisz,potem pogadamy-powiedział a ja wsiadłam do swojego samochodu i ruszyłam na trening.
Bardzo się cieszyłam z jego powrotu,w końcu miałam znów brata i nie byłam sama tutaj.
*Eveline*
Siedziałam przy szpitalnym łóżku przy mojej ukochanej przyjaciółce.Gdy się wybudziła mówiła różne rzeczy typu "Moja mama i tato nie żyją,znajdźcie ich,są tam gdzie mnie Mark przetrzymywał" i jedno co mnie całkowicie zaskoczyło" Joseph nie żyje,wypadek,samolot" i zasnęła...
Jej twarz i skóra mimo że juz lepiej wyglądała to i tak widać jeszcze liczne zniekształcenia,rany...
Nie martwiłam się o to że będzie płakać po Josephie że ją zostawił tylko o to że będzie cierpieć przez swój wygląd,ze żaden facet nie będzie chciał na nią spojrzeć.
-Jak długo spałam?-spytała Annabell
-Jakieś dwie godziny po wybudzeniu ze śpiączki-powiedziałam i się uśmiechnęłam
-pewnie teraz wyglądam okropnie-powiedziała
-Będzie dobrze-powiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę
-A jak tam dziecko w brzuchu?-spytała
-Dobrze,tylko nie mogę się denerwować bo zaraz i ono się denerwuje i robi mi się słabo-powiedziałam
-To nie możesz się denerwować,musisz uważać na siebie-powiedziała
-Chyba się do Liama przeprowadzam bo w końcu będziemy rodzicami-powiedziałam
-No a kiedy ślub?-spytała i zaczęła się śmiać
Brakowało mi tego śmiechu,jest taki cudownie zaraźliwy.
-jeszcze o tym nie myśleliśmy-powiedziałam
-No jak to tak?-spytała z niedowierzaniem
Jeszcze długo rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym,ale Annabell musiała przejść jeszcze jakieś badania więc poszłam do domu bo ostatnio zaczęłam zaniedbywać Liama,przesiadywać u Annabell w szpitalu większość czasu.
*Annabell*
Po dwóch tygodniach po śpiączce,wielu badaniach mogłam wrócić do dom.Gdy pierwszy raz w domu zobaczyłam się w lustrze zobaczyłam lekko poparzona twarz,nie była już taka straszna jaką widziałam w szpitalu,była o wiele ładniejsza.Gorsze były ręce...ale mogę zakrywać długimi rękawami,dobrze że jest już zimniej i nie będzie mnie nikt wytykał palcami. Dzisiaj szłam pierwszy raz po długiej przerwie do pracy. Zjadłam śniadanie,ubrałam się<klik> ,wzięłam swój sprzęt do fotografowania i ruszyłam do pracy.
Szef od razu dał mi zlecenie bym poszła co Centrum bo ktoś dał mu cynk że będzie Beyonce w mieście.Gdy dojechałam do Centrum,nikt nie poznawał jej bo była schowana pod przebraniem.Schowana za krzakami zrobiłam jej zdjęcia jak wychodzi z samochodu,jak ucieka przed goniacym ją tłumem bo kaptur z głowy jej spadł.Naprawdę przezabawnie biegła.
Po zrobieniu zdjęć pojechałam z powrotem do firmy,gdy wchodziłam zderzyłam się z chłopakiem którego tu wcześniej nie widziałam
-Przepraszam,niezdarą jestem-powiedziałam a on pomógł mi wstać
-Nie,to ja nie patrzyłem gdzie idę -powiedział i podał mi mój aparat
Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana,w tym momencie nie liczył się nikt prócz jego stojącego na przeciwko mnie,miał piękne niebieskie oczy...jak morze...nie mogłam się ruszyć chociaż wiedziałam że nie mogłam cały czas stać i się w niego wpatrywać,czułam jak fala gorąca przeszywa całe moje ciało,pewnie moje policzki są teraz czerwone,więc szybko odwróciłam wzrok i powiedziałam :
-Ee...ja juz muszę iść..-i pobiegłam szybko do swojego gabinetu.Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje teraz z moim ciałem,moim umysłem...nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie przy jakims mężczyźnie...muszę najpierw pozałatwiać sprawy z Josephem,z rodzicami...z pogrzebem...z Markiem...gdy o tym pomyślałam rozpłakałam się a resztę dnia siedziałam i obrabiałam zdjęcia do gazety nie wychodząc nawet na kawę z poza mojego gabinetu.
Szef od razu dał mi zlecenie bym poszła co Centrum bo ktoś dał mu cynk że będzie Beyonce w mieście.Gdy dojechałam do Centrum,nikt nie poznawał jej bo była schowana pod przebraniem.Schowana za krzakami zrobiłam jej zdjęcia jak wychodzi z samochodu,jak ucieka przed goniacym ją tłumem bo kaptur z głowy jej spadł.Naprawdę przezabawnie biegła.
Po zrobieniu zdjęć pojechałam z powrotem do firmy,gdy wchodziłam zderzyłam się z chłopakiem którego tu wcześniej nie widziałam
-Przepraszam,niezdarą jestem-powiedziałam a on pomógł mi wstać
-Nie,to ja nie patrzyłem gdzie idę -powiedział i podał mi mój aparat
Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana,w tym momencie nie liczył się nikt prócz jego stojącego na przeciwko mnie,miał piękne niebieskie oczy...jak morze...nie mogłam się ruszyć chociaż wiedziałam że nie mogłam cały czas stać i się w niego wpatrywać,czułam jak fala gorąca przeszywa całe moje ciało,pewnie moje policzki są teraz czerwone,więc szybko odwróciłam wzrok i powiedziałam :
-Ee...ja juz muszę iść..-i pobiegłam szybko do swojego gabinetu.Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje teraz z moim ciałem,moim umysłem...nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie przy jakims mężczyźnie...muszę najpierw pozałatwiać sprawy z Josephem,z rodzicami...z pogrzebem...z Markiem...gdy o tym pomyślałam rozpłakałam się a resztę dnia siedziałam i obrabiałam zdjęcia do gazety nie wychodząc nawet na kawę z poza mojego gabinetu.
***
Dzień pogrzebu moich rodziców i Josepha nie należał do przyjemnych,na domiar złego dzień od rana zaczął się koszmarnie.Najpierw wyłączyli prąd i nie mogłam sobie wysuszyć włosów,jak włączyli spaliła mi się suszarka i musiałam zadzwonić do Eveline by mi pożyczyła swoją.Gdy już byłam w miarę wyszykowana chciałam trochę posiedzieć na laptopie przed wyjściem ,ale nie chciał sie włączyć
-No kurwa co się dzisiaj jeszcze zepsuje?!-krzyknęłam wkurzona i siedziałam jak na szpilkach przez pół godziny zanim przyjechała Eveline z Liamem i Stellą.Wsiadłam do samochodu zła jak osa,widząc po ich minach nie chcieli się nic odzywać by jeszcze gorzej nie popsuć sytuacji a raczej mojego humoru.
-Chce to już mieć za sobą-powiedziałam po chwili milczenia i wypuściłam gwałtownie powietrze z moich płuc
-Nie martw się jesteśmy z tobą-pocieszała mnie Stella
-Na domiar złego dzisiaj w domu wszystko mi się psuje,nawet laptop odmówił posłuszeństwa-powiedziałam załamana
-Nie martw się mój brat przyjechał z Hiszpanii,wczoraj zaczął pracowac jako elektryk,informatyk w tej firmie co ty,jak mu powiem ze potrzebujesz jego fachowej ręki to pewnie ci przyjdzie z pomocą-powiedziała
-Wielkie dzięki-powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam
Przez całą drogę zastanawiałam się jak może wyglądać jej brat. Na cmentarzu było sporo ludzi,większość to znajomi Josepha,kilka osób przyjechało z Polski na pogrzeb rodziców.
-Witajcie wszyscy,chciałam powiedzieć że i rodzice i Joseph byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim życiu,chciałabym ich zapamiętać jako wesołe osoby...-Nie dokończyłam bo się rozpłakałam i Eveline wzięła mnie pod ramię i zeszłam do wszystkich.
Obiecałam sobie że nie będę płakać,ale nie wyszło.Ksiądz rozpoczął msze pogrzebową...
Po skończonym pogrzebie wszyscy się rozeszli,zostałam tylko ja i Stella
-Na pewno nie chcesz jeszcze jechac do domu?-spytała idąc w stronę samochodu Liama
-Nie,niedługo wrócę-powiedziałam a ona odeszła i odjechali
Wpatrywałam się w groby które były obok siebie i płakałam.
-A myślałem ze już nie przeżyjesz-powiedział znajomy głos...głos Marka
-Kiedy ty w końcu się ode mnie odczepisz?-spytałam nie odwracając się
-Hmm..nigdy kochanieńka -powiedział i zawtórował mu śmiech
-Czego ty ode mnie chcesz psycholu?!-krzyknęłam
Bałam sie go,nie mógł w tym miejscu nikt mi pomóc bo byłam sama z tym psychopatą,nikogo więcej nie było.
-Twojego cierpienia-powiedział i przyłożył mi nóż do gardła
-Nie widzisz ze cały czas cierpię?Nie dość się nacierpiałam?-spytałam
-Nigdy mnie nie powstrzymasz-powiedział śmiejąc się tak głośno że nawet na ulicy go pewnie ktoś usłyszał
-Ona nie,ale my tak-powiedział policjant stojacy za Markiem
Byłam szczęśliwa,w końcu może go zamkną na dobre i nie będę musiała się bać o siebie i swoich przyjaciół.Szkoda tylko że tak późno,że musiało dojść do tylu tragedii by zobaczyli że naprawdę powinien być w więzieniu.
-Nie martw się,już nie będziesz się musiała go bać-powiedział policjant i zabrali go do radiowozu
Dwa dni później usłyszałam w radiu że Marek został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego dla kryminalistów.Wszyscy się cieszyliśmy z tego powodu,jednak mnie czekał jeszcze proces ,musiałam zeznawać przeciwko Markowi w sądzie,od tego będzie zależał jego wyrok.
Dzisiaj miał przyjść brat Stelli by zobaczyć moje wszystkie urządzenia i elektrykę.Stella dwa razy do mnie dzwoniła bym nie zapomniała.
-Dzwoniłas już 3 razy,nawet jak bym chciała to nie zapomnę-powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi
-To pewnie on,muszę kończyć-powiedziałam i się rozłączyłam
Podeszłam do drzwi i otworzyłam,gdy zobaczyłam ze ON jest bratem Stelli wmurowało mnie,to ten sam chłopak z którym się zderzyłam w firmie...stałam jak zahipnotyzowana.Nagle ocknęłam się i wpuściłam go do środka.
-Nie wiedziałem że jesteś koleżanką mojej młodszej siostry-powiedział uśmiechajac się
-A ja nie wiedziałam że ty jesteś jej bratem-powiedziałam i spaliłam buraka
Nigdy się tak nie czułam,zawsze byłam odważna i nie rumieniłam się przy chłopakach...
-Jestem Thomas-powiedział i podał mi rękę
-Annabell -powiedziałam i zaprowadziłam go najpierw do głównego włącznika prądu.
__________________________
Wiem wiem,zwaliłam sprawę ale obiecałam ze dodam coś albo na tym albo na moim drugim blogu.Tu mi się lepiej pisało więc dodałam tutaj :)
Więc pojawił się nowy bohater-Thomas :) Możecie go zobaczyć w zakładce bohaterowie by się mu lepiej przyjrzeć :)
zapraszam do Agi :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
-Chce to już mieć za sobą-powiedziałam po chwili milczenia i wypuściłam gwałtownie powietrze z moich płuc
-Nie martw się jesteśmy z tobą-pocieszała mnie Stella
-Na domiar złego dzisiaj w domu wszystko mi się psuje,nawet laptop odmówił posłuszeństwa-powiedziałam załamana
-Nie martw się mój brat przyjechał z Hiszpanii,wczoraj zaczął pracowac jako elektryk,informatyk w tej firmie co ty,jak mu powiem ze potrzebujesz jego fachowej ręki to pewnie ci przyjdzie z pomocą-powiedziała
-Wielkie dzięki-powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam
Przez całą drogę zastanawiałam się jak może wyglądać jej brat. Na cmentarzu było sporo ludzi,większość to znajomi Josepha,kilka osób przyjechało z Polski na pogrzeb rodziców.
-Witajcie wszyscy,chciałam powiedzieć że i rodzice i Joseph byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim życiu,chciałabym ich zapamiętać jako wesołe osoby...-Nie dokończyłam bo się rozpłakałam i Eveline wzięła mnie pod ramię i zeszłam do wszystkich.
Obiecałam sobie że nie będę płakać,ale nie wyszło.Ksiądz rozpoczął msze pogrzebową...
Po skończonym pogrzebie wszyscy się rozeszli,zostałam tylko ja i Stella
-Na pewno nie chcesz jeszcze jechac do domu?-spytała idąc w stronę samochodu Liama
-Nie,niedługo wrócę-powiedziałam a ona odeszła i odjechali
Wpatrywałam się w groby które były obok siebie i płakałam.
-A myślałem ze już nie przeżyjesz-powiedział znajomy głos...głos Marka
-Kiedy ty w końcu się ode mnie odczepisz?-spytałam nie odwracając się
-Hmm..nigdy kochanieńka -powiedział i zawtórował mu śmiech
-Czego ty ode mnie chcesz psycholu?!-krzyknęłam
Bałam sie go,nie mógł w tym miejscu nikt mi pomóc bo byłam sama z tym psychopatą,nikogo więcej nie było.
-Twojego cierpienia-powiedział i przyłożył mi nóż do gardła
-Nie widzisz ze cały czas cierpię?Nie dość się nacierpiałam?-spytałam
-Nigdy mnie nie powstrzymasz-powiedział śmiejąc się tak głośno że nawet na ulicy go pewnie ktoś usłyszał
-Ona nie,ale my tak-powiedział policjant stojacy za Markiem
Byłam szczęśliwa,w końcu może go zamkną na dobre i nie będę musiała się bać o siebie i swoich przyjaciół.Szkoda tylko że tak późno,że musiało dojść do tylu tragedii by zobaczyli że naprawdę powinien być w więzieniu.
-Nie martw się,już nie będziesz się musiała go bać-powiedział policjant i zabrali go do radiowozu
Dwa dni później usłyszałam w radiu że Marek został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego dla kryminalistów.Wszyscy się cieszyliśmy z tego powodu,jednak mnie czekał jeszcze proces ,musiałam zeznawać przeciwko Markowi w sądzie,od tego będzie zależał jego wyrok.
Dzisiaj miał przyjść brat Stelli by zobaczyć moje wszystkie urządzenia i elektrykę.Stella dwa razy do mnie dzwoniła bym nie zapomniała.
-Dzwoniłas już 3 razy,nawet jak bym chciała to nie zapomnę-powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi
-To pewnie on,muszę kończyć-powiedziałam i się rozłączyłam
Podeszłam do drzwi i otworzyłam,gdy zobaczyłam ze ON jest bratem Stelli wmurowało mnie,to ten sam chłopak z którym się zderzyłam w firmie...stałam jak zahipnotyzowana.Nagle ocknęłam się i wpuściłam go do środka.
-Nie wiedziałem że jesteś koleżanką mojej młodszej siostry-powiedział uśmiechajac się
-A ja nie wiedziałam że ty jesteś jej bratem-powiedziałam i spaliłam buraka
Nigdy się tak nie czułam,zawsze byłam odważna i nie rumieniłam się przy chłopakach...
-Jestem Thomas-powiedział i podał mi rękę
-Annabell -powiedziałam i zaprowadziłam go najpierw do głównego włącznika prądu.
__________________________
Wiem wiem,zwaliłam sprawę ale obiecałam ze dodam coś albo na tym albo na moim drugim blogu.Tu mi się lepiej pisało więc dodałam tutaj :)
Więc pojawił się nowy bohater-Thomas :) Możecie go zobaczyć w zakładce bohaterowie by się mu lepiej przyjrzeć :)
zapraszam do Agi :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział 10
*Annabel*
Nie wiedziałam gdzie jestem,wszędzie był tak jakby jakiś dym i nie było żywej duszy.Próbowałam wołać moich przyjaciół lub mojego chłopaka ale na marne bo nikt mnie nie słyszał.
-Nie wołaj ich,nie usłyszą Cię tutaj-usłyszałam głos za sobą i szybko się odwróciłam ,zobaczyłam mamę w białej sukience
-Mamo?Co ty tutaj robisz?Gdzie tato?-zadawałam masę pytań
-Córeczko tylko spokojnie-powiedziała i przytuliła mnie
Nie wiedziałam co się dzieje,ale zawsze tak robiła gdy chciała mi coś ważnego powiedzieć albo złego.A to miejsce nie przypominało mi niczego...wprawdzie nie wiedziałam gdzie jestem ale po prostu bałam się że zaraz usłyszę coś co mną wstrząśnie. I nie myliłam się,ponieważ to co usłyszałam od mamy nie było tym co bym chciała usłyszeć...
-Marek mnie i tate zabił,jesteśmy schowani w tym miejscu gdzie i Ciebie przetrzymywał-powiedziała
-J-jak to możliwe?To dlaczego ja tu z tobą rozmawiam?!-jednocześnie płakałam i krzyczałam
-Kochanie spokojnie-powiedziała mama kładąc swoją rękę na moim ramieniu
-Jak ja mam byc spokojna?! Nie wiem gdzie jestem i jeszcze mi mówisz że nie żyjecie!!!
Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji,chciałabym żeby to nie było prawdą,chciałam zobaczyć ich wszystkich by wiedzieć że nic im się nie stało.
-Nie martw się,oni żyją,ty jesteś w takim miejscu między ziemią a niebem,umierasz...ale daj z siebie wszystko by znów tam wrócić-powiedziała mama
-Ale jak to jest możliwe?-spytałam i nagle moim oczom ukazał się widok szpitala...Ja byłam w łóżku i leżałam podłączona do różnych urządzeń,moja twarz wyglądała okropnie,jak bym to nie była ja.Wszyscy płakali...
-Widzisz?Teraz mi wierzysz?-spytała mama
-T-t-tak. A dlaczego taty tu nie ma?-spytałam
-Bo tato już dawno jest w niebie,ja musiałam zostać by ci powiedzieć bo czułam że i tobie grozi niebezpieczeństwo,nie wyjeżdżaj już nigdzie bo on i tak Cię znajdzie.Teraz bedzie ci ciezko bo nie będzie nas a ty jesteś poparzona-powiedziała mama
-Nie poradzę sobie bez was-przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać
-Cii- powiedziała i odeszła
Zostałam sama...nie wiem na jak długo,ale może i mama ma rację żebym postarała się tam wrócić.Oni mnie potrzebują...Mówiła tylko jeszcze że czas tutaj nie jest odzwierciedleniem czasu tam...tutaj może się zdawać że czas płynie bardzo krótko,tam to mogą być miesiące,nawet lata...
-Marek mnie i tate zabił,jesteśmy schowani w tym miejscu gdzie i Ciebie przetrzymywał-powiedziała
-J-jak to możliwe?To dlaczego ja tu z tobą rozmawiam?!-jednocześnie płakałam i krzyczałam
-Kochanie spokojnie-powiedziała mama kładąc swoją rękę na moim ramieniu
-Jak ja mam byc spokojna?! Nie wiem gdzie jestem i jeszcze mi mówisz że nie żyjecie!!!
Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji,chciałabym żeby to nie było prawdą,chciałam zobaczyć ich wszystkich by wiedzieć że nic im się nie stało.
-Nie martw się,oni żyją,ty jesteś w takim miejscu między ziemią a niebem,umierasz...ale daj z siebie wszystko by znów tam wrócić-powiedziała mama
-Ale jak to jest możliwe?-spytałam i nagle moim oczom ukazał się widok szpitala...Ja byłam w łóżku i leżałam podłączona do różnych urządzeń,moja twarz wyglądała okropnie,jak bym to nie była ja.Wszyscy płakali...
-Widzisz?Teraz mi wierzysz?-spytała mama
-T-t-tak. A dlaczego taty tu nie ma?-spytałam
-Bo tato już dawno jest w niebie,ja musiałam zostać by ci powiedzieć bo czułam że i tobie grozi niebezpieczeństwo,nie wyjeżdżaj już nigdzie bo on i tak Cię znajdzie.Teraz bedzie ci ciezko bo nie będzie nas a ty jesteś poparzona-powiedziała mama
-Nie poradzę sobie bez was-przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać
-Cii- powiedziała i odeszła
Zostałam sama...nie wiem na jak długo,ale może i mama ma rację żebym postarała się tam wrócić.Oni mnie potrzebują...Mówiła tylko jeszcze że czas tutaj nie jest odzwierciedleniem czasu tam...tutaj może się zdawać że czas płynie bardzo krótko,tam to mogą być miesiące,nawet lata...
*Eveline*
*2 miesiące później *
Bardzo się bałam że ona już nigdy do nas nie wróci,że już nigdy się nie obudzi,nie będę się z nią śmiała,nie zobaczy mojego dziecka...nagle zobaczyłam że po jej poparzonej twarzy spływają łzy...jednak musi coś w tym być że jak człowiek jest w śpiączce to jest w jakimś miejscu i doświadcza czegoś co nie śniło się zwykłemu człowiekowi podczas snu.
Podczas tych dwóch miesięcy przeszła 6 operacji przeszczepu skóry...strasznie to przeżyłam,Liam się boi że przez te nerwy może stać się coś naszemu dziecku.Ale to dopiero 2 miesiąc i tydzień.
Joseph zwątpił i już nie przychodzi do niej,zaszył się w swoim domu lub na próbach...może i teraz nie wygląda na osobę bardzo ładną którą była ale ona ma serce i będzie jej ciężko gdy się dowie że Joseph ją opuścił. Jestem jedyna osoba która przychodzi tutaj codziennie,no jeszcze Stella od czasu do czasu przychodzi oraz Liam ze mną.
-Czy możecie państwo opuścić to pomieszczenie?Spróbujemy ją wybudzić-powiedział lekarz który prowadzi od początku jej stan zdrowotny
Razem z Liamem i Stella wyszłam na korytarz i się strasznie przejmowałam,miałam nadzieję że nie będzie strasznie cierpieć...
Zobaczyłam Josepha który idzie w naszą stronę,od miesiąca tutaj nie był więc zdziwiłam się że własnie tutaj go zastałam
-Co ty tutaj robisz?-spytałam
-Ja tylko do Liama
-Ale tutaj jest twoja dziewczyna! Ona jest wybudzana a ty nawet nie spytasz co u niej?! Ty pieprzony egoisto!!! Nie dziwie się że nie miałeś dłużej niż dwa tygodnie dziewczyny!!-krzyczałam na niego
Już nie mogłam wtrzymać,ona teraz go będzie potrzebować a ten co? Kochał ją tylko za wygląd?
-Nie tylko wygląd się liczy!!-krzyknęłam znów
-Ev spokojnie bo jeszcze się coś stanie naszemu dziecku-powiedział Liam przytulając mnie
Nagle zrobiło mi się strasznie słabo,miałam zawroty głowy i bół w podbrzuszu...musiałam usiąść
-Mówiłem żebyś się tak nie denerwowała-powiedział zaniepokojony Liam
Stella poszła po lekarza i za chwilę przyszedł
-Może przejdziemy piętro niżej do mojego gabinetu-powiedziała pani z ginekologii.Z pomoca Liama poszłam do gabinetu
-Czy mogę ja też wejść?-spytał
-A jest pan mężem?-spytała
-Nie,ale chłopakiem jestem-powiedział Liam
-W takim razie w porządku-powiedziała i wpuściła również jego
-W którym miesiącu jesteś w ciąży?-zwróciła się tym razem do mnie
-w drugim-powiedziałam
-Połóż się ,zrobimy USG i zobaczymy co się dzieje-powiedziała miła pani doktor a ja posłusznie położyłam się podciągając bluzkę do góry i zsuwając delikatnie spodnie.
Widziałam przez ekran swojego maluszka,nie był jeszcze duży ale już kochałam to dzieciątko,Liam trzymał mnie za rękę,pierwszy raz był ze mną na USG i nie dziwię się że był wzruszony.
-Nic niepokojącego nie widzę,ale proszę uważać i się nie denerwować bo to jest najgorsza rzecz która może pani teraz potrzebować,powinna pani odpoczywać w domu i nie martwić się stanem przyjaciółki,jest w dobrych rękach-powiedziała podając mi ręcznik bym bym wytarła brzuch po żelu do usg.
-Ale to nie tylko nią sie martwię,po prostu jej chłopak w tych chwilach chce z niej zrezygnować i tym się zdenerwowałam-powiedziałam siadając już przy biurku
-Prosze iść do domu,odpoczywać i niczym się nie martwić.Ma pani odpowiednią klinikę i leczenie?-spytała
-To skomplikowana sprawa,bo Liam nie może mieć dzieci a dawcą jest jego przyjaciel i tylko wtedy byliśmy u lekarza z tym-powiedziałam
-W takim razie od teraz ja się będę panią zajmować,proszę przyjść za miesiąc ,a w razie jakichś problemów proszę dzwonić-powiedział i podała swoją wizytówkę
-Dziękujemy i do widzenia-powiedziałam z Liamem i wyszliśmy z gabinetu
*Joseph*
Wiedziałem że źle robię odchodząc w chwili gdy ona będzie mnie najbardziej potrzebowała ale ja po prostu nie mógłbym znieść dalszych jej cierpień i patrzeć na nią gdy ma poprzone całe ciało...kocham ją ale tak będzie po prostu lepiej dla nas dwojga.Mam nadzieję że sobie ułoży życie z innym facetem,a o mnie niech zapomni jak najszybciej.Bolały mnie trochę słowa Eveline że nie dziwi się że nie miałem dłużej niż dwa tygodnie dziewczyny,ale to prawda jestem popieprzonym sukinsynem i egoistą. Najwyraźniej nie wiem co to jest tak naprawdę miłość bo dla miłości się robi wszystko a ja uciekam od problemów.
-Wyjeżdżam i nie zatrzymujcie mnie bo to nic nie da-powiedziałe gdy zobaczyłem Eveline i Liama
Eveline juz nic się do mnie nie odzywała,ale za to Liam sie odezwał i jako mój przyjaciel nie pochwalał mojego zachowania tak samo jak Eveline i Stella był na mnie zły. Od Stelli dostałem opieprz gdy poszli na USG...
-Wiesz co,jesteś moim przyjacielem i zawsze nim będziesz ale naprawdę nie rozumiem twojego zachowania,przecież tak zabiegałeś o nia od kąd ją tylko zobaczyłeś na tym lotnisku-powiedział Liam
-Wiem o tym,to jest najgorsze..po prostu jestem tchórzem i egoista-powiedziałem
-Gdzie zamierzasz wyjechać?-spytała Stella stojąc oparta o ścianę z założonymi rękami
-Do Kanady,załatwiłem już sobie pracę,dalej będę tańczył-powiedziałem
-A kiedy wyjeżdżasz?-tym razem usłyszałem głos Eveline
-Jutro z samego rana-powiedziałem
-Szybki jesteś-powiedziała a gdy na nią spojrzałem zobaczyłem w jej oczach pełno smutku i wyrzutów wobec mnie
Ona najbliższą osobą z tego otoczenia jest dla Annabel,byłbym i ja ale tak wyszło...
*Następny dzień*
Byłem już spakowany,ogarniałem wszystko z mieszkania,patrzyłem czy aby wszystko zabrałem i ruszyłem samochodem wprost na lotnisko.Nie żegnałem się z nikim bo wiedziałem że nie jestem już tutaj mile widziany...jechałem bardzo szybko na lotnisko,zapewne złamałem już kilka przepisów ale miałem to w dupie.Sam nie wiedziałem dlaczego taki jestem...Zaparkowałem samochód,kluczyki zostawiłem,pozbywałem się tego cudeńka,chociaż kochałem ten samochód.
Bez problemu przeszedłem przez rozprawę,usiadłem na swoje miejsce obok ślicznej blondyneczki i wpatrywałem się przez okno ostatni raz na Londyn.Gdy usłyszałem z głośników "Proszę zapiać pasy startujemy" posłusznie wykonałem tą czynność i po parunastu minutach zasnąłem,byłem zmęczony całą tą sytuacją.
Obudziły mnie jakieś wstrząsy,widziałem przerażenie na twarzach ludzi.Przetarłem oczy i spytałem swojej sąsiadki co jest grane.
-Co się dzieje?
-Chyba coś się z samolotem dzieje-powiedziała przerażona
Sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją,już nie myślałem o niczym innym tylko o tym że możemy się rozbić i wszyscy zginiemy. Usłyszeliśmy wszyscy z głośników "Prosimy o spokój,proszę założyć maski" Po tych słowach jeszcze bardziej ludzie zaczęli panikować...nagle znów lekkie wstrząśnięcie i przez okno widziałem że spadamy w dół.
-Kurwa !-zakląłem i głowę schowałem w ręce...nie chciałem na to patrzeć,jeśli mamy zginać to nie chce tego widzieć.
Nagle tylko wielki huk,wszystko odlatywało,odłamki,ludzie,widziałem wszystko jak przez mgłę...
Jeszcze nie wróciłam do żywych,ale próbowałam jak najszybciej,jednak gdy zobaczyłam tu Josepha nie wiedziałam czy to sprawka Marka czy kogoś innego z jego paczki "przyjaciół"
-Ja?A ty?-spytał roztrzęsiony
-Ja jestem tutaj już dość...hmm chyba długo chociaż nie wiem ile czasu dokładnie minęło,jesteśmy między światem żywych a umarłych-powiedziałam patrząc na niego
-Czyli ja umarłem?-spytał
-Nie wiem,bardzo możliwe-powiedziałam smutno
-Ja zostawiłem Cię,nie chciałem z tobą już być i leciałem samolotem,był wypadek samolotowy-powiedział patrząc na mnie
-Czyli to że mnie kochasz było kłamstwem?!-krzyknęłam
-Nie,tylko po prostu nie radziłem sobie z ta sytuacją,mam nadzieje że ty przeżyjesz...a ja no widzisz jestem egoista i nawet nie płacz po mnie-powiedział i zniknął tak jak przedtem mama.
Powoli znikałam i ja ale nie szłam w stronę światła jak reszta tylko na dół do swojego ciała...
-Obudziła się!-usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
Ktoś świecił mi latarką po oczach,pewnie był to lekarz...miałam dziwne wrażenie że coś się stało ale nie wiedziałam co to może być...
_______________________________
Ta dam ! Jest rozdzialik :) Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Mogę wam zdradzić jedną rzecz...pojawi się jeden bohater płci męskiej który zawróci do góry nogami świat Annabel,nic więcej nie powiem :P I jest już w zakładce Bohaterowie,więc możecie go zobaczyć :)
Może być ? Pewnie bywało lepiej no ale :)
Aguś chciałaś rozdział więc proszę :)
Zapraszam tutaj : http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
-Co się dzieje?
-Chyba coś się z samolotem dzieje-powiedziała przerażona
Sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją,już nie myślałem o niczym innym tylko o tym że możemy się rozbić i wszyscy zginiemy. Usłyszeliśmy wszyscy z głośników "Prosimy o spokój,proszę założyć maski" Po tych słowach jeszcze bardziej ludzie zaczęli panikować...nagle znów lekkie wstrząśnięcie i przez okno widziałem że spadamy w dół.
-Kurwa !-zakląłem i głowę schowałem w ręce...nie chciałem na to patrzeć,jeśli mamy zginać to nie chce tego widzieć.
Nagle tylko wielki huk,wszystko odlatywało,odłamki,ludzie,widziałem wszystko jak przez mgłę...
*Annabel*
-Joseph?Co ty tutaj robisz?-spytałam widząc mojego chłopakaJeszcze nie wróciłam do żywych,ale próbowałam jak najszybciej,jednak gdy zobaczyłam tu Josepha nie wiedziałam czy to sprawka Marka czy kogoś innego z jego paczki "przyjaciół"
-Ja?A ty?-spytał roztrzęsiony
-Ja jestem tutaj już dość...hmm chyba długo chociaż nie wiem ile czasu dokładnie minęło,jesteśmy między światem żywych a umarłych-powiedziałam patrząc na niego
-Czyli ja umarłem?-spytał
-Nie wiem,bardzo możliwe-powiedziałam smutno
-Ja zostawiłem Cię,nie chciałem z tobą już być i leciałem samolotem,był wypadek samolotowy-powiedział patrząc na mnie
-Czyli to że mnie kochasz było kłamstwem?!-krzyknęłam
-Nie,tylko po prostu nie radziłem sobie z ta sytuacją,mam nadzieje że ty przeżyjesz...a ja no widzisz jestem egoista i nawet nie płacz po mnie-powiedział i zniknął tak jak przedtem mama.
Powoli znikałam i ja ale nie szłam w stronę światła jak reszta tylko na dół do swojego ciała...
-Obudziła się!-usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
Ktoś świecił mi latarką po oczach,pewnie był to lekarz...miałam dziwne wrażenie że coś się stało ale nie wiedziałam co to może być...
_______________________________
Ta dam ! Jest rozdzialik :) Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Mogę wam zdradzić jedną rzecz...pojawi się jeden bohater płci męskiej który zawróci do góry nogami świat Annabel,nic więcej nie powiem :P I jest już w zakładce Bohaterowie,więc możecie go zobaczyć :)
Może być ? Pewnie bywało lepiej no ale :)
Aguś chciałaś rozdział więc proszę :)
Zapraszam tutaj : http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
niedziela, 30 marca 2014
Rozdział 9
*Joseph*
Po treningu byłem bardzo zmęczony,ale mimo to jechałem do mojej ukochanej,ponieważ jej obiecałem że szybko wrócę.Byłem pewny że jest już w łóżku i smacznie sobie śpi,chciałem być już przy niej i się do niej przytulać.Wstąpiłem jeszcze do sklepu by kupić sobie coś by nie zasnąć przed kierownicą. Zobaczyłem starego znajomego
-Siemasz stary ,jak ja Cię dawno widziadłem-powiedział poklepując mnie po ramieniu
-A no siema,co tam słychać?-spytałem
-A no dobrze,chodź usiądziemy ,pogadamy-powiedział kierując się do stolika
-Śpieszę się do dziewczyny,ale chwile mogę jeszcze posiedzieć-powiedziałem
Ostatni raz Mikołaja widziałem gdy mieliśmy po 15 lat,jeszcze wtedy się kumplowaliśmy bardzo dobrze.Gdy wyjechał nie utrzymywaliśmy kontaktu,to dzięki niemu pokochałem taniec.
*Eveline*
Byłam szczęśliwa że jestem w ciąży,nie wiedziałam tylko jak poradzi sobie z tym Liam że to nie jest jego dziecko.Miałam nadzieje że pokocha je jako swoje i nie będzie wypominał że nie jest prawdziwym mężczyzną bo nie może mi dać dziecka.Nie było Annabel więc przez weekend mogłam się nacieszyć Liamem i z nim o tym porozmawiać
-Kocham Cię Liam-powiedziałam głaskając go po głowie
-Ja Ciebie też słoneczko-powiedział i pocałował mnie czule
-Kocham Cię Liam-powiedziałam głaskając go po głowie
-Ja Ciebie też słoneczko-powiedział i pocałował mnie czule
-Mam nadzieję że pokochasz je jako swoje a nie jako kogoś innego-powiedziałam patrząc sie na swojego chłopaka
-Oczywiście że tak,mój przyjaciel ma Annabel i nie zrobiłby mi tego że chciałby być ojcem-powiedział Liam
-Cieszę się-powiedziałam i połozyłam się obok Liama
Byłam szczęśliwa że mam Liama i nikt nie zakłóci mojego szczęścia,jednak czułam że coś jest nie tak,nie z Liamem a z moja przyjaciółką. Miałam nadzieje że to tylko głupie przeczucia,ale wolałam się upewnić że nic jej nie jest i zadzwoniłam do niej.Jej telefon nie odpowiadał,przestraszyłam się dlatego szybko zadzwoniłam do Josepha.
-Hej Joseph jest z tobą Annabel?-spytałam
-Ona jest w domku,a ja właśnie jadę już bo byłem na próbie-powiedział
-Bo dzwoniłam do niej dwa razy i jej telefon nie odpowiada,mam złe przeczucia-powiedziałam
-Nie martw się,już jestem niedaleko i dam ci znac jak by coś się stało-powiedział i się rozłączył
Chciałabym żeby wszystko było dobrze i nic jej nie było,żeby ten Marek w końcu się od niej odpierdolił.On jest szaleńcem i powinien trafić do psychiatryka. Cały czas chodziłam w kółko,nie mogłam się uspokoić bo cały czas miałam myśl że jej się coś złego dzieje.
Byłam tylko jej przyjaciółką a przeczuwałam jak matka albo siostra...
*Annabel*
Usnęłam szybko,ale przebudziłam się i zobaczyłam że już jest godzina 23.40 a Josepha jeszcze nie ma.Nagle poczułam zapach dymu ,więc szybko ruszyłam na dół by sprawdzić co się dzieje,moim oczom ukazały się płomienie które zżerały już prawie cały dół i dostawały się już na górę.byłam
przerażona,nie wiedziałam co mam robić.Chciałam zadzwonić do Josepha ale płomienie już mnie doganiały.Zaczęłam krzyczeć,płakać i błagać o pomoc,miałam nadzieje że ktoś mnie usłyszy...Na marne...strasznie bolało a ja pod wpływem wielkiego dymu zemdlałam...
-Oczywiście że tak,mój przyjaciel ma Annabel i nie zrobiłby mi tego że chciałby być ojcem-powiedział Liam
-Cieszę się-powiedziałam i połozyłam się obok Liama
Byłam szczęśliwa że mam Liama i nikt nie zakłóci mojego szczęścia,jednak czułam że coś jest nie tak,nie z Liamem a z moja przyjaciółką. Miałam nadzieje że to tylko głupie przeczucia,ale wolałam się upewnić że nic jej nie jest i zadzwoniłam do niej.Jej telefon nie odpowiadał,przestraszyłam się dlatego szybko zadzwoniłam do Josepha.
-Hej Joseph jest z tobą Annabel?-spytałam
-Ona jest w domku,a ja właśnie jadę już bo byłem na próbie-powiedział
-Bo dzwoniłam do niej dwa razy i jej telefon nie odpowiada,mam złe przeczucia-powiedziałam
-Nie martw się,już jestem niedaleko i dam ci znac jak by coś się stało-powiedział i się rozłączył
Chciałabym żeby wszystko było dobrze i nic jej nie było,żeby ten Marek w końcu się od niej odpierdolił.On jest szaleńcem i powinien trafić do psychiatryka. Cały czas chodziłam w kółko,nie mogłam się uspokoić bo cały czas miałam myśl że jej się coś złego dzieje.
Byłam tylko jej przyjaciółką a przeczuwałam jak matka albo siostra...
*Obserwator*
Zakapturzona
postać polała dom benzyną i podpaliła zapałkami. Dom był drewniany więc
szybko się zaczął palić. Słyszał krzyki dziewczyny więc wiedział że już
ogień ją dopadł.
Mężczyzna
podchodzący pod dom zobaczył świecące się światła ,które prowadziły od
szosy,przestraszył się i biegiem schował się za drzewo.
*Annabel* Usnęłam szybko,ale przebudziłam się i zobaczyłam że już jest godzina 23.40 a Josepha jeszcze nie ma.Nagle poczułam zapach dymu ,więc szybko ruszyłam na dół by sprawdzić co się dzieje,moim oczom ukazały się płomienie które zżerały już prawie cały dół i dostawały się już na górę.byłam
*Joseph*
Zobaczyłem płomienie z domu w którym była Annabel,więc szybko wybiegłem z samochodu.Nie wiedziałem co mam robić,straz tak szybko tutaj nie przyjedzie,ale zadzwoniłem
-Dobry wieczór chciałem zgłosić że podpalił ktoś domek w którym jest moja dziewczyna
-Dobry wieczór,jak się pan nazywa?
-Joseph Croven,tylko prosze szybko. Za Londynem jest to ul.Lipowa 123-powiedziałem
-Dobrze,już karetka i straż zostały wysłane-powiedział mężczyzna a ja się rozłączyłem
Szybko pobiegłem do domu,wiedziałem ze powinienem na straż zaczekać by oni mogli wyciągnąć Annabell ale bałem się że jak dojadą to nie będą już mieli kogo ratować...kopnąłem drzwi które od razu się rozleciały i ruszyłem przeskakując przez płomienie,bałem się że nie dostanę się na górę bo płomienie już całe schody spaliły.Powoli stąpałem po jednym stopniu,płomień parzył mnie ale nie zwracałem na to uwagi,chciałem ją uratować nie zważając na to co się może stać mi.Gdy jakoś doszedłem na górę zobaczyłem ze schody powoli się rozwalają,więc szybko pobiegłem do pokoju gdzie powinna być Annabel,nie chciałem się usmażyć a było strasznie gorąco,nie dało się oddychać,ledwo oddech łapałem.Zobaczyłem Annabel leżącą na podłodze w ogniu,była cała poparzona...miałem nadzieje że nic jej nie jest,wziąłem ją na ręce i biegiem nie patrząc co się dzieje uciekałem razem z nią z tego domu.Nie było łatwo,zwłaszcza że schody odlatywały jak tylko stąpałem po nich...usłyszałem wycie straży ,która szybko weszła do domu.
-Prosze mi ją dać-powiedział strażak a ja posłusznie dałem ją a sam upadłem na kolana
-Dobrze że pan po nią poszedł,jak by nie pan nie wiadomo czy by się nie spaliła,a teraz proszę wstać i iść za mną -powiedział i poprowadził mnie do karetki
Strażacy domu nie uratowali,gasili go z dwie godziny,został po nim tylko popiół...
Pojechałem z Annabell do szpitala,mi opatrzyli rany,miałem niewielkie poparzenia na nogach i rękach,ale tym się nie martwiłem,z Annabell było o wiele gorzej...była cała poparzona,nawet twarz miała poparzoną,jej piękne włosy też... Zadzwoniłem do Eveline bo obiecałem jej że zadzwonie tylko gdy dojadę do Annabell.
Gdy byliśmy w szpitalu ja usiadłem na krześle a ja zabrali na blok operacyjny.
-Ev...miałaś rację-powiedziałem smutno
-Stało się jej coś?-spytała przerażona do telefonu
-Tak...-powiedziałem i się rozpłakałem jak małe dziecko
-Nie płacz,już do Ciebie z Liamem jedziemy-powiedziała i się rozłączyła
Siedziałem w tej samej pozycji ,oczy zakryłem w dłoniach i płakałem...Nie wierze że płakałem,to nie w moim stylu...
-To moja wina...gdybym nie pojechał to by do tego nie doszło-powiedziałem gdy zobaczyłem Liama i Eveline
-Nie mogłeś wiedzieć że coś jej się stanie,że on ją znajdzie nawet tam-powiedziała Eveline obejmując mnie ramieniem
-A co dokładnie się stało?-spytał Liam patrząc na moje rany
-Podpalił dom!-krzyknąłem i walnąłem pięścią w krzesło
Już nikt się nie odezwał przez resztę czasu gdy Annabell była operowana,po dwóch godzinach wyszedł z sali lekarz więc szybko się podniosłem i podszedłem do niego
-Panie doktorze i co z nią?-spytałem
-Jest w bardzo ciężkim stanie,powiem nawet że w krytycznym,ma dosłownie upieczone fragmenty ciała,ręce,brzuch oraz twarz,dokonaliśmy operacji wewnętrznej dłoni,operację szyi,na razie nie mogliśmy zrobić nic więcej bo rany są zbyt świeże,wprowadziliśmy ją w stan śpiączki farmakologicznej-powiedział lekarz a ja się załamałem
-Proszę być dobrej myśli-powiedział lekarz odchodząc
________________________-
Kolejny rozdział...ten nie podoba mi się tak bardzo jak poprzedni ;p
sobota, 29 marca 2014
Rozdział 8
Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą...
Ja też tak miałam,ponieważ od samego początku wierzyłam że Marek jest tym jedynym,dlatego teraz nie mogę uwierzyć że stał się takim facetem który chce dla mnie jak najgorzej... Z zamyśleń wyrwał mnie głos Josepha :
-Już prawie jesteśmy-powiedział i położył rękę na moim kolanie
-Ty lepiej patrz na drogę-powiedziałam zabierając jego rękę
Wiedziałam o co mu chodzi ale na razie nie miałam zamiaru oddawać się fascynacji jego ciałem,jeszcze za świeża jest rana po tym jak Marek mnie zgwałcił.Wiem że Joseph to rozumie,ale jak każdy facet ma pociąg seksualny silniejszy niż kobieta...
Moim oczom ukazał się piękny drewniany domek,z dala od gwaru miasta,w zaciszu.Gdy się zatrzymaliśmy szybko wybiegłam z samochodu by bliżej się przyjrzeć. Na przeciwko drewnianego domku były góry a po prawej stronie jezioro,do którego bym wskoczyła jak by bym miała tylko strój kąpielowy. Nie mogłam uwierzyć że Joseph przywiózł mnie do tak cudownego miejsca.Nie odzywałam się do niego ,ale w końcu z moich ust padły trzy słowa:
-Tu jest pięknie
-Wiem,przez cały weekend ten domek jest nasz-powiedział i złapał mnie od tyłu tuląc się
-Nawet nie wiesz jak się ciesze że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tym wszystkim-powiedziałam biorąc go za rękę
Wziął mnie za rękę i poszliśmy na spacer podczas którego nie raz,nie dwa a dużo dużo więcej razy się przytulaliśmy,całowaliśmy.Nie bałam się że nie ma tu cywilizacji,ponieważ cieszyłam się że mogę spędzić weekend z chłopakiem którego kocham najmocniej na świecie i nic ani nikt nie mógł naszego spokoju zakłócić...chyba że byłby to Marek.Nagle mnie oświeciło i musiałam wyznać Josephowi że Marek był policjantem i nie będzie się tak łatwo go pozbyć.
-Joseph?
-Mhm-mruknął całując mnie w szyje tak że poczułam przyjemny dreszczyk na całym ciele
-Muszę Ci coś powiedzieć-powiedziałam przystając przy skałach
-Mam nadzieje że nie jesteś w ciąży z Markiem bo nie darowałbym mu tego-powiedział Joseph i miał już ręce złożone w pieści
-Nie,spokojnie-powiedziałam otwierając jego ręce
Jego ciało było dla mnie tak hipnotyzujące,że przy każdym jego dotyku czułam przyjemne ciepło bijące od wewnątrz.Czułam że to jest ten chłopak którego potrzebowałam,byłam zakochana i chciałabym żeby chwila tego uczucia nigdy nie wygasła.,jednak gdy zaczęłam mówić o tym kim jest Marek,a raczej kim był to czar miłej chwili zgasł.
-Jak to był policjantem?!
-No ale nie krzycz...chciałam ci powiedzieć,ale...
-Ale co?!-wybuchł i mocno mnie pociągnął za rękę i przyparł mnie do muru tak że nie mogłam się uwolnić. W tym momencie czułam się źle,nie chciałam żeby zrobił mi coś złego,bałam się go...co prawda nie aż tak jak Marka ale przez jego wybuch po prostu się przestraszyłam że może mi coś zrobić.
-No...bo wiedziałam że nie będziesz zadowolony...i się nie myliłam-powiedziałam i wybuchłam płaczem
Pobiegłam szybko w stronę domku i usiadłam na trawie opierając się o drewnianą ścianę budynku,gdy zobaczyłam Josepha szybko otarłam łzy a głowę schowałam w kolanach. Joseph podszedł do mnie i kucnął na przeciwko mnie opierając swoje dłonie na moich kolanach.
-Przepraszam...nie chciałem,ale po prostu mnie tym zdenerwowałaś-powiedział głaszcząc moją głowę
Ja nie odzywałam się do niego,byłam obrażona chociaż wiedziałam że nie potrafiłabym długo się na niego gniewać.
-Tylko więcej tak nie rób-powiedziałam odzywajac się po 10 minutach ciszy
-Już myślałem że nigdy się do mnie nie odezwiesz-powiedział przytulając się do mnie
-Nie mogłabym-powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu
-A wiesz za co go wywalili z policji?-spytał
-To chyba było coś poważnego...-chwilę się zastanawiałam ale po chwili przypomniało mi się co tak naprawdę zrobił więc powiedziałam mu to :
-Na służbie postrzelił niewinnego człowieka,został skazany na 3 lata więzienia,a jak wyszedł z więzienia to ukradł broń z policji i go wywalili i nie mógł już pracować jako policjant -skończyłam swoją wypowiedź
-Nie wiedziałaś o tym przed ślubem z nim?-spytał
-Dowiedziałam się o tym dopiero po tym jak nie pokazał się w kościele i dowiedziałam się wtedy również że ma żonę-powiedziałam
-To przykre-powiedział i podniósł się z trawy
-Chodź- powiedział i skierowaliśmy się do drzwi domu
Gdy tylko otworzył drzwi wpuścił mnie pierwszą jak prawdziwy dżentelmen ,zamknął za sobą drzwi na klucz i odwrócił mnie w jego stronę,bym mogła na niego spojrzeć
-Kocham Cię-powiedział i gdy próbowałam coś powiedzieć zamknął mi ust namiętnym pocałunkiem
Nigdy się tak wspaniale nie czułam przy żadnym facecie którego kochałam,na to wygląda że Joseph jest tym facetem z którym jestem szczęśliwa i chce spędzić z nim całe moje życie.Kochałam go i czułam się kochana,byłam przy nim bezpieczna...
Ja też tak miałam,ponieważ od samego początku wierzyłam że Marek jest tym jedynym,dlatego teraz nie mogę uwierzyć że stał się takim facetem który chce dla mnie jak najgorzej... Z zamyśleń wyrwał mnie głos Josepha :
-Już prawie jesteśmy-powiedział i położył rękę na moim kolanie
-Ty lepiej patrz na drogę-powiedziałam zabierając jego rękę
Wiedziałam o co mu chodzi ale na razie nie miałam zamiaru oddawać się fascynacji jego ciałem,jeszcze za świeża jest rana po tym jak Marek mnie zgwałcił.Wiem że Joseph to rozumie,ale jak każdy facet ma pociąg seksualny silniejszy niż kobieta...
Moim oczom ukazał się piękny drewniany domek,z dala od gwaru miasta,w zaciszu.Gdy się zatrzymaliśmy szybko wybiegłam z samochodu by bliżej się przyjrzeć. Na przeciwko drewnianego domku były góry a po prawej stronie jezioro,do którego bym wskoczyła jak by bym miała tylko strój kąpielowy. Nie mogłam uwierzyć że Joseph przywiózł mnie do tak cudownego miejsca.Nie odzywałam się do niego ,ale w końcu z moich ust padły trzy słowa:
-Tu jest pięknie-Wiem,przez cały weekend ten domek jest nasz-powiedział i złapał mnie od tyłu tuląc się
-Nawet nie wiesz jak się ciesze że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tym wszystkim-powiedziałam biorąc go za rękę
Wziął mnie za rękę i poszliśmy na spacer podczas którego nie raz,nie dwa a dużo dużo więcej razy się przytulaliśmy,całowaliśmy.Nie bałam się że nie ma tu cywilizacji,ponieważ cieszyłam się że mogę spędzić weekend z chłopakiem którego kocham najmocniej na świecie i nic ani nikt nie mógł naszego spokoju zakłócić...chyba że byłby to Marek.Nagle mnie oświeciło i musiałam wyznać Josephowi że Marek był policjantem i nie będzie się tak łatwo go pozbyć.
-Joseph?
-Mhm-mruknął całując mnie w szyje tak że poczułam przyjemny dreszczyk na całym ciele
-Muszę Ci coś powiedzieć-powiedziałam przystając przy skałach
-Mam nadzieje że nie jesteś w ciąży z Markiem bo nie darowałbym mu tego-powiedział Joseph i miał już ręce złożone w pieści
-Nie,spokojnie-powiedziałam otwierając jego ręce
Jego ciało było dla mnie tak hipnotyzujące,że przy każdym jego dotyku czułam przyjemne ciepło bijące od wewnątrz.Czułam że to jest ten chłopak którego potrzebowałam,byłam zakochana i chciałabym żeby chwila tego uczucia nigdy nie wygasła.,jednak gdy zaczęłam mówić o tym kim jest Marek,a raczej kim był to czar miłej chwili zgasł.
-Jak to był policjantem?!
-No ale nie krzycz...chciałam ci powiedzieć,ale...
-Ale co?!-wybuchł i mocno mnie pociągnął za rękę i przyparł mnie do muru tak że nie mogłam się uwolnić. W tym momencie czułam się źle,nie chciałam żeby zrobił mi coś złego,bałam się go...co prawda nie aż tak jak Marka ale przez jego wybuch po prostu się przestraszyłam że może mi coś zrobić.
-No...bo wiedziałam że nie będziesz zadowolony...i się nie myliłam-powiedziałam i wybuchłam płaczem
Pobiegłam szybko w stronę domku i usiadłam na trawie opierając się o drewnianą ścianę budynku,gdy zobaczyłam Josepha szybko otarłam łzy a głowę schowałam w kolanach. Joseph podszedł do mnie i kucnął na przeciwko mnie opierając swoje dłonie na moich kolanach.
-Przepraszam...nie chciałem,ale po prostu mnie tym zdenerwowałaś-powiedział głaszcząc moją głowę
Ja nie odzywałam się do niego,byłam obrażona chociaż wiedziałam że nie potrafiłabym długo się na niego gniewać.
-Tylko więcej tak nie rób-powiedziałam odzywajac się po 10 minutach ciszy
-Już myślałem że nigdy się do mnie nie odezwiesz-powiedział przytulając się do mnie
-Nie mogłabym-powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu
-A wiesz za co go wywalili z policji?-spytał
-To chyba było coś poważnego...-chwilę się zastanawiałam ale po chwili przypomniało mi się co tak naprawdę zrobił więc powiedziałam mu to :
-Na służbie postrzelił niewinnego człowieka,został skazany na 3 lata więzienia,a jak wyszedł z więzienia to ukradł broń z policji i go wywalili i nie mógł już pracować jako policjant -skończyłam swoją wypowiedź
-Nie wiedziałaś o tym przed ślubem z nim?-spytał
-Dowiedziałam się o tym dopiero po tym jak nie pokazał się w kościele i dowiedziałam się wtedy również że ma żonę-powiedziałam
-To przykre-powiedział i podniósł się z trawy
-Chodź- powiedział i skierowaliśmy się do drzwi domu
Gdy tylko otworzył drzwi wpuścił mnie pierwszą jak prawdziwy dżentelmen ,zamknął za sobą drzwi na klucz i odwrócił mnie w jego stronę,bym mogła na niego spojrzeć
-Kocham Cię-powiedział i gdy próbowałam coś powiedzieć zamknął mi ust namiętnym pocałunkiem
Nigdy się tak wspaniale nie czułam przy żadnym facecie którego kochałam,na to wygląda że Joseph jest tym facetem z którym jestem szczęśliwa i chce spędzić z nim całe moje życie.Kochałam go i czułam się kochana,byłam przy nim bezpieczna...
***
-Naprawdę musisz jechać na ten trening?Mieliśmy spędzić razem ten weekend-powiedziałam smutno gdy dowiedziałam się że musi jechać na trening bo szef mu zmienił nagle grafik
-Chciałbym zostać,ale szef...obiecuję że od razu gdy skończy się trening do Ciebie przyjadę i spędzimy cudowną noc-powiedział całując mnie w usta.
-Trzymam Cię za słowo-powiedziałam i ścisnęłam jego pośladki, po czym powiedział do mnie "Ty zboczuszku "
Joseph pojechał a ja zostałam sama w tym pięknym domu,w kominku się paliło a ja poszłam do kuchni by zaparzyć sobie herbatę. Mój chłopak pomyślał o wszystkim i zapewne zaplanował sobie wcześniej wyjazd do tego domu,ponieważ lodówka była pewna,tak samo jak pułki z herbatami i innego typu rzeczami. Usiadłam wygodnie na fotelu z herbata i książka która wzięłam z domu i zaczęłam czytać pierwsze litery książki pt "Melody". Wzięłam ją dlatego,że lubiłam czytać książki i to bardzo,gdy mieszkałam jeszcze w Polsce miałam bardzo dużo książek,niektóre z nich wzięłam ze sobą a niektóre sobie kupiłam,i właśnie Melody jest nową książką zakupioną tutaj w Londynie.
Po godzinie czytania poczułam się zmęczona,dlatego poszłam na górę by wziąć z torby jakaś bluzkę i dolną bieliznę i skierowałam się do łazienki.Łazienka była bardzo ładna,miała granatowe kafelki,a ręczniki miały moje imię i Josepha...to było słodkie.Gdy tylko spojrzałam na imię Josepha pomyślałam o nim,chciałam żeby już tutaj był,chociaż wiedziałam że będzie dopiero za parę godzin.
Weszłam do kabiny i gdy poleciały pierwsze krople wody ,cały dzisiejszy dzień spłynął razem z nimi z mojego ciała,ciało namydliłam truskawkowym żelem,po czym opłukałam się.Wyszłam z kabiny i wzięłam do ręki ręcznik z moim imieniem,był bardzo mięciutki i gdy się nim wycierałam czułam się jak bym przytulała pluszowego misia.Ubrałam się w bluzkę i figi i poszłam do pokoju w którym miałam spać zapewne z chłopakiem. Usiadłam na skrawku łóżka i sięgnęłam po telefon,po czym położyłam się zakrywając się cieplutką kołderką. Miałam jedną wiadomość,byłam pewna że to od Josepha,jednak się myliłam.Treść mnie zszokowała,tym bardziej że numer był nieznany a ja byłam sama w domu.Bałam się strasznie...bałam się że to ktoś...Marek.Tylko on mi przyszedł w tym momencie do głowy.
"Widzę Cię.Zginiesz marnie suko,nawet twój kochaś ci nie pomoże bo go nie ma :)"
*Obserwator*
Dziewczyna wyglądała przez okno,na twarzy miała niepokój co wyraźnie ucieszyło mężczyznę chowającego się za drzewem na przeciwko okna,w którym paliło się światło.
Zaczął wiać wiatr,dziewczyna zgasiła światło a zakapturzony mężczyzna podchodził coraz bliżej domu trzymając nie tylko nóż ale również zapałki i benzynę.
______________________________________________________
Jak myslicie kim jest mężczyzna?czy to Marek?
Niepewność się przyda :P
Musze przyznac ze pierwszy raz podoba mi się to co napisałam :o
Dziękuje mojemu szczupaczkowi Adze :* Bez Ciebie nie dałabym rady pisać :)
zapraszam :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl
poniedziałek, 24 marca 2014
Rozdział 7
Siedziałem nad rzeką i rzucałem "kaczki" po wodzie.Zawsze byłem w tym mistrzem i pobijałem każdego kto chciał ze mną rywalizować.Myśl o tym że Annabell może być zarażona przez tego dupka Marka HIV'em mnie przerażała...myślałem o najgorszym,ale przecież i z ta chorobą jakoś ludzie żyją.Jednak chciałbym żeby jednak to nie była prawda.Robiło się już strasznie późno ,nie chciałem już po samochód lecieć 3 km więc poszedłem w stronę domu. Nagle zobaczyłem...Marka który drogę mi zagrodził
-Weź idź i się więcej nie pokazuj,mało krzywdy zrobiłeś?Za mało ci jeszcze?-spytałem trzymając ręce w kieszeni
Udawałem cwaniaczka,by sobie pomyślał ze wcale się go nie boję.
-Co już się mnie nie boisz?-spytał podchodząc bliżej mnie
-Nie zbliżaj się bo zadzwonię po policję
-A oni gówno mogą mi zrobić...i tak leciutko wyjdę ha ha ha-powiedział z szyderczym śmiechem
-Ty !Przez Ciebie Annabell ma podejrzenie Hiv!-krzyknąłem mu prosto w twarz
Nie mogłem już wytrzymać a nerwy po prostu dały się we znaki.
-Jeszcze raz dźgnąć Cię ?Ale tym razem nikt Cię nie uratuje-powiedział trzymajac w ręce nóż,ten sam co tamtego dnia
-Odejdź i się nie pokazuj-powiedziałem i ruszyłem przed siebie
-Jeszcze nie skończyłem tancerzyku-powiedział przytrzymując moją kurtkę
-Ale ja skończyłem-powiedziałem i odepchnąłem go
Już więcej nie szedł za mną,zrezygnował chociaż wiem że i tak nie raz jeszcze da o sobie znać...
-Jak bym ci powiedział nie byłoby niespodzianki,tylko zabierz kilka rzeczy bo będziemy tam więcej niż jeden dzień-powiedział i się rozłączył
-Weź idź i się więcej nie pokazuj,mało krzywdy zrobiłeś?Za mało ci jeszcze?-spytałem trzymając ręce w kieszeni
Udawałem cwaniaczka,by sobie pomyślał ze wcale się go nie boję.
-Co już się mnie nie boisz?-spytał podchodząc bliżej mnie
-Nie zbliżaj się bo zadzwonię po policję
-A oni gówno mogą mi zrobić...i tak leciutko wyjdę ha ha ha-powiedział z szyderczym śmiechem
-Ty !Przez Ciebie Annabell ma podejrzenie Hiv!-krzyknąłem mu prosto w twarz
Nie mogłem już wytrzymać a nerwy po prostu dały się we znaki.
-Jeszcze raz dźgnąć Cię ?Ale tym razem nikt Cię nie uratuje-powiedział trzymajac w ręce nóż,ten sam co tamtego dnia
-Odejdź i się nie pokazuj-powiedziałem i ruszyłem przed siebie
-Jeszcze nie skończyłem tancerzyku-powiedział przytrzymując moją kurtkę
-Ale ja skończyłem-powiedziałem i odepchnąłem go
Już więcej nie szedł za mną,zrezygnował chociaż wiem że i tak nie raz jeszcze da o sobie znać...
*Annabell*
Nie mogłam spać...ta noc dłużyła się i dłużyła...chciałabym być pewna że nie zaraziłam się od niego tym wirusem...to by była najgorsza wiadomość w moim życiu.
Tej nocy również strasznie się źle czułam,ciągły ból brzucha,zawroty... Na szczęście zasnęłam po północy i spałam aż do rana. Rano przyszedł lekarz a ja gdy tylko go zobaczyłam od razu spytałam się o wyniki:
-I jak?Są już wyniki?-spytałam
-Tak są,prosze bardzo-powiedział i podał mi kartkę
Odetchnęłam z ulga bo wyniki były ujemne
-Nawet nie wie Pan jak bardzo się ciesze,to była najdłuższa noc w moim życiu-powiedziałam uśmiechając się
-Musimy zrobić Pani jeszcze kilka badań bo te zawroty głowy,wymioty i ból brzucha sa niepokojące-powiedział
-Ale nic mi nie będzie?-spytałam
-Bądź dobrej myśli-powiedział i wyszedł zostawiajac mnie w sali.
Przez cały tydzień bardzo często mnie odwiedzali,najczęściej był u mnie oczywiście Joseph. Po tygodniu wyszłam ale lekarz kazał mi się oszczędzać,do tej pory nie mogę znieść tego że Marek mnie zgwałcił...nie poszłam z tym na policję bo się bałam że znów mi coś zrobi.Mimo że Joseph,Liam mnie ochraniają to ja i tak gdy tylko robi się ciemno boję się...boję się nawet sama wyjść z domu.Chciałabym normalnie żyć a nie w ciągłym strachu...
*2 miesiące później *
Dalej nie mogłam się skupić na tym co robię,nawet na swojej pracy...cały czas byłam rozkojarzona,podenerwowana...a to wszystko przez niego...
Joseph miał ostatnio napięty grafik z próbami,lekcjami tańca dla małych dzieci i dwa wyjazdy...przez miesiąc się z nim widziałam zaledwie 4 razy.
-Annabell musisz się wybrać do psychologa,nie możesz całymi dniami siedzieć w domu-powiedziała któregoś dnia Eveline
-Ale ja po prostu się boję...-powiedziałam chowając głowę w kolanach
Przyjaciółka mnie przytuliła i podała herbatę którą zrobiła.
-Muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła Eveline trzymając mnie za ręce
-Co takiego?-spytałam
-Jestem w ciąży-powiedziała Eveline uśmiechając się
-To gratulację,Liam wie?-spytałam ciesząc się szczęściem mojej przyjaciółki
-Wie...ale to nie jego dziecko-powiedziała
-A kogo?Zdradziłaś go?!-spytałam z niedowierzaniem
-Nie zdradziłam...Liam po prostu nie może mieć dzieci...-powiedziała smutno Eveline
-Nie przejmuj się-powiedziałam i tym razem to ja ją przytuliłam
-Joseph był dawcą nasienia...-nie dokończyła bo jej przerwałam
-Jak to?! I ty to tak spokojnie mówisz?!-krzyknęłam i poderwałam się z kanapy
-Annabell nie gniewaj się...po prostu chciałam mieć dziecko-powiedziała Eveline i się rozpłakała
-Mogłaś mi powiedzieć...ech...muszę to sobie przemyśleć...wychodzę i nie wiem kiedy wrócę-powiedziałam i w pośpiechu założyłam swoje conversy i wyszłam
Sama nie wiem gdzie szłam,szłam dość długo i w końcu znalazłam się przy jakiejś rzece,usiadłam na trawie i rzucałam "kaczki"nigdy mi się to nie udawało a tym razem mi się to udało.
Nie mogłam w to uwierzyć co usłyszałam od własnej przyjaciółki...nie dość że jest w ciąży to jeszcze to zataiła przede mną...nawet Joseph nic nie pisnął...nie spodziewałam się tego po nich...
Pojedyncze łzy zaczęły mi spływać po policzkach...nie przejmowałam się tym że się zaraz cała rozmaże.
-Nie płacz kochaniutka-usłyszałam za sobą głos
Szybko się odwróviłam i zobaczyłam Marka.Szybko wstałam i zaczęłam się cofać
-Zostaw mnie w spokoju-powiedziałam cały czas cofając się
-Nie bój się nic ci nie zrobię-powiedział
-Jasne...już wolę się utopić niż ci uwierzyć w twoją niby to przemianę-powiedziałam
-Leczę się...mam HIV-powiedział podchodząc bliżej mnie
-Przez Ciebie też mogłam mieć!-krzyknęłam mu prosto w twarz
-Ja po prostu...brakuje mi Ciebie-powiedział dotykając mojego policzka
-I co mam ci współczuć może?Wolne żarty-powiedziałam i chciałam odejść ale mi podstawił nogę
-Nieźle dałaś się nabrać-powiedział trzymając mnie mocno za rękę
-Wiedziałam że to jakiś podstęp! Puść mnie ty skurwielu!-krzyknęłam
-I tak nikt Cię nie usłyszy-powiedział
-Zakład?! Pomocy! On chce mnie zabić!-krzyczałam
-Zamknij tą mordę albo ci język urwę-powiedział wyciągając nóż
Tym razem nie na żarty się przestraszyłam,ale gdy zobaczyłam nadjeżdżający samochód policyjny dość niedaleko zaczęłam głośniej krzyczeć. Chyba usłyszeli bo zaczęli biec szybciej...Marek uciekał ,policja go dogoniła a ja byłam wolna od niego.
-Jeszcze się z tobą policzę suko-sykną mi prosto w twarz gdy policja szła z nim do radiowozu
-Nie prędko mnie zobaczysz-powiedziałam
-Szybciej niż myślisz-powiedział i tyle go widziałam...
Postanowiłam wybaczyć im to że mi tego nie powiedzieli bo w końcu tylko ich mam...tylko oni są mi bardzo bliscy.
-Zabieram Cię na przejażdżkę-powiedział Joseph gdy zadzwonił do mnie
-A moze byś się tak przywitał?-powiedziałam
-Cześć kochanie-powiedział
-Ale gdzie mnie zabierasz?-spytałam ciekawa
-Jak bym ci powiedział nie byłoby niespodzianki,tylko zabierz kilka rzeczy bo będziemy tam więcej niż jeden dzień-powiedział i się rozłączył
Przez chwilę stałam jak słup soli ,ale już za chwilę zaczęłam biegać po całym mieszkaniu nie wiedząc co mam ze sobą zabrać.Więc zabrałam i ciepłe ubrania i nie,dwie pary butów itp.
-Więcej to tego zabrać nie mogłaś?Nie jedziemy tam na miesiąc tylko kilka dni-powiedział całując
mnie czule w usta
***
-Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?-pytałam po raz kolejny Josepha
-Czuje się jak Shrek gdy osioł go pytał "Daleko jeszcze?" -powiedział Joseph i się roześmialiśmy
Przez dalszą drogę się już nie odzywaliśmy.Cieszyłam się że pobędę sama z Josephem,nikt nam nie będzie przeszkadzał...i w końcu na pewno porozmawiamy o nas.
____________-
Nie mogłam wam wszystkiego podać na tacy ,byłoby za fajnie ;P
Nie martwcie się ...Marek nie raz jeszcze wróci i poprzewraca bohaterom życie do góry nogami :) Ten typ nie da o sobie zapomnieć :P
Zapraszam do mojej Agusi :bohaterowiemoiajah.blog.onet.p
Dzięki niej pisze rozdziały bo ona mnie motywuje do pisania :)
Meczy mnie pytaniem "Kiedy rozdział?" "Kiedy napiszesz?" Haha kocham Cię za to :D
sobota, 22 marca 2014
Rozdział 6
Na drugi dzień postanowiłem zrobić wszystko by ją odnaleźć,ten Marek nie ma prawa zrobić jej krzywdy bo jemu tego nie daruję. Wstałem dość wcześnie ,wziąłem prysznic,ubrałem się i zrobiłem sobie śniadanie. Po śniadaniu wyszedłem z domu i skierowałem się do samochodu.Jeszcze nie wiem gdzie pojadę ale postanowiłem że pojadę gdzieś w stronę lasu oddalonego o 5km od miasta,być może że tam znajdę jakiś trop chociaż sam nie wiem dlaczego akurat tam.
Jechałem dość wolno żeby zobaczyć każdy zakątek tego miasta,a w późniejszych km las.
Nikt nie wiedział ze pojechałem na poszukiwania ,więc po godzinie 10 dostałem kilka sms'ów o treści "Joseph gdzie jesteś?" "Kiedy wrócisz ?" ale jak nie odpisywałem to zaczęli wydzwaniać do mnie.Akurat muszą teraz?
-Hej gdzie jesteś?-odebrałem od Liam'a
-Na wycieczce-ironizowałem
-Nie musisz być na mnie zły,nic ci nie zrobiłem-powiedział obrażony Liam
-Dobra daj spokój,wiesz ze szukam Annabell- powiedziałem patrząc się na drogę
-Dzwoniła policja i powiedzieli że mają trop tego telefonu i dzwonił w okolicach tego lasu-powiedział Liam
-Akurat jadę przez ten las -powiedziałem
-To szukaj,i jak cos będziesz miał to daj znac-powiedział Liam
-Ok to na razie-powiedziałem i wsadziłem telefon do kieszeni

Po kilku minutach musiałam dalej biec bo wiedziałam ze prędzej czy później mnie dogonią,jednak nagle nadepnęłam na coś ostrego,z mojej stopy płynęła krew...Nie!Nie mogę się zatrzymać! myślałam i dalej biegłam.Zobaczyłam jakiś widok,nie było już lasu...i kogoś kto tam stał,bałam się ze może być to Marek ale musiałam zaryzykować. Gdy się zbliżałam poznałam znajomą sylwetkę,te włosy,to ubranie...Joseph,to Joseph
Jechałem dość wolno żeby zobaczyć każdy zakątek tego miasta,a w późniejszych km las.
Nikt nie wiedział ze pojechałem na poszukiwania ,więc po godzinie 10 dostałem kilka sms'ów o treści "Joseph gdzie jesteś?" "Kiedy wrócisz ?" ale jak nie odpisywałem to zaczęli wydzwaniać do mnie.Akurat muszą teraz?
-Hej gdzie jesteś?-odebrałem od Liam'a
-Na wycieczce-ironizowałem
-Nie musisz być na mnie zły,nic ci nie zrobiłem-powiedział obrażony Liam
-Dobra daj spokój,wiesz ze szukam Annabell- powiedziałem patrząc się na drogę
-Dzwoniła policja i powiedzieli że mają trop tego telefonu i dzwonił w okolicach tego lasu-powiedział Liam
-Akurat jadę przez ten las -powiedziałem
-To szukaj,i jak cos będziesz miał to daj znac-powiedział Liam
-Ok to na razie-powiedziałem i wsadziłem telefon do kieszeni
*Annabell*
Obudziłam się,nie wiem niestety która była godzina bo nie miałam ani telefonu ani zegarka.
Zobaczyłam że schodzi do mnie "Gruby" ,więc podniosłam się z cieniutkiego materacu do pozycji siedzącej.
-Masz jedzenie-powiedział i podał mi kubek z łyżką
W kubku była jakaś zupa z kluskami,byłam głodna więc szybko wszystko zjadłam i oddałam mu kubek
-Będe mogła wyjsć na dwór?-spytałam
-Chyba Cię popierdoliło dziewczynko-powiedział,pogłaskał mnie po głowie i odszedł
Sama nie wiem co mam o tym myśleć,czuje się jak jakaś rzecz,którą można się bawić i robić co się chce.
Byłam cała zmarznięta,miałam sine ręce,gęsią skórkę...
Tęskniłam za moją przyjaciółką,Josephem i nawet za Stellą,postanowiłam działać...miałam pewien plan ale nie wiedziałam czy mi się to uda.
-Mogę do łazienki za potrzebą?!-krzyknęłam dość głośno na ile pozwalał mi mój ból gardła
-A po co?-wyjrzał ten drugi
-No a po co się idzie do łazienki?Mam w spodnie się załatwić?-spytałam
-Przecież nic się nie stanie jak do łazienki pójdzie-powiedział "Gruby"i zaprowadził mnie do łazienki
Przed łazienką zatrzymał mnie i powiedział co mnie bardzo zdziwiło
-Masz tu sa klucze od okna,i uciekaj ile sił w nogach a ja spróbuje ich zatrzymac-powiedział wręczając mi mały kluczych z ledwo widocznymi ząbkami
-Dzięki,ale oni Ci coś zrobią za to-powiedziałam patrząc na niego
-O mnie się nie martw a teraz otwieraj u ciekaj-powiedział i zamknął za mną drzwi od łazienki by nie było żadnego podejrzenia.
Stanęłam na kibelku i wzięłam klucz i zaczęłam go przekręcać,było ciężko otworzyć ale jakoś dałam radę.Szybko podciągnęłam się i wyszłam na zewnątrz. W końcu! Ale zorientowałam się że muszę szybko biec bo już słyszałam krzyki które zostawiłam w budynku. Zaczęłam szybko biec,mimo że byłam na boso nie zważałam na kamyki,straszne błoto czy pokrzywy tylko biegłam przed siebie.Miałam nadzieje że kogoś spotkam i mi pomoże stąd uciec,jednak nie było to takie łatwe ,ponieważ wszędzie dookoła mnie był las.Nie wiedziałam gdzie mam biec i czy aby już tędy nie biegłam.Złapała mnie zadyszka,a że miałam astmę musiałam przystanąć i odpocząć.

Po kilku minutach musiałam dalej biec bo wiedziałam ze prędzej czy później mnie dogonią,jednak nagle nadepnęłam na coś ostrego,z mojej stopy płynęła krew...Nie!Nie mogę się zatrzymać! myślałam i dalej biegłam.Zobaczyłam jakiś widok,nie było już lasu...i kogoś kto tam stał,bałam się ze może być to Marek ale musiałam zaryzykować. Gdy się zbliżałam poznałam znajomą sylwetkę,te włosy,to ubranie...Joseph,to Joseph
-Joseph!-krzyknęłam biegnąc w jego stronę
Zobaczyłam że się odwraca i szybko rzuciłam mu się na szyję, widziałam że się uśmiecha
-Myślałem że już nigdy Cię nie zobaczę-powiedział odgarniając moje włosy z oczu
-Ja tak samo...ale nie mamy czasu musimy uciekać-powiedziałam a on wziął mnie za rękę i szybko biegliśmy w stronę szosy.
Biegłam szybko razem z nim...parę razy się wywróciłam ale on pomógł mi wstać.Nic nie mówiliśmy tylko biegliśmy i biegliśmy i biegliśmy...
-To mój samochód chodź szybko-pociagnął mnie a ja się wywróciłam
-Już nie dam rady-powiedziałam przerywając co jedno słowo a Joseph wziął mnie na ręce i pobiegł do samochodu. Otworzył drzwi i posadził mnie na tylnym siedzeniu...usnęłam.
*Joseph*
Tak jak obiecałem zadzwoniłem do moich przyjaciół i powiedziałem o świetnej wiadomości
-To to mamy z głowy,trzeba teraz Marka wsadzić do paki-powiedziała Eveline
-Ale to nie będzie łatwe-dodał po chwili Liam
-Dobra ja kończę i zwijam się z tego miejsca bo zaraz mogą nas zobaczyć-powiedziałem, włożyłem telefon do kieszeni i wsiadłem do samochodu.
Annabell spała tak słodko że nie miałem serca jej budzić,przykryłem ją kocem który był w bagażniku i ruszyliśmy w stronę miasta.
Mimo że wiek w miłości nie ma znaczenia,to trzeba do niej dorosnąć,ja już chyba dorosłem...najwyższy czas.
Spała tak słodko że mógłbym patrzeć na nią cały czas,nawet taka zmarnowana,brudna wygląda przepięknie.Nie znamy się za długo ale muszę się odważyć powiedzieć jej co do niej czuję.
W stronę powrotną jechałem bardzo szybko,dziwiłem się że nie ma żadnej policji ani kontroli drogowej,w sumie to dobrze bo bym miał niezły mandat.
Kiedy już byliśmy na miejscu,w moim domu (bo tu byli wszyscy) wziąłem na ręce śpiącą Annabell i wniosłem do domu. Wszyscy spojrzeli na nas bez słowa,zaniosłem ją do mojego pokoju,przykryłem kołdrą i zamknąłem drzwi,a sam poszedłem do salonu gdzie siedziała Eveline,Stella i Liam i czekali aż wszystko im opowiem. W końcu usiadłem i za jedym tchem wszystko im powiedziałem od momentu biegania po całym lasie ,momentu kiedy się na mnie rzuciła i oczywiście jak zasnęła w samochodzie i śpi aż do teraz.
-Musiała być bardzo wykończona-powiedziała Stella patrząc na zegarek
-No tak.Śpi już dobre 3 godziny-powiedział Liam
-A może jej coś się stało?-spytała Eveline
-Nie trzeba od razu wpadać w panikę-powiedziałem pocieszajac Eveline
-Jak myslicie,trzeba powiedziec to policji?-spytała Eveline
-Myślę że tak-powiedziała Stella i podała Eveline telefon
Eveline zadzwoniła na policję i powiedziała że znaleźliśmy Eveline,że uciekła Markowi i nie wiemy gdzie on jest.
Gdy przechodziłem obok mojego pokoju usłyszałem coś ,więc postanowiłem wejść do pokoju.Zobaczyłem że Annabell wstaje ale nie może wstać,była strasznie blada...jak ściana,gorzej niż jak była chora.
-Spokojnie,pomogę Ci-powiedziałem biorąc jej rękę
-Dziękuję-powiedziała i się usmoechnęła
Widziałem w jej oczach smutek,strach i coś jeszcze czego nie mogłem rozgryźć,ale dowiedziałem się i zwaliło mnie to z nóg
-Marek mnie zgwałcił-powiedziała i upadła na podłogę a ja próbowałem ją ocucić ale nic nie dawało
Byłem w szoku,nie wiedziałem co mam o tym mysleć,ale jedyne co teraz mogłem zrobić to zadzwonić po karetkę
-Hej dzwońcie po karetkę bo zemdlała!-krzyknąłem
***
Leżała nieprzytomna a ja siedziałem przy niej czuwając cały czas.
-Proszę iść do domu,jest już późno-powiedziała młoda pielęgniarka
-Zostanę przy niej-powiedziałem trzymając ją za jej delikatną dłoń
-Wszyscy Pana znajomi już się rozeszli do domów-powiedziała wchodząc do sali
-Wiem,zdrzemnę się tutaj-powiedziałem
-No jak Pan chce,ale proszę wołać jeśli coś będzie Pana niepokoiło-powiedziała i wyszła
Siedziałem przy niej całą noc,lecz zmęczenie wzięło górę i zasnałem nad ranem.Obudził mnie szmer obok siebie,przetarłem oczy,wyprostowałem się.Bolały mnie plecy,ale to pewnie dlatego że spałem w bardzo niewygodnej pozycji.
-Obudziłam Pana?-powiedziała pielęgniarka zmieniająca kroplówkę Annabell
-Nie,i tak już miałem się budzic-skłamałem
-No dobrze...za chwilę przyjdzie Pan doktor żeby zbadać pacjentkę-powiedziała i zostawiła mnie znów samego z Annabell
-Nie wiem czy mnie słyszysz,ale bardzo mi się spodobałas od kad Cię ujrzałem...Nie bardzo wiem jak ubrać w słowa to co do Ciebie czuję...no dobra walnę prosto z mostu...Kocham Cię i chciałbym żebyś czuła do mnie to samo-powiedziałem mocniej ściskając jej dłoń.Nagle poczułem ucisk na dłoni,spojrzałem na Annabell,otwierała oczy.
W tym momencie moje serce zaczęło bić coraz mocniej,po prostu przytuliłem się do niej i pocałowałem.Czułem że to ta dziewczyna...czułem że mogę jej powierzyć swoją połówkę serca,niestety wszedł lekarz i musiałem na chwilę wyjść z sali.
Po paru minutach wyszedł z sali i skierował się w moją stronę.
-Jesteś jej chłopakiem?-spytał poważnie
-T..Tak...chyba tak-powiedziałem bo sam do końca jeszcze nie wiedziałem
-Musimy poważnie porozmawiać-powiedział i zaprowadził mnie do swojego gabinetu
Wskazał fotel na przeciwko siebie,a ja grzecznie usiadłem.Nie wiedziałem co się dzieje ale wiedziałem że nie jest to raczej dobra wiadomość.
-Czy ona oststnio przezywała trudny okres?-spytał lekarz
-Tak...została porwana przez byłego narzeczonego-powiedziałem nie patrząc na mężczyznę
-Rozumiem...a mówiła Ci cos niepokojącego?-spytał dociekliwie
-Gdy tylko się obudziła powiedziała że została zgwałcona przez tego byłego narzeczonego-powiedziałem a pojedyncza łza zaczęła spływać po moim policzku.Szybko ją otarłem bo faceci nie powinni płakać,powinni być silni ale w tej sytuacji po prostu nie potrafię.
-Mamy podejrzenie wirusa HIV u pańskiej dziewczyny-powiedział a mnie dosłownie zamurowało
-A..ale jak to?-spytałem a moje oczy zrobiły się tak wielkie jak spodki
-Przykro mi że musze to Panu mówić-powiedział lekarz i wstał
-Ale to nie możliwe-powiedziałem i zakryłem twarz rękoma
-Nie jest to pewne,musimy zrobić badania,proszę się nie zamartwiać na zaś,bądźmy dobrej myśli.Powiem wszystko jak tylko będę miał wyniki-powiedział i poklepał mnie po ramieniu
Wyszedłem z gabinetu. Nie wiedziałem co mam myśleć...najpierw myślałem że mam ukochaną osobę i nic nie może już tego zniszczyć...a teraz?Szybko wybiegłem ze szpitala i pobiegłem jak najdalej...chciałem to wszystko sobie przemyśleć,pookładać.
____________
Tylko prosze nie bijcie za to gówno co napisałam ,miało być inaczej ale po prostu jakoś tak wyszło niestety.
Zapraszam na bloga mojej ukochanej przyjaciółki http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
Pojawiła się nowa zakładka "Filmik do opowiadania" może i ten film nie jest zbyt dobry bo nie jestem dobra w tym ale mam nadzieje że może być :P na moim drugim blogu http://niepelnosprawna-dziewczyna.blogspot.com/ tez jest taka zakładka,myślę że tam film mi wyszedł trochę lepiej.
Do następnego :)
sobota, 15 marca 2014
Rozdział 5
Nie mogłam sie pozbyc myśli że to było zaplanowane i nie jest w tym sam a są jeszcze z nim jego "ludzie".Mimo że próbowałam jakoś uciec to nie mogłam się nawet poruszyć ,gdyż miał tak silny uścisk że nie wiedziałam czy aby mi czegoś nie połamał.Nawet nie spytał się czy wszystko w porządku po upadku...wczoraj leżałam z gorączka a dziś...Miałam tylko nadzieje że nic się nie stało Josephowi bo zrobiłabym wszystko by ten gnojek Marek wtedy zginął. Moje myśli przerwał dźwięk nadjeżdżającego czarnego samochodu <klik>.Po chwili wysiedli jacyś dwaj kumple Marka i zaczęli się witać.
-To ta mała a o której nam opowiadałeś?-spytał jeden
-Tak to ona,wrzućcie ją tam na tył samochodu do reszty-powiedział i zostałam wrzucona przez drugiego samochodu.
Gdy pozbierałam się i normalnie usiadłam zobaczyłam że nie jestem sama w samochodzie,ze mną w samochodzie byli tato z mamą.Nie wiem jakim cudem się tutaj dostali skoro powinni być w Polsce ale nie powinno mnie to dziwić przez to co zobaczyłam dzisiaj...
-Mamo,tato?-spytałam przerażona nie dlatego że tu są a dlatego że byli cali posiniaczeni na twarzy i mieli rozdarte ubrania
-Przepraszamy...-powiedziała mama przytulając się do mnie
-Ale jak to się stało?-spytałam a mama zaczęła mi opowiadać że jakiś tydzień temu Marek się pojawił razem ze swoimi kumplami i zaczęli mnie szukać.
-Uwierz kochanie nie chcieliśmy mu powiedzieć gdzie jesteś-w końcu odezwał się tato
-Wiedzieliście że on taki jest?-spytałam poprawiajac ramiączko od bluzki bo byłam w pidżamie
-Podejrzewałem że ma za sobą kryminalną przeszłośc ale dopiero wtedy jak przyjechał po Ciebie zobaczyliśmy jaki naprawdę jest
-Cisza tam !-wyjrzał przez rozsuwane okno pomiędzy tylnymi siedzeniami a przodem łysy koleś
-Jeszcze raz usłyszę gadanie to kula w łeb!-krzyknął drugi wymierzając pistolet w moją stronę
Wybaczcie za tak długa nieobecność,nie jest to z mojej całkowitej winy.
Po pierwsze mam cały czas problemy z komputerem i siedze na laptopie brata,miałam dać wczesniej rozdział ale nie pozwalał mi na to brak internetu...
Po drugie mam w maju maturę i dlatego nie mam zbytnio czasu na pisanie i odwiedzanie waszych blogów,ale tylko gdy mam czas to czytam wasze wpisy(nie zawsze komentuje,wybaczcie)
Zapraszam równiez na mojego drugiego bloga z opowiadaniem,mam nadzieje że wam się spodoba.Narazie jest tylko prolog ale w najblizszym czasie postaram się by był rozdział : http://niepelnosprawna-dziewczyna.blogspot.com/
Zapraszam też na bloga mojej przyjaciółki Agi:*http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
Dopiero zaczyna przygodę z pisaniem,jej opowiadanie nie jest zwyczajne takie bo jest o przygodach dziewczyny ze wsi i zwyczajach ludzi ze wsi. Zapraszam do czytania :)
-To ta mała a o której nam opowiadałeś?-spytał jeden
-Tak to ona,wrzućcie ją tam na tył samochodu do reszty-powiedział i zostałam wrzucona przez drugiego samochodu.
Gdy pozbierałam się i normalnie usiadłam zobaczyłam że nie jestem sama w samochodzie,ze mną w samochodzie byli tato z mamą.Nie wiem jakim cudem się tutaj dostali skoro powinni być w Polsce ale nie powinno mnie to dziwić przez to co zobaczyłam dzisiaj...
-Mamo,tato?-spytałam przerażona nie dlatego że tu są a dlatego że byli cali posiniaczeni na twarzy i mieli rozdarte ubrania
-Przepraszamy...-powiedziała mama przytulając się do mnie
-Ale jak to się stało?-spytałam a mama zaczęła mi opowiadać że jakiś tydzień temu Marek się pojawił razem ze swoimi kumplami i zaczęli mnie szukać.
-Uwierz kochanie nie chcieliśmy mu powiedzieć gdzie jesteś-w końcu odezwał się tato
-Wiedzieliście że on taki jest?-spytałam poprawiajac ramiączko od bluzki bo byłam w pidżamie
-Podejrzewałem że ma za sobą kryminalną przeszłośc ale dopiero wtedy jak przyjechał po Ciebie zobaczyliśmy jaki naprawdę jest
-Cisza tam !-wyjrzał przez rozsuwane okno pomiędzy tylnymi siedzeniami a przodem łysy koleś
-Jeszcze raz usłyszę gadanie to kula w łeb!-krzyknął drugi wymierzając pistolet w moją stronę
*Eveline*
-Nic ci nie jest?-spytałam Joshepa
-Może być,bardziej się martwię tym że Annabel zabrał ten typ-powiedział trzymając się za brzuch
Szybko pobiegłam po apteczkę która była w szafce w kuchni i próbowałam jakoś zatamowac krew jaka leciała z brzucha ale nawet moja pierwsza pomoc która uczyłam się w szkole niezbyt się tutaj przydała.Na szczeście za kilka minut pojawiła się pomoc i policja.
Opowiedziałam wszystko co się stało od kąd pojawił się Marek,podałam jego rysopis a Josepha zabrali karetką do szpitala.Zadzwoniłam do Liama by wszystko mu powiedziec bo z tych nerwów i emocji zapomniałam mu o wszystkim opowiedzieć.
-Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłaś?Pomógłbym wam-powiedział lekko zły Liam
-Przepraszam ale tyle się działo że nie miałam jak-powiedziałam i się do niego przytuliłam
-Cii-powiedział i pogłaskał mnie po głowie
Opowiedziałam wszystko co się stało od kąd pojawił się Marek,podałam jego rysopis a Josepha zabrali karetką do szpitala.Zadzwoniłam do Liama by wszystko mu powiedziec bo z tych nerwów i emocji zapomniałam mu o wszystkim opowiedzieć.
-Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłaś?Pomógłbym wam-powiedział lekko zły Liam
-Przepraszam ale tyle się działo że nie miałam jak-powiedziałam i się do niego przytuliłam
-Cii-powiedział i pogłaskał mnie po głowie
*Tydzień później*
Nienawidziłam tej niepewności,nie wiedziałam czy moja przyjaciółka żyje ,gdzie jest.Policja miała dac znać gdy tylko się czegoś dowiedzą a ja nic nie wiem mimo że miną już tydzień. Na szczęscie z Josephem juz jest w porządku i jutro go wypisują ze szpitala.Nagle zadzwonił mój telefon a ja szybko poderwałam się z fotela i rzuciłam na telefon,nieznzny numer...wahałam się czy odebrac ale jednak odebrałam
-Twoja przyjaciółeczka żyje...jeszcze
-Marek oddaj ją!-krzyknęłam
-Nie ma takiej opcji...musi zapłacić za to że uciekła ode mnie-powiedział i się rozłączył
Facet miał pecha że zadzwonił z numeru a nie z zastrzezonego,chyba nie myślał że zostawie to tak...
Czym prędzej pojechałam na komendę i powiedziałam o tym co się zdażyło kilka minut temu
-Ma pani ten numer?-spytał funkcjonariusz
-Oczywiście-powiedziałam i podałam mu telefon z widniejącym numerem
-Sprawdzimy ten numer,miejmy nadzieje że uda nam się namierzyć ten numer-powiedział i zawołał swojego kolegę by podac mu ten numer do sprawdzenia
-Dobrze,odezwiemy się jak będziemy wiedzieć coś-powiedział
-Czekam już tydzień a panowie nic nie wiedzą-powiedziałam zła
-Przykro nam,nie jest tak łatwo go złapać...ma wspólników którzy znają się na rzeczy-powiedział a ja tylko westchnęłam i wyszłam z komendy.
-Twoja przyjaciółeczka żyje...jeszcze
-Marek oddaj ją!-krzyknęłam
-Nie ma takiej opcji...musi zapłacić za to że uciekła ode mnie-powiedział i się rozłączył
Facet miał pecha że zadzwonił z numeru a nie z zastrzezonego,chyba nie myślał że zostawie to tak...
Czym prędzej pojechałam na komendę i powiedziałam o tym co się zdażyło kilka minut temu
-Ma pani ten numer?-spytał funkcjonariusz
-Oczywiście-powiedziałam i podałam mu telefon z widniejącym numerem
-Sprawdzimy ten numer,miejmy nadzieje że uda nam się namierzyć ten numer-powiedział i zawołał swojego kolegę by podac mu ten numer do sprawdzenia
-Dobrze,odezwiemy się jak będziemy wiedzieć coś-powiedział
-Czekam już tydzień a panowie nic nie wiedzą-powiedziałam zła
-Przykro nam,nie jest tak łatwo go złapać...ma wspólników którzy znają się na rzeczy-powiedział a ja tylko westchnęłam i wyszłam z komendy.
*Annabel*
Od tygodnia przebywałam w jakiejś piwnicy,było mi strasznie zimno,byłam głodna i źle się czułam.Marek gdy tylko był tutaj rzucił mi kawałek chleba i sobie poszedł.Czuje się jak jakiś pies który jest trzymany na uwięzi.Rodziców nie widziałam od momentu gdy wysadził ich na jakimś opuszczonym polu.
-Kurwa mać! Co ty chcesz ode mnie sukinsynu!!-wrzeszczałam i miałam nadzieję że usłyszy,że jest gdzieś na górze w swoim ciepłym pokoiku.
-Zamknij się szmato bo ci łeb rozwalę-odezwał się jeden z jego kumpli
-Możemy się pobzykac jak ci się nudzi-powiedział drugi
-Nie waż się nawet pokazywac tego czegoś -powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę
Miałam tego serdecznie dośc,chciałabym być w domu razem z przyjaciółką,Josephem.Dlaczego mnie to spotyka?Co ja takiego zrobiłam?Nie zasłużyłam na takie traktowanie.
Marek chwilę po tym co powiedzieli jego kumple przyszedł,zamknął za sobą drzwi. Bałam się cholernie tego co zaraz zrobi a nie miałam gdzie uciec. Uderzył mnie z pieści w brzuch a ja się skuliłam z bólu.Ból był tak przerażający ,gorszy niż ból przy okresie...
-Nigdy tak się więcej nie waż do mnie odzywać bo nie ręczę za siebie-powiedział przez zaciśnięte zęby i szarpnął mnie za włosy tak bym spojrzała na jego twarz.Nie mogłam na niego patrzeć i splunęłam mu prosto w twarz.Otarł rękawem moją ślinę i puścił mnie. Lecz to co robił teraz przerażało mnie...ściagał spodnie
-Nie prosze,błagam nie rób tego-powiedziałam panicznie się bojąc i uciekłam szybko w najbliższy kąt.
-I tak kotku Cię tutaj nikt nie usłyszy poza tymi dwoma-powiedział i szarpnął mnie.
Zaczełam płakać a on zsunął ze mnie spodnie i majtki i po prostu zwyczajnie mnie pieprzył...krzyczałam płakałam ile sił,mimo że to na marne...po wszystkim po prostu mnie zostawił i wyszedł. Zgwałcił mnie...boże...a ja miałam z nim wiązać przyszłośc...leżałam tak bez żadnych oznak zyciowych i płakałam..
Marek chwilę po tym co powiedzieli jego kumple przyszedł,zamknął za sobą drzwi. Bałam się cholernie tego co zaraz zrobi a nie miałam gdzie uciec. Uderzył mnie z pieści w brzuch a ja się skuliłam z bólu.Ból był tak przerażający ,gorszy niż ból przy okresie...
-Nigdy tak się więcej nie waż do mnie odzywać bo nie ręczę za siebie-powiedział przez zaciśnięte zęby i szarpnął mnie za włosy tak bym spojrzała na jego twarz.Nie mogłam na niego patrzeć i splunęłam mu prosto w twarz.Otarł rękawem moją ślinę i puścił mnie. Lecz to co robił teraz przerażało mnie...ściagał spodnie
-Nie prosze,błagam nie rób tego-powiedziałam panicznie się bojąc i uciekłam szybko w najbliższy kąt.-I tak kotku Cię tutaj nikt nie usłyszy poza tymi dwoma-powiedział i szarpnął mnie.
Zaczełam płakać a on zsunął ze mnie spodnie i majtki i po prostu zwyczajnie mnie pieprzył...krzyczałam płakałam ile sił,mimo że to na marne...po wszystkim po prostu mnie zostawił i wyszedł. Zgwałcił mnie...boże...a ja miałam z nim wiązać przyszłośc...leżałam tak bez żadnych oznak zyciowych i płakałam..
.***
Pozwolili mi się umyc...przynajmniej to...
Namydliłam się żelem jaki stał pod prysznicem,miał bardzo ładny zapach którego nie mogłam
zidentyfikowac.Kolejna fala gorącej wody spływała po moim ciele,zmywała ze mnie tą paskudną rzecz która zrobił mi Marek,rozkoszowałam się przez chwilę ciepłem wody którego mi brakowało przez tydzień zamknięcia w zimnej piwnicy.
Wyszłam przez drzwi prysznica na zimne płytki,krople wody spływały na podłogę,wytarłam delikatnie ciało miękkim ręcznikiem i ubrałam się w ubrania zostawione przez Marka.Owszem były za duże ale przynajmniej będzie mi w nich cieplej niż w pidżamie jaką miałam na sobie dotąd.
Pociagnęłam skrawek koszuliki by zobaczyć mój obolały brzuch,krzyknełam z przerażenia,ponieważ siniak był tak duży że tego się nie spodziewałam.Pokrywał obszar od lewego biodra aż po pępek. Nie chciałam już na to patrzeć,nie chciałam by ktokolwiek na to patzrył...nie dośc że nienawidziłam swojego ciała za to co mi zrobił to jeszcze "uroku" dodawał mi olbrzymi siniak który sprawiał że nienawidziłam swojego ciała jeszcze bardziej.
*Joseph*
Czuję że coś jest nie tak,że coś sie dzieje z Annabell,musze jej pomóc mimo że nie wiem jak.
-Słuchajcie musimy pomóc Annabell bo policja sobie nadzwyczajnie nie radzi-powiedziałem do moich przyjaciół
Widziałem jak Liam pociesza Eveline ,niestety nie było to dla nikogo z nas łatwe ale musimy coś z tym zrobic bo inaczej zwariuje tutaj.
-Ale co chcesz zrobić?-spytała Stella
-Nie wiem ale musimy ją odnaleźć...ja czuje że on coś jej zrobił,mam nadzieje że to nie jest nic złego bo nie daruje mu tego-powiedziałem i stuknałem pieścią w stół
-Nie martw się,znajdziemy ją jakoś-pocieszała mnie Eveline
Ruszyliśmy na poszukiwania,rozwiesiliśmy zdjęcia Annaball z informacją że porwał ją Marek,pytalismy ludzi,jeździliśmy po okolicy ale to nic nie dało...ale ja tak łatwo sie nie poddaję.
-Słuchajcie musimy pomóc Annabell bo policja sobie nadzwyczajnie nie radzi-powiedziałem do moich przyjaciół
Widziałem jak Liam pociesza Eveline ,niestety nie było to dla nikogo z nas łatwe ale musimy coś z tym zrobic bo inaczej zwariuje tutaj.
-Ale co chcesz zrobić?-spytała Stella
-Nie wiem ale musimy ją odnaleźć...ja czuje że on coś jej zrobił,mam nadzieje że to nie jest nic złego bo nie daruje mu tego-powiedziałem i stuknałem pieścią w stół
-Nie martw się,znajdziemy ją jakoś-pocieszała mnie Eveline
Ruszyliśmy na poszukiwania,rozwiesiliśmy zdjęcia Annaball z informacją że porwał ją Marek,pytalismy ludzi,jeździliśmy po okolicy ale to nic nie dało...ale ja tak łatwo sie nie poddaję.
Wybaczcie za tak długa nieobecność,nie jest to z mojej całkowitej winy.
Po pierwsze mam cały czas problemy z komputerem i siedze na laptopie brata,miałam dać wczesniej rozdział ale nie pozwalał mi na to brak internetu...
Po drugie mam w maju maturę i dlatego nie mam zbytnio czasu na pisanie i odwiedzanie waszych blogów,ale tylko gdy mam czas to czytam wasze wpisy(nie zawsze komentuje,wybaczcie)
Zapraszam równiez na mojego drugiego bloga z opowiadaniem,mam nadzieje że wam się spodoba.Narazie jest tylko prolog ale w najblizszym czasie postaram się by był rozdział : http://niepelnosprawna-dziewczyna.blogspot.com/
Zapraszam też na bloga mojej przyjaciółki Agi:*http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
Dopiero zaczyna przygodę z pisaniem,jej opowiadanie nie jest zwyczajne takie bo jest o przygodach dziewczyny ze wsi i zwyczajach ludzi ze wsi. Zapraszam do czytania :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







