*Stella*
Szykowałam się na zajęcia do dzieci,gdy usłyszałam w radiu że samolot SS-50 którym miał jechać Joseph runął na ziemie.Byłam załamana mimo że skrzywdził swoim egoizmem Annabell, roztrzęsiona zadzwoniłam do Eveline
-Hej właśnie słyszałam o katastrofie lotniczej w której Joseph leciał,podobno nikt nie przeżył-powiedziałam
-Wiem o tym,Annabell się obudziła i powiedziała ze widziała go tam-powiedziała Eveline
-Jeju to straszne-powiedziałam
-Muszę kończyć bo idę się zobaczyć z Annabell -powiedziała
-Pa-odpowiedziałam i się rozłączyłam
Gdy miałam już wychodzić usłyszałam za sobą znajomy głos:
-Hej śliczna
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego brata Thomasa
-Jezu Thomas co ty tutaj robisz?-spytałam i rzuciłam się mu na szyję
-Przyleciałem,miałem już dość Hiszpanii-powiedział stawiając swoje walizki by mnie jeszcze raz
uściskać
uściskać
Thomas gdy tylko skończył 18 lat wyjechał do Hiszpanii na studia i tam również pracował,brakowało mi go ,od tamtej pory go nie widziałam,przyleciał tylko raz gdy jeszcze żyła mama. Gdy mama umarła a Ojciec znalazł sobie inną kobietę ,młodszą o 20 lat już więcej nie przylatywał,nawet by zobaczyć mnie. Jestem od niego młodsza o dwa lata a zawsze byliśmy tak zgadani jak by różnica wieku nie dzieliła nas.
-Ja niestety muszę na trening iść ,ale zostawię ci klucze -powiedziałam dając mu zapasowe klucze z wieszaka
-Dzięki,to leć bo się spóźnisz,potem pogadamy-powiedział a ja wsiadłam do swojego samochodu i ruszyłam na trening.
Bardzo się cieszyłam z jego powrotu,w końcu miałam znów brata i nie byłam sama tutaj.
*Eveline*
Siedziałam przy szpitalnym łóżku przy mojej ukochanej przyjaciółce.Gdy się wybudziła mówiła różne rzeczy typu "Moja mama i tato nie żyją,znajdźcie ich,są tam gdzie mnie Mark przetrzymywał" i jedno co mnie całkowicie zaskoczyło" Joseph nie żyje,wypadek,samolot" i zasnęła...
Jej twarz i skóra mimo że juz lepiej wyglądała to i tak widać jeszcze liczne zniekształcenia,rany...
Nie martwiłam się o to że będzie płakać po Josephie że ją zostawił tylko o to że będzie cierpieć przez swój wygląd,ze żaden facet nie będzie chciał na nią spojrzeć.
-Jak długo spałam?-spytała Annabell
-Jakieś dwie godziny po wybudzeniu ze śpiączki-powiedziałam i się uśmiechnęłam
-pewnie teraz wyglądam okropnie-powiedziała
-Będzie dobrze-powiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę
-A jak tam dziecko w brzuchu?-spytała
-Dobrze,tylko nie mogę się denerwować bo zaraz i ono się denerwuje i robi mi się słabo-powiedziałam
-To nie możesz się denerwować,musisz uważać na siebie-powiedziała
-Chyba się do Liama przeprowadzam bo w końcu będziemy rodzicami-powiedziałam
-No a kiedy ślub?-spytała i zaczęła się śmiać
Brakowało mi tego śmiechu,jest taki cudownie zaraźliwy.
-jeszcze o tym nie myśleliśmy-powiedziałam
-No jak to tak?-spytała z niedowierzaniem
Jeszcze długo rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym,ale Annabell musiała przejść jeszcze jakieś badania więc poszłam do domu bo ostatnio zaczęłam zaniedbywać Liama,przesiadywać u Annabell w szpitalu większość czasu.
*Annabell*
Po dwóch tygodniach po śpiączce,wielu badaniach mogłam wrócić do dom.Gdy pierwszy raz w domu zobaczyłam się w lustrze zobaczyłam lekko poparzona twarz,nie była już taka straszna jaką widziałam w szpitalu,była o wiele ładniejsza.Gorsze były ręce...ale mogę zakrywać długimi rękawami,dobrze że jest już zimniej i nie będzie mnie nikt wytykał palcami. Dzisiaj szłam pierwszy raz po długiej przerwie do pracy. Zjadłam śniadanie,ubrałam się<klik> ,wzięłam swój sprzęt do fotografowania i ruszyłam do pracy.
Szef od razu dał mi zlecenie bym poszła co Centrum bo ktoś dał mu cynk że będzie Beyonce w mieście.Gdy dojechałam do Centrum,nikt nie poznawał jej bo była schowana pod przebraniem.Schowana za krzakami zrobiłam jej zdjęcia jak wychodzi z samochodu,jak ucieka przed goniacym ją tłumem bo kaptur z głowy jej spadł.Naprawdę przezabawnie biegła.
Po zrobieniu zdjęć pojechałam z powrotem do firmy,gdy wchodziłam zderzyłam się z chłopakiem którego tu wcześniej nie widziałam
-Przepraszam,niezdarą jestem-powiedziałam a on pomógł mi wstać
-Nie,to ja nie patrzyłem gdzie idę -powiedział i podał mi mój aparat
Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana,w tym momencie nie liczył się nikt prócz jego stojącego na przeciwko mnie,miał piękne niebieskie oczy...jak morze...nie mogłam się ruszyć chociaż wiedziałam że nie mogłam cały czas stać i się w niego wpatrywać,czułam jak fala gorąca przeszywa całe moje ciało,pewnie moje policzki są teraz czerwone,więc szybko odwróciłam wzrok i powiedziałam :
-Ee...ja juz muszę iść..-i pobiegłam szybko do swojego gabinetu.Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje teraz z moim ciałem,moim umysłem...nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie przy jakims mężczyźnie...muszę najpierw pozałatwiać sprawy z Josephem,z rodzicami...z pogrzebem...z Markiem...gdy o tym pomyślałam rozpłakałam się a resztę dnia siedziałam i obrabiałam zdjęcia do gazety nie wychodząc nawet na kawę z poza mojego gabinetu.
Szef od razu dał mi zlecenie bym poszła co Centrum bo ktoś dał mu cynk że będzie Beyonce w mieście.Gdy dojechałam do Centrum,nikt nie poznawał jej bo była schowana pod przebraniem.Schowana za krzakami zrobiłam jej zdjęcia jak wychodzi z samochodu,jak ucieka przed goniacym ją tłumem bo kaptur z głowy jej spadł.Naprawdę przezabawnie biegła.
Po zrobieniu zdjęć pojechałam z powrotem do firmy,gdy wchodziłam zderzyłam się z chłopakiem którego tu wcześniej nie widziałam
-Przepraszam,niezdarą jestem-powiedziałam a on pomógł mi wstać
-Nie,to ja nie patrzyłem gdzie idę -powiedział i podał mi mój aparat
Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana,w tym momencie nie liczył się nikt prócz jego stojącego na przeciwko mnie,miał piękne niebieskie oczy...jak morze...nie mogłam się ruszyć chociaż wiedziałam że nie mogłam cały czas stać i się w niego wpatrywać,czułam jak fala gorąca przeszywa całe moje ciało,pewnie moje policzki są teraz czerwone,więc szybko odwróciłam wzrok i powiedziałam :
-Ee...ja juz muszę iść..-i pobiegłam szybko do swojego gabinetu.Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje teraz z moim ciałem,moim umysłem...nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie przy jakims mężczyźnie...muszę najpierw pozałatwiać sprawy z Josephem,z rodzicami...z pogrzebem...z Markiem...gdy o tym pomyślałam rozpłakałam się a resztę dnia siedziałam i obrabiałam zdjęcia do gazety nie wychodząc nawet na kawę z poza mojego gabinetu.
***
Dzień pogrzebu moich rodziców i Josepha nie należał do przyjemnych,na domiar złego dzień od rana zaczął się koszmarnie.Najpierw wyłączyli prąd i nie mogłam sobie wysuszyć włosów,jak włączyli spaliła mi się suszarka i musiałam zadzwonić do Eveline by mi pożyczyła swoją.Gdy już byłam w miarę wyszykowana chciałam trochę posiedzieć na laptopie przed wyjściem ,ale nie chciał sie włączyć
-No kurwa co się dzisiaj jeszcze zepsuje?!-krzyknęłam wkurzona i siedziałam jak na szpilkach przez pół godziny zanim przyjechała Eveline z Liamem i Stellą.Wsiadłam do samochodu zła jak osa,widząc po ich minach nie chcieli się nic odzywać by jeszcze gorzej nie popsuć sytuacji a raczej mojego humoru.
-Chce to już mieć za sobą-powiedziałam po chwili milczenia i wypuściłam gwałtownie powietrze z moich płuc
-Nie martw się jesteśmy z tobą-pocieszała mnie Stella
-Na domiar złego dzisiaj w domu wszystko mi się psuje,nawet laptop odmówił posłuszeństwa-powiedziałam załamana
-Nie martw się mój brat przyjechał z Hiszpanii,wczoraj zaczął pracowac jako elektryk,informatyk w tej firmie co ty,jak mu powiem ze potrzebujesz jego fachowej ręki to pewnie ci przyjdzie z pomocą-powiedziała
-Wielkie dzięki-powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam
Przez całą drogę zastanawiałam się jak może wyglądać jej brat. Na cmentarzu było sporo ludzi,większość to znajomi Josepha,kilka osób przyjechało z Polski na pogrzeb rodziców.
-Witajcie wszyscy,chciałam powiedzieć że i rodzice i Joseph byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim życiu,chciałabym ich zapamiętać jako wesołe osoby...-Nie dokończyłam bo się rozpłakałam i Eveline wzięła mnie pod ramię i zeszłam do wszystkich.
Obiecałam sobie że nie będę płakać,ale nie wyszło.Ksiądz rozpoczął msze pogrzebową...
Po skończonym pogrzebie wszyscy się rozeszli,zostałam tylko ja i Stella
-Na pewno nie chcesz jeszcze jechac do domu?-spytała idąc w stronę samochodu Liama
-Nie,niedługo wrócę-powiedziałam a ona odeszła i odjechali
Wpatrywałam się w groby które były obok siebie i płakałam.
-A myślałem ze już nie przeżyjesz-powiedział znajomy głos...głos Marka
-Kiedy ty w końcu się ode mnie odczepisz?-spytałam nie odwracając się
-Hmm..nigdy kochanieńka -powiedział i zawtórował mu śmiech
-Czego ty ode mnie chcesz psycholu?!-krzyknęłam
Bałam sie go,nie mógł w tym miejscu nikt mi pomóc bo byłam sama z tym psychopatą,nikogo więcej nie było.
-Twojego cierpienia-powiedział i przyłożył mi nóż do gardła
-Nie widzisz ze cały czas cierpię?Nie dość się nacierpiałam?-spytałam
-Nigdy mnie nie powstrzymasz-powiedział śmiejąc się tak głośno że nawet na ulicy go pewnie ktoś usłyszał
-Ona nie,ale my tak-powiedział policjant stojacy za Markiem
Byłam szczęśliwa,w końcu może go zamkną na dobre i nie będę musiała się bać o siebie i swoich przyjaciół.Szkoda tylko że tak późno,że musiało dojść do tylu tragedii by zobaczyli że naprawdę powinien być w więzieniu.
-Nie martw się,już nie będziesz się musiała go bać-powiedział policjant i zabrali go do radiowozu
Dwa dni później usłyszałam w radiu że Marek został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego dla kryminalistów.Wszyscy się cieszyliśmy z tego powodu,jednak mnie czekał jeszcze proces ,musiałam zeznawać przeciwko Markowi w sądzie,od tego będzie zależał jego wyrok.
Dzisiaj miał przyjść brat Stelli by zobaczyć moje wszystkie urządzenia i elektrykę.Stella dwa razy do mnie dzwoniła bym nie zapomniała.
-Dzwoniłas już 3 razy,nawet jak bym chciała to nie zapomnę-powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi
-To pewnie on,muszę kończyć-powiedziałam i się rozłączyłam
Podeszłam do drzwi i otworzyłam,gdy zobaczyłam ze ON jest bratem Stelli wmurowało mnie,to ten sam chłopak z którym się zderzyłam w firmie...stałam jak zahipnotyzowana.Nagle ocknęłam się i wpuściłam go do środka.
-Nie wiedziałem że jesteś koleżanką mojej młodszej siostry-powiedział uśmiechajac się
-A ja nie wiedziałam że ty jesteś jej bratem-powiedziałam i spaliłam buraka
Nigdy się tak nie czułam,zawsze byłam odważna i nie rumieniłam się przy chłopakach...
-Jestem Thomas-powiedział i podał mi rękę
-Annabell -powiedziałam i zaprowadziłam go najpierw do głównego włącznika prądu.
__________________________
Wiem wiem,zwaliłam sprawę ale obiecałam ze dodam coś albo na tym albo na moim drugim blogu.Tu mi się lepiej pisało więc dodałam tutaj :)
Więc pojawił się nowy bohater-Thomas :) Możecie go zobaczyć w zakładce bohaterowie by się mu lepiej przyjrzeć :)
zapraszam do Agi :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
-Chce to już mieć za sobą-powiedziałam po chwili milczenia i wypuściłam gwałtownie powietrze z moich płuc
-Nie martw się jesteśmy z tobą-pocieszała mnie Stella
-Na domiar złego dzisiaj w domu wszystko mi się psuje,nawet laptop odmówił posłuszeństwa-powiedziałam załamana
-Nie martw się mój brat przyjechał z Hiszpanii,wczoraj zaczął pracowac jako elektryk,informatyk w tej firmie co ty,jak mu powiem ze potrzebujesz jego fachowej ręki to pewnie ci przyjdzie z pomocą-powiedziała
-Wielkie dzięki-powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam
Przez całą drogę zastanawiałam się jak może wyglądać jej brat. Na cmentarzu było sporo ludzi,większość to znajomi Josepha,kilka osób przyjechało z Polski na pogrzeb rodziców.
-Witajcie wszyscy,chciałam powiedzieć że i rodzice i Joseph byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim życiu,chciałabym ich zapamiętać jako wesołe osoby...-Nie dokończyłam bo się rozpłakałam i Eveline wzięła mnie pod ramię i zeszłam do wszystkich.
Obiecałam sobie że nie będę płakać,ale nie wyszło.Ksiądz rozpoczął msze pogrzebową...
Po skończonym pogrzebie wszyscy się rozeszli,zostałam tylko ja i Stella
-Na pewno nie chcesz jeszcze jechac do domu?-spytała idąc w stronę samochodu Liama
-Nie,niedługo wrócę-powiedziałam a ona odeszła i odjechali
Wpatrywałam się w groby które były obok siebie i płakałam.
-A myślałem ze już nie przeżyjesz-powiedział znajomy głos...głos Marka
-Kiedy ty w końcu się ode mnie odczepisz?-spytałam nie odwracając się
-Hmm..nigdy kochanieńka -powiedział i zawtórował mu śmiech
-Czego ty ode mnie chcesz psycholu?!-krzyknęłam
Bałam sie go,nie mógł w tym miejscu nikt mi pomóc bo byłam sama z tym psychopatą,nikogo więcej nie było.
-Twojego cierpienia-powiedział i przyłożył mi nóż do gardła
-Nie widzisz ze cały czas cierpię?Nie dość się nacierpiałam?-spytałam
-Nigdy mnie nie powstrzymasz-powiedział śmiejąc się tak głośno że nawet na ulicy go pewnie ktoś usłyszał
-Ona nie,ale my tak-powiedział policjant stojacy za Markiem
Byłam szczęśliwa,w końcu może go zamkną na dobre i nie będę musiała się bać o siebie i swoich przyjaciół.Szkoda tylko że tak późno,że musiało dojść do tylu tragedii by zobaczyli że naprawdę powinien być w więzieniu.
-Nie martw się,już nie będziesz się musiała go bać-powiedział policjant i zabrali go do radiowozu
Dwa dni później usłyszałam w radiu że Marek został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego dla kryminalistów.Wszyscy się cieszyliśmy z tego powodu,jednak mnie czekał jeszcze proces ,musiałam zeznawać przeciwko Markowi w sądzie,od tego będzie zależał jego wyrok.
Dzisiaj miał przyjść brat Stelli by zobaczyć moje wszystkie urządzenia i elektrykę.Stella dwa razy do mnie dzwoniła bym nie zapomniała.
-Dzwoniłas już 3 razy,nawet jak bym chciała to nie zapomnę-powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi
-To pewnie on,muszę kończyć-powiedziałam i się rozłączyłam
Podeszłam do drzwi i otworzyłam,gdy zobaczyłam ze ON jest bratem Stelli wmurowało mnie,to ten sam chłopak z którym się zderzyłam w firmie...stałam jak zahipnotyzowana.Nagle ocknęłam się i wpuściłam go do środka.
-Nie wiedziałem że jesteś koleżanką mojej młodszej siostry-powiedział uśmiechajac się
-A ja nie wiedziałam że ty jesteś jej bratem-powiedziałam i spaliłam buraka
Nigdy się tak nie czułam,zawsze byłam odważna i nie rumieniłam się przy chłopakach...
-Jestem Thomas-powiedział i podał mi rękę
-Annabell -powiedziałam i zaprowadziłam go najpierw do głównego włącznika prądu.
__________________________
Wiem wiem,zwaliłam sprawę ale obiecałam ze dodam coś albo na tym albo na moim drugim blogu.Tu mi się lepiej pisało więc dodałam tutaj :)
Więc pojawił się nowy bohater-Thomas :) Możecie go zobaczyć w zakładce bohaterowie by się mu lepiej przyjrzeć :)
zapraszam do Agi :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/


No i stało się! W końcu złapali tego bandyte Marka! Oby tylko go zamkneli na długie lata, bo cos mi sie wydaje, że jeszcze ten proces moze wszystko zmienic... Moze naprzyklad jego koledzy beda zeznawac na jego korzysc nieprawde, ale nic juz nie mowie :D
OdpowiedzUsuńOooh. Jak dobrze, że Annabell poznała nowego faceta. Teraz przy nim może wróci jej radość życia, bo biedna by się załamała jakby nie Thomas. Śmierć rodziców, śmierć Josepha... A tu nagle Thomas. To musi wyjść :D
I w dotatku brat Stelli.. Aj ! ale miała niespodziankę!
nexta! Buźki , szczupaczek <3
Ok, sporo się dzieje to trzeba przyznać :)
OdpowiedzUsuńkocham ten rozdział i to jest fakt <3
zrobiło mi się smutno, gdy czytałam o pogrzebie, ale na końcu się uśmiechnęłam :D
już nie mogę się doczekać co to będzie dalej!
Pisz szybko następny i czekam z niecierpliwością :*
Założyłam bloga z imaginami i jeśli masz ochotę zajrzeć to zostawiam link :)
http://1dforeverimaginy.blogspot.com/
Ale się u ciebie dzieje :D Widzę, że rozkręcasz akcje, że aż serce podchodzi do gardła xd Fajnie, że Thomas wrócił :) I że Annabell poznała faceta :D
OdpowiedzUsuńCzekam nn :D
lowcy-straznicy.blogspot.com
http://time-for-uss.blogspot.com/2014/04/8-its-okey.html
OdpowiedzUsuńTwoje zamówienie zostało wykonane ^^