*Annabel*
Nie wiedziałam gdzie jestem,wszędzie był tak jakby jakiś dym i nie było żywej duszy.Próbowałam wołać moich przyjaciół lub mojego chłopaka ale na marne bo nikt mnie nie słyszał.
-Nie wołaj ich,nie usłyszą Cię tutaj-usłyszałam głos za sobą i szybko się odwróciłam ,zobaczyłam mamę w białej sukience
-Mamo?Co ty tutaj robisz?Gdzie tato?-zadawałam masę pytań
-Córeczko tylko spokojnie-powiedziała i przytuliła mnie
Nie wiedziałam co się dzieje,ale zawsze tak robiła gdy chciała mi coś ważnego powiedzieć albo złego.A to miejsce nie przypominało mi niczego...wprawdzie nie wiedziałam gdzie jestem ale po prostu bałam się że zaraz usłyszę coś co mną wstrząśnie. I nie myliłam się,ponieważ to co usłyszałam od mamy nie było tym co bym chciała usłyszeć...
-Marek mnie i tate zabił,jesteśmy schowani w tym miejscu gdzie i Ciebie przetrzymywał-powiedziała
-J-jak to możliwe?To dlaczego ja tu z tobą rozmawiam?!-jednocześnie płakałam i krzyczałam
-Kochanie spokojnie-powiedziała mama kładąc swoją rękę na moim ramieniu
-Jak ja mam byc spokojna?! Nie wiem gdzie jestem i jeszcze mi mówisz że nie żyjecie!!!
Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji,chciałabym żeby to nie było prawdą,chciałam zobaczyć ich wszystkich by wiedzieć że nic im się nie stało.
-Nie martw się,oni żyją,ty jesteś w takim miejscu między ziemią a niebem,umierasz...ale daj z siebie wszystko by znów tam wrócić-powiedziała mama
-Ale jak to jest możliwe?-spytałam i nagle moim oczom ukazał się widok szpitala...Ja byłam w łóżku i leżałam podłączona do różnych urządzeń,moja twarz wyglądała okropnie,jak bym to nie była ja.Wszyscy płakali...
-Widzisz?Teraz mi wierzysz?-spytała mama
-T-t-tak. A dlaczego taty tu nie ma?-spytałam
-Bo tato już dawno jest w niebie,ja musiałam zostać by ci powiedzieć bo czułam że i tobie grozi niebezpieczeństwo,nie wyjeżdżaj już nigdzie bo on i tak Cię znajdzie.Teraz bedzie ci ciezko bo nie będzie nas a ty jesteś poparzona-powiedziała mama
-Nie poradzę sobie bez was-przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać
-Cii- powiedziała i odeszła
Zostałam sama...nie wiem na jak długo,ale może i mama ma rację żebym postarała się tam wrócić.Oni mnie potrzebują...Mówiła tylko jeszcze że czas tutaj nie jest odzwierciedleniem czasu tam...tutaj może się zdawać że czas płynie bardzo krótko,tam to mogą być miesiące,nawet lata...
-Marek mnie i tate zabił,jesteśmy schowani w tym miejscu gdzie i Ciebie przetrzymywał-powiedziała
-J-jak to możliwe?To dlaczego ja tu z tobą rozmawiam?!-jednocześnie płakałam i krzyczałam
-Kochanie spokojnie-powiedziała mama kładąc swoją rękę na moim ramieniu
-Jak ja mam byc spokojna?! Nie wiem gdzie jestem i jeszcze mi mówisz że nie żyjecie!!!
Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji,chciałabym żeby to nie było prawdą,chciałam zobaczyć ich wszystkich by wiedzieć że nic im się nie stało.
-Nie martw się,oni żyją,ty jesteś w takim miejscu między ziemią a niebem,umierasz...ale daj z siebie wszystko by znów tam wrócić-powiedziała mama
-Ale jak to jest możliwe?-spytałam i nagle moim oczom ukazał się widok szpitala...Ja byłam w łóżku i leżałam podłączona do różnych urządzeń,moja twarz wyglądała okropnie,jak bym to nie była ja.Wszyscy płakali...
-Widzisz?Teraz mi wierzysz?-spytała mama
-T-t-tak. A dlaczego taty tu nie ma?-spytałam
-Bo tato już dawno jest w niebie,ja musiałam zostać by ci powiedzieć bo czułam że i tobie grozi niebezpieczeństwo,nie wyjeżdżaj już nigdzie bo on i tak Cię znajdzie.Teraz bedzie ci ciezko bo nie będzie nas a ty jesteś poparzona-powiedziała mama
-Nie poradzę sobie bez was-przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać
-Cii- powiedziała i odeszła
Zostałam sama...nie wiem na jak długo,ale może i mama ma rację żebym postarała się tam wrócić.Oni mnie potrzebują...Mówiła tylko jeszcze że czas tutaj nie jest odzwierciedleniem czasu tam...tutaj może się zdawać że czas płynie bardzo krótko,tam to mogą być miesiące,nawet lata...
*Eveline*
*2 miesiące później *
Bardzo się bałam że ona już nigdy do nas nie wróci,że już nigdy się nie obudzi,nie będę się z nią śmiała,nie zobaczy mojego dziecka...nagle zobaczyłam że po jej poparzonej twarzy spływają łzy...jednak musi coś w tym być że jak człowiek jest w śpiączce to jest w jakimś miejscu i doświadcza czegoś co nie śniło się zwykłemu człowiekowi podczas snu.
Podczas tych dwóch miesięcy przeszła 6 operacji przeszczepu skóry...strasznie to przeżyłam,Liam się boi że przez te nerwy może stać się coś naszemu dziecku.Ale to dopiero 2 miesiąc i tydzień.
Joseph zwątpił i już nie przychodzi do niej,zaszył się w swoim domu lub na próbach...może i teraz nie wygląda na osobę bardzo ładną którą była ale ona ma serce i będzie jej ciężko gdy się dowie że Joseph ją opuścił. Jestem jedyna osoba która przychodzi tutaj codziennie,no jeszcze Stella od czasu do czasu przychodzi oraz Liam ze mną.
-Czy możecie państwo opuścić to pomieszczenie?Spróbujemy ją wybudzić-powiedział lekarz który prowadzi od początku jej stan zdrowotny
Razem z Liamem i Stella wyszłam na korytarz i się strasznie przejmowałam,miałam nadzieję że nie będzie strasznie cierpieć...
Zobaczyłam Josepha który idzie w naszą stronę,od miesiąca tutaj nie był więc zdziwiłam się że własnie tutaj go zastałam
-Co ty tutaj robisz?-spytałam
-Ja tylko do Liama
-Ale tutaj jest twoja dziewczyna! Ona jest wybudzana a ty nawet nie spytasz co u niej?! Ty pieprzony egoisto!!! Nie dziwie się że nie miałeś dłużej niż dwa tygodnie dziewczyny!!-krzyczałam na niego
Już nie mogłam wtrzymać,ona teraz go będzie potrzebować a ten co? Kochał ją tylko za wygląd?
-Nie tylko wygląd się liczy!!-krzyknęłam znów
-Ev spokojnie bo jeszcze się coś stanie naszemu dziecku-powiedział Liam przytulając mnie
Nagle zrobiło mi się strasznie słabo,miałam zawroty głowy i bół w podbrzuszu...musiałam usiąść
-Mówiłem żebyś się tak nie denerwowała-powiedział zaniepokojony Liam
Stella poszła po lekarza i za chwilę przyszedł
-Może przejdziemy piętro niżej do mojego gabinetu-powiedziała pani z ginekologii.Z pomoca Liama poszłam do gabinetu
-Czy mogę ja też wejść?-spytał
-A jest pan mężem?-spytała
-Nie,ale chłopakiem jestem-powiedział Liam
-W takim razie w porządku-powiedziała i wpuściła również jego
-W którym miesiącu jesteś w ciąży?-zwróciła się tym razem do mnie
-w drugim-powiedziałam
-Połóż się ,zrobimy USG i zobaczymy co się dzieje-powiedziała miła pani doktor a ja posłusznie położyłam się podciągając bluzkę do góry i zsuwając delikatnie spodnie.
Widziałam przez ekran swojego maluszka,nie był jeszcze duży ale już kochałam to dzieciątko,Liam trzymał mnie za rękę,pierwszy raz był ze mną na USG i nie dziwię się że był wzruszony.
-Nic niepokojącego nie widzę,ale proszę uważać i się nie denerwować bo to jest najgorsza rzecz która może pani teraz potrzebować,powinna pani odpoczywać w domu i nie martwić się stanem przyjaciółki,jest w dobrych rękach-powiedziała podając mi ręcznik bym bym wytarła brzuch po żelu do usg.
-Ale to nie tylko nią sie martwię,po prostu jej chłopak w tych chwilach chce z niej zrezygnować i tym się zdenerwowałam-powiedziałam siadając już przy biurku
-Prosze iść do domu,odpoczywać i niczym się nie martwić.Ma pani odpowiednią klinikę i leczenie?-spytała
-To skomplikowana sprawa,bo Liam nie może mieć dzieci a dawcą jest jego przyjaciel i tylko wtedy byliśmy u lekarza z tym-powiedziałam
-W takim razie od teraz ja się będę panią zajmować,proszę przyjść za miesiąc ,a w razie jakichś problemów proszę dzwonić-powiedział i podała swoją wizytówkę
-Dziękujemy i do widzenia-powiedziałam z Liamem i wyszliśmy z gabinetu
*Joseph*
Wiedziałem że źle robię odchodząc w chwili gdy ona będzie mnie najbardziej potrzebowała ale ja po prostu nie mógłbym znieść dalszych jej cierpień i patrzeć na nią gdy ma poprzone całe ciało...kocham ją ale tak będzie po prostu lepiej dla nas dwojga.Mam nadzieję że sobie ułoży życie z innym facetem,a o mnie niech zapomni jak najszybciej.Bolały mnie trochę słowa Eveline że nie dziwi się że nie miałem dłużej niż dwa tygodnie dziewczyny,ale to prawda jestem popieprzonym sukinsynem i egoistą. Najwyraźniej nie wiem co to jest tak naprawdę miłość bo dla miłości się robi wszystko a ja uciekam od problemów.
-Wyjeżdżam i nie zatrzymujcie mnie bo to nic nie da-powiedziałe gdy zobaczyłem Eveline i Liama
Eveline juz nic się do mnie nie odzywała,ale za to Liam sie odezwał i jako mój przyjaciel nie pochwalał mojego zachowania tak samo jak Eveline i Stella był na mnie zły. Od Stelli dostałem opieprz gdy poszli na USG...
-Wiesz co,jesteś moim przyjacielem i zawsze nim będziesz ale naprawdę nie rozumiem twojego zachowania,przecież tak zabiegałeś o nia od kąd ją tylko zobaczyłeś na tym lotnisku-powiedział Liam
-Wiem o tym,to jest najgorsze..po prostu jestem tchórzem i egoista-powiedziałem
-Gdzie zamierzasz wyjechać?-spytała Stella stojąc oparta o ścianę z założonymi rękami
-Do Kanady,załatwiłem już sobie pracę,dalej będę tańczył-powiedziałem
-A kiedy wyjeżdżasz?-tym razem usłyszałem głos Eveline
-Jutro z samego rana-powiedziałem
-Szybki jesteś-powiedziała a gdy na nią spojrzałem zobaczyłem w jej oczach pełno smutku i wyrzutów wobec mnie
Ona najbliższą osobą z tego otoczenia jest dla Annabel,byłbym i ja ale tak wyszło...
*Następny dzień*
Byłem już spakowany,ogarniałem wszystko z mieszkania,patrzyłem czy aby wszystko zabrałem i ruszyłem samochodem wprost na lotnisko.Nie żegnałem się z nikim bo wiedziałem że nie jestem już tutaj mile widziany...jechałem bardzo szybko na lotnisko,zapewne złamałem już kilka przepisów ale miałem to w dupie.Sam nie wiedziałem dlaczego taki jestem...Zaparkowałem samochód,kluczyki zostawiłem,pozbywałem się tego cudeńka,chociaż kochałem ten samochód.
Bez problemu przeszedłem przez rozprawę,usiadłem na swoje miejsce obok ślicznej blondyneczki i wpatrywałem się przez okno ostatni raz na Londyn.Gdy usłyszałem z głośników "Proszę zapiać pasy startujemy" posłusznie wykonałem tą czynność i po parunastu minutach zasnąłem,byłem zmęczony całą tą sytuacją.
Obudziły mnie jakieś wstrząsy,widziałem przerażenie na twarzach ludzi.Przetarłem oczy i spytałem swojej sąsiadki co jest grane.
-Co się dzieje?
-Chyba coś się z samolotem dzieje-powiedziała przerażona
Sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją,już nie myślałem o niczym innym tylko o tym że możemy się rozbić i wszyscy zginiemy. Usłyszeliśmy wszyscy z głośników "Prosimy o spokój,proszę założyć maski" Po tych słowach jeszcze bardziej ludzie zaczęli panikować...nagle znów lekkie wstrząśnięcie i przez okno widziałem że spadamy w dół.
-Kurwa !-zakląłem i głowę schowałem w ręce...nie chciałem na to patrzeć,jeśli mamy zginać to nie chce tego widzieć.
Nagle tylko wielki huk,wszystko odlatywało,odłamki,ludzie,widziałem wszystko jak przez mgłę...
Jeszcze nie wróciłam do żywych,ale próbowałam jak najszybciej,jednak gdy zobaczyłam tu Josepha nie wiedziałam czy to sprawka Marka czy kogoś innego z jego paczki "przyjaciół"
-Ja?A ty?-spytał roztrzęsiony
-Ja jestem tutaj już dość...hmm chyba długo chociaż nie wiem ile czasu dokładnie minęło,jesteśmy między światem żywych a umarłych-powiedziałam patrząc na niego
-Czyli ja umarłem?-spytał
-Nie wiem,bardzo możliwe-powiedziałam smutno
-Ja zostawiłem Cię,nie chciałem z tobą już być i leciałem samolotem,był wypadek samolotowy-powiedział patrząc na mnie
-Czyli to że mnie kochasz było kłamstwem?!-krzyknęłam
-Nie,tylko po prostu nie radziłem sobie z ta sytuacją,mam nadzieje że ty przeżyjesz...a ja no widzisz jestem egoista i nawet nie płacz po mnie-powiedział i zniknął tak jak przedtem mama.
Powoli znikałam i ja ale nie szłam w stronę światła jak reszta tylko na dół do swojego ciała...
-Obudziła się!-usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
Ktoś świecił mi latarką po oczach,pewnie był to lekarz...miałam dziwne wrażenie że coś się stało ale nie wiedziałam co to może być...
_______________________________
Ta dam ! Jest rozdzialik :) Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Mogę wam zdradzić jedną rzecz...pojawi się jeden bohater płci męskiej który zawróci do góry nogami świat Annabel,nic więcej nie powiem :P I jest już w zakładce Bohaterowie,więc możecie go zobaczyć :)
Może być ? Pewnie bywało lepiej no ale :)
Aguś chciałaś rozdział więc proszę :)
Zapraszam tutaj : http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
-Co się dzieje?
-Chyba coś się z samolotem dzieje-powiedziała przerażona
Sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją,już nie myślałem o niczym innym tylko o tym że możemy się rozbić i wszyscy zginiemy. Usłyszeliśmy wszyscy z głośników "Prosimy o spokój,proszę założyć maski" Po tych słowach jeszcze bardziej ludzie zaczęli panikować...nagle znów lekkie wstrząśnięcie i przez okno widziałem że spadamy w dół.
-Kurwa !-zakląłem i głowę schowałem w ręce...nie chciałem na to patrzeć,jeśli mamy zginać to nie chce tego widzieć.
Nagle tylko wielki huk,wszystko odlatywało,odłamki,ludzie,widziałem wszystko jak przez mgłę...
*Annabel*
-Joseph?Co ty tutaj robisz?-spytałam widząc mojego chłopakaJeszcze nie wróciłam do żywych,ale próbowałam jak najszybciej,jednak gdy zobaczyłam tu Josepha nie wiedziałam czy to sprawka Marka czy kogoś innego z jego paczki "przyjaciół"
-Ja?A ty?-spytał roztrzęsiony
-Ja jestem tutaj już dość...hmm chyba długo chociaż nie wiem ile czasu dokładnie minęło,jesteśmy między światem żywych a umarłych-powiedziałam patrząc na niego
-Czyli ja umarłem?-spytał
-Nie wiem,bardzo możliwe-powiedziałam smutno
-Ja zostawiłem Cię,nie chciałem z tobą już być i leciałem samolotem,był wypadek samolotowy-powiedział patrząc na mnie
-Czyli to że mnie kochasz było kłamstwem?!-krzyknęłam
-Nie,tylko po prostu nie radziłem sobie z ta sytuacją,mam nadzieje że ty przeżyjesz...a ja no widzisz jestem egoista i nawet nie płacz po mnie-powiedział i zniknął tak jak przedtem mama.
Powoli znikałam i ja ale nie szłam w stronę światła jak reszta tylko na dół do swojego ciała...
-Obudziła się!-usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
Ktoś świecił mi latarką po oczach,pewnie był to lekarz...miałam dziwne wrażenie że coś się stało ale nie wiedziałam co to może być...
_______________________________
Ta dam ! Jest rozdzialik :) Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Mogę wam zdradzić jedną rzecz...pojawi się jeden bohater płci męskiej który zawróci do góry nogami świat Annabel,nic więcej nie powiem :P I jest już w zakładce Bohaterowie,więc możecie go zobaczyć :)
Może być ? Pewnie bywało lepiej no ale :)
Aguś chciałaś rozdział więc proszę :)
Zapraszam tutaj : http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
O matko! Faktycznie masakryczny zwrot akcji! Ale czemu uśmierciłaś Josepha :( Kurcze, on był egoista, ale szkoda mi go. A Annabell dobrze , że wrocila do swiata zywych,mam nadzieje ze Evelina urodzi zdrowe dziecko i te stresy zle na nie nie wplyną :P
OdpowiedzUsuńSzczupak :* ( pisz szybko nexta :D )
O ku*wa xD Ale się nakręciłam przez tą śmierć Josepha ;/ Szkoda tylko, że zmieniłaś wygląd bloga, tamten szablon był cudny :) Ale tym też nie pogardzę :D Czekam nn ^^
OdpowiedzUsuńŚwietny blog, super mpiszesz
OdpowiedzUsuńzapraszam na moją szabloniarnię
http://time-for-uss.blogspot.com/
Omg omg cudo ;d bardzo lubie twojego bloga :*
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie www.niebieskookiecudo.blogspot.comi www.very-crazy-duo.blogspot.com
Łoo jacie! Boski wygląd boski rozdział :*
OdpowiedzUsuńświetne, wciąga jak nie wiem :D
czekam na next xd