niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 9


*Joseph*
Po treningu byłem bardzo zmęczony,ale mimo to jechałem do mojej ukochanej,ponieważ jej obiecałem że szybko wrócę.Byłem pewny że jest już w łóżku i smacznie sobie śpi,chciałem być już przy niej i się do niej przytulać.Wstąpiłem jeszcze do sklepu by kupić sobie coś by nie zasnąć przed kierownicą. Zobaczyłem starego znajomego
-Siemasz stary ,jak ja Cię dawno widziadłem-powiedział poklepując mnie po ramieniu
-A no siema,co tam słychać?-spytałem
-A no dobrze,chodź usiądziemy ,pogadamy-powiedział kierując się do stolika 
-Śpieszę się do dziewczyny,ale chwile mogę jeszcze posiedzieć-powiedziałem
Ostatni raz Mikołaja widziałem gdy mieliśmy po 15 lat,jeszcze wtedy się kumplowaliśmy bardzo dobrze.Gdy wyjechał nie utrzymywaliśmy kontaktu,to dzięki niemu pokochałem taniec.
*Eveline*

Byłam szczęśliwa że jestem w ciąży,nie wiedziałam tylko jak poradzi sobie z  tym Liam że to nie jest jego dziecko.Miałam nadzieje że pokocha je jako swoje i nie będzie wypominał że nie jest prawdziwym mężczyzną bo nie może mi dać dziecka.Nie było Annabel więc przez weekend mogłam się nacieszyć Liamem i z nim o tym porozmawiać
-Kocham Cię Liam-powiedziałam głaskając go po głowie
-Ja Ciebie też słoneczko-powiedział i pocałował mnie czule
-Mam nadzieję że pokochasz je jako swoje a nie jako kogoś innego-powiedziałam patrząc sie na swojego chłopaka
-Oczywiście że tak,mój przyjaciel ma Annabel i nie zrobiłby mi tego że chciałby być ojcem-powiedział Liam
-Cieszę się-powiedziałam i połozyłam się obok Liama
Byłam szczęśliwa że mam Liama i nikt nie zakłóci mojego szczęścia,jednak czułam że coś jest nie tak,nie z Liamem a z moja przyjaciółką. Miałam nadzieje że to tylko głupie przeczucia,ale wolałam się upewnić że nic jej nie jest i zadzwoniłam do niej.Jej telefon nie odpowiadał,przestraszyłam się dlatego szybko zadzwoniłam do Josepha.
-Hej Joseph jest z tobą Annabel?-spytałam
-Ona jest w domku,a ja właśnie jadę już bo byłem na próbie-powiedział 
-Bo dzwoniłam do niej dwa razy i jej telefon nie odpowiada,mam złe przeczucia-powiedziałam
-Nie martw się,już jestem niedaleko i dam ci znac jak by coś się stało-powiedział i się rozłączył
Chciałabym żeby wszystko było dobrze i nic jej nie było,żeby ten Marek w końcu się od niej odpierdolił.On jest szaleńcem i powinien trafić do psychiatryka. Cały czas chodziłam w kółko,nie mogłam się uspokoić bo cały czas miałam myśl że jej się coś złego dzieje.
Byłam tylko jej przyjaciółką a przeczuwałam jak matka albo siostra...
*Obserwator*
Zakapturzona postać polała dom benzyną i podpaliła zapałkami. Dom był drewniany więc szybko się zaczął palić. Słyszał krzyki dziewczyny więc wiedział że już ogień ją dopadł.
Mężczyzna podchodzący pod dom zobaczył świecące się światła ,które prowadziły od szosy,przestraszył się i biegiem schował się za drzewo.

                                                                         *Annabel*
Usnęłam szybko,ale przebudziłam się i zobaczyłam że już jest godzina 23.40 a Josepha jeszcze nie ma.Nagle poczułam zapach dymu ,więc szybko ruszyłam na dół by sprawdzić co się dzieje,moim oczom ukazały się płomienie które zżerały już prawie cały dół i dostawały się już na górę.byłam
przerażona,nie wiedziałam co mam robić.Chciałam zadzwonić do Josepha ale płomienie już mnie doganiały.Zaczęłam krzyczeć,płakać i błagać o pomoc,miałam nadzieje że ktoś mnie usłyszy...Na marne...strasznie bolało a ja pod wpływem wielkiego dymu zemdlałam...
*Joseph*
Zobaczyłem płomienie z domu w którym była Annabel,więc szybko wybiegłem z samochodu.Nie wiedziałem co mam robić,straz tak szybko tutaj nie przyjedzie,ale zadzwoniłem 
-Dobry wieczór chciałem zgłosić że podpalił ktoś domek w którym jest moja dziewczyna
-Dobry wieczór,jak się pan nazywa?
-Joseph Croven,tylko prosze szybko. Za Londynem jest to ul.Lipowa 123-powiedziałem
-Dobrze,już karetka i straż zostały wysłane-powiedział mężczyzna a ja się rozłączyłem
Szybko pobiegłem do domu,wiedziałem ze powinienem na straż zaczekać by oni mogli wyciągnąć Annabell ale bałem się że jak dojadą to nie będą już mieli kogo ratować...kopnąłem drzwi które od razu się rozleciały i ruszyłem przeskakując przez płomienie,bałem się że nie dostanę się na górę bo płomienie już całe schody spaliły.Powoli stąpałem po jednym stopniu,płomień parzył mnie ale nie zwracałem na to uwagi,chciałem ją uratować nie zważając na to co się może stać mi.Gdy jakoś doszedłem na górę zobaczyłem ze schody powoli się rozwalają,więc szybko pobiegłem do pokoju gdzie powinna być Annabel,nie chciałem się usmażyć a było strasznie gorąco,nie dało się oddychać,ledwo oddech łapałem.Zobaczyłem Annabel leżącą na podłodze w ogniu,była cała poparzona...miałem nadzieje że nic jej nie jest,wziąłem ją na ręce i biegiem nie patrząc co się dzieje uciekałem razem z nią z tego domu.Nie było łatwo,zwłaszcza że schody odlatywały jak tylko stąpałem po nich...usłyszałem wycie straży ,która szybko weszła do domu.
-Prosze mi ją dać-powiedział strażak a ja posłusznie dałem ją a sam upadłem na kolana
-Dobrze że pan po nią poszedł,jak by nie pan nie wiadomo czy by się nie spaliła,a teraz proszę wstać i iść za mną -powiedział i poprowadził mnie do karetki
Strażacy domu nie uratowali,gasili go z dwie godziny,został po nim tylko popiół...
Pojechałem z Annabell do szpitala,mi opatrzyli rany,miałem niewielkie poparzenia na nogach i rękach,ale tym się nie martwiłem,z Annabell było o wiele gorzej...była cała poparzona,nawet twarz miała poparzoną,jej piękne włosy też... Zadzwoniłem do Eveline bo obiecałem jej że zadzwonie tylko gdy dojadę do Annabell.
Gdy byliśmy w szpitalu ja usiadłem na krześle a ja zabrali na blok operacyjny.
-Ev...miałaś rację-powiedziałem smutno
-Stało się jej coś?-spytała przerażona do telefonu
-Tak...-powiedziałem i się rozpłakałem jak małe dziecko
-Nie płacz,już do Ciebie z Liamem jedziemy-powiedziała i się rozłączyła
Siedziałem w tej samej pozycji ,oczy zakryłem w dłoniach i płakałem...Nie wierze że płakałem,to nie w moim stylu...
-To moja wina...gdybym nie pojechał to by do tego nie doszło-powiedziałem gdy zobaczyłem Liama i Eveline
-Nie mogłeś wiedzieć że coś jej się stanie,że on ją znajdzie nawet tam-powiedziała Eveline obejmując mnie ramieniem
-A co dokładnie się stało?-spytał Liam patrząc na moje rany
-Podpalił dom!-krzyknąłem i walnąłem pięścią w krzesło
Już nikt się nie odezwał przez resztę czasu gdy Annabell była operowana,po dwóch godzinach wyszedł z sali lekarz więc szybko się podniosłem i podszedłem do niego
-Panie doktorze i co z nią?-spytałem 
-Jest w bardzo ciężkim stanie,powiem nawet że w krytycznym,ma dosłownie upieczone fragmenty ciała,ręce,brzuch oraz twarz,dokonaliśmy operacji wewnętrznej dłoni,operację szyi,na razie nie mogliśmy zrobić nic więcej bo rany są zbyt świeże,wprowadziliśmy ją w stan śpiączki farmakologicznej-powiedział lekarz a ja się załamałem
-Proszę być dobrej myśli-powiedział lekarz odchodząc
________________________-
Kolejny rozdział...ten nie podoba mi się tak bardzo jak poprzedni ;p

sobota, 29 marca 2014

Rozdział 8

Pamiętacie, kiedy byliście małymi dziećmi i wierzyliście w bajki, marzyliście o tym, jakie będzie wasze życie? Biała sukienka, książę z bajki, który zaniesie was do zamku na wzgórzu. Leżeliście w nocy w łóżku, zamykaliście oczy i całkowicie, niezaprzeczalnie w to wierzyliście. Święty Mikołaj, Zębowa Wróżka, książę z bajki - byli na wyciągnięcie ręki. Ostatecznie dorastacie. Pewnego dnia otwieracie oczy, a bajki znikają. Większość ludzi zamienia je na rzeczy i ludzi, którym mogą ufać, ale rzecz w tym, że trudno całkowicie zrezygnować z bajek, bo prawie każdy nadal chowa w sobie iskierkę nadziei, że któregoś dnia otworzy oczy i to wszystko stanie się prawdą...
Ja też tak miałam,ponieważ od samego początku wierzyłam że Marek jest tym jedynym,dlatego teraz nie mogę uwierzyć że stał się takim facetem który chce dla mnie jak najgorzej... Z zamyśleń wyrwał mnie głos Josepha :
-Już prawie jesteśmy-powiedział i położył rękę na moim kolanie
-Ty lepiej patrz na drogę-powiedziałam zabierając jego rękę
Wiedziałam o co mu chodzi ale na razie nie miałam zamiaru oddawać się fascynacji jego ciałem,jeszcze za świeża jest rana po tym jak Marek mnie zgwałcił.Wiem że Joseph to rozumie,ale jak każdy facet ma pociąg seksualny silniejszy niż kobieta...
Moim oczom ukazał się piękny drewniany domek,z dala od gwaru miasta,w zaciszu.Gdy się zatrzymaliśmy szybko wybiegłam z samochodu by bliżej się przyjrzeć. Na przeciwko drewnianego domku były góry a po prawej stronie jezioro,do którego bym wskoczyła jak by bym miała tylko strój kąpielowy. Nie mogłam uwierzyć że Joseph przywiózł mnie do tak cudownego miejsca.Nie odzywałam się do niego ,ale w końcu z moich ust padły trzy słowa:
-Tu jest pięknie
-Wiem,przez cały weekend ten domek jest nasz-powiedział i złapał mnie od tyłu tuląc się

-Nawet nie wiesz jak się ciesze że chociaż na chwilę mogę zapomnieć o tym wszystkim-powiedziałam biorąc go za rękę
Wziął mnie za rękę i poszliśmy na spacer podczas którego nie raz,nie dwa a dużo dużo więcej razy się przytulaliśmy,całowaliśmy.Nie bałam się że nie ma tu cywilizacji,ponieważ cieszyłam się że mogę spędzić weekend z chłopakiem którego kocham najmocniej na świecie i nic ani nikt nie mógł naszego spokoju zakłócić...chyba że byłby to Marek.Nagle mnie oświeciło i musiałam wyznać Josephowi że Marek był policjantem i nie będzie się tak łatwo go pozbyć.
-Joseph?
-Mhm-mruknął całując mnie w szyje tak że poczułam przyjemny dreszczyk na całym ciele
-Muszę Ci coś powiedzieć-powiedziałam przystając przy skałach
-Mam nadzieje że nie jesteś w ciąży z Markiem bo nie darowałbym mu tego-powiedział Joseph i miał już ręce złożone w pieści
-Nie,spokojnie-powiedziałam otwierając jego ręce
Jego ciało było dla mnie tak hipnotyzujące,że przy każdym jego dotyku czułam przyjemne ciepło bijące od wewnątrz.Czułam że to jest ten chłopak którego potrzebowałam,byłam zakochana i chciałabym żeby chwila tego uczucia nigdy nie wygasła.,jednak gdy zaczęłam mówić o tym kim jest Marek,a raczej kim był to czar miłej chwili zgasł.
-Jak to był policjantem?!
-No ale nie krzycz...chciałam ci powiedzieć,ale...
-Ale co?!-wybuchł i mocno mnie pociągnął za rękę i przyparł mnie do muru tak że nie mogłam się uwolnić. W tym momencie czułam się źle,nie chciałam żeby zrobił mi coś złego,bałam się go...co prawda nie aż tak jak Marka ale przez jego wybuch po prostu się przestraszyłam że może mi coś zrobić.
-No...bo wiedziałam że nie będziesz zadowolony...i się nie myliłam-powiedziałam i wybuchłam płaczem
Pobiegłam szybko w stronę domku i usiadłam na trawie opierając się o drewnianą  ścianę budynku,gdy zobaczyłam Josepha szybko otarłam łzy a głowę schowałam w kolanach. Joseph podszedł do mnie i kucnął na przeciwko mnie opierając swoje dłonie na moich kolanach.
-Przepraszam...nie chciałem,ale po prostu mnie tym zdenerwowałaś-powiedział głaszcząc moją głowę
Ja nie odzywałam się do niego,byłam obrażona chociaż wiedziałam że nie potrafiłabym długo się na niego gniewać.
-Tylko więcej tak nie rób-powiedziałam odzywajac się po 10 minutach ciszy
-Już myślałem że nigdy się do mnie nie odezwiesz-powiedział przytulając się do mnie
-Nie mogłabym-powiedziałam i położyłam głowę na jego ramieniu
-A wiesz za co go wywalili z policji?-spytał
-To chyba było coś poważnego...-chwilę się zastanawiałam ale po chwili przypomniało mi się co tak naprawdę zrobił więc powiedziałam mu to :
-Na służbie postrzelił niewinnego człowieka,został skazany na 3 lata więzienia,a jak wyszedł z więzienia to ukradł broń z policji i go wywalili i nie mógł już pracować jako policjant -skończyłam swoją wypowiedź
-Nie wiedziałaś o tym przed ślubem z nim?-spytał
-Dowiedziałam się o tym dopiero po tym jak nie pokazał się w kościele i dowiedziałam się wtedy również że ma żonę-powiedziałam
-To przykre-powiedział i podniósł się z trawy
-Chodź- powiedział i skierowaliśmy się do drzwi domu
Gdy tylko otworzył drzwi wpuścił mnie pierwszą jak prawdziwy dżentelmen ,zamknął za sobą drzwi na klucz i odwrócił mnie w jego stronę,bym mogła na niego spojrzeć
-Kocham Cię-powiedział i gdy próbowałam coś powiedzieć zamknął mi ust namiętnym pocałunkiem
Nigdy się tak wspaniale nie czułam przy żadnym facecie którego kochałam,na to wygląda że Joseph jest tym facetem z którym jestem szczęśliwa i chce spędzić z nim całe moje życie.Kochałam go i czułam się kochana,byłam przy nim bezpieczna...
***
-Naprawdę musisz jechać na ten trening?Mieliśmy spędzić razem ten weekend-powiedziałam smutno gdy dowiedziałam się że musi jechać na trening bo szef mu zmienił nagle grafik
-Chciałbym zostać,ale szef...obiecuję że od razu gdy skończy się trening do Ciebie przyjadę i spędzimy cudowną noc-powiedział całując mnie w usta.
-Trzymam Cię za słowo-powiedziałam i ścisnęłam jego pośladki, po czym powiedział do mnie "Ty zboczuszku "
Joseph pojechał a ja zostałam sama w tym pięknym domu,w kominku się paliło a ja poszłam do kuchni by zaparzyć sobie herbatę. Mój chłopak pomyślał o wszystkim i zapewne zaplanował sobie wcześniej wyjazd do tego domu,ponieważ lodówka była pewna,tak samo jak pułki z herbatami i innego typu rzeczami. Usiadłam wygodnie na fotelu z herbata i książka która wzięłam z domu i zaczęłam czytać pierwsze litery książki pt "Melody". Wzięłam ją dlatego,że lubiłam czytać książki i to bardzo,gdy mieszkałam jeszcze w Polsce miałam bardzo dużo książek,niektóre z nich wzięłam ze sobą a niektóre sobie kupiłam,i właśnie Melody jest nową książką zakupioną tutaj w Londynie.
Po godzinie czytania poczułam się zmęczona,dlatego poszłam na górę by wziąć z torby jakaś bluzkę i dolną bieliznę i skierowałam się do łazienki.Łazienka była bardzo ładna,miała granatowe kafelki,a ręczniki miały moje imię i Josepha...to było słodkie.Gdy tylko spojrzałam na imię Josepha pomyślałam o nim,chciałam żeby już tutaj był,chociaż wiedziałam że będzie dopiero za parę godzin.
Weszłam do kabiny i gdy poleciały pierwsze krople wody ,cały dzisiejszy dzień spłynął razem z nimi z mojego ciała,ciało namydliłam truskawkowym żelem,po czym opłukałam się.Wyszłam z kabiny i wzięłam do ręki ręcznik z moim imieniem,był bardzo mięciutki i gdy się nim wycierałam czułam się jak bym przytulała pluszowego misia.Ubrałam się w bluzkę i figi i poszłam do pokoju w którym miałam spać zapewne z chłopakiem. Usiadłam na skrawku łóżka i sięgnęłam po telefon,po czym położyłam się zakrywając się cieplutką kołderką. Miałam jedną wiadomość,byłam pewna że to od Josepha,jednak się myliłam.Treść mnie zszokowała,tym bardziej że numer był nieznany a ja byłam sama w domu.Bałam się strasznie...bałam się że to ktoś...Marek.Tylko on mi przyszedł w tym momencie do głowy.
"Widzę Cię.Zginiesz marnie suko,nawet twój kochaś ci nie pomoże bo go nie ma :)"
*Obserwator*
Dziewczyna wyglądała przez okno,na twarzy miała niepokój co wyraźnie ucieszyło mężczyznę chowającego się za drzewem na przeciwko okna,w którym paliło się światło.
Zaczął wiać wiatr,dziewczyna zgasiła światło a zakapturzony mężczyzna podchodził coraz bliżej domu trzymając nie tylko nóż ale również zapałki i benzynę.
______________________________________________________
Jak myslicie kim jest mężczyzna?czy to Marek?
Niepewność się przyda :P
Musze przyznac ze pierwszy raz podoba mi się to co napisałam :o
Dziękuje mojemu szczupaczkowi Adze :* Bez Ciebie nie dałabym rady pisać :)



poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 7

Siedziałem nad rzeką i rzucałem "kaczki" po wodzie.Zawsze byłem w tym mistrzem i pobijałem każdego kto chciał ze mną rywalizować.Myśl o tym że Annabell może być zarażona przez tego dupka Marka HIV'em mnie przerażała...myślałem o najgorszym,ale przecież i z ta chorobą jakoś ludzie żyją.Jednak chciałbym żeby jednak to nie była prawda.Robiło się już strasznie późno ,nie chciałem już po samochód lecieć 3 km więc poszedłem w stronę domu. Nagle zobaczyłem...Marka który drogę mi zagrodził
-Weź idź i się więcej nie pokazuj,mało krzywdy zrobiłeś?Za mało ci jeszcze?-spytałem trzymając ręce w kieszeni
Udawałem cwaniaczka,by sobie pomyślał ze wcale się go nie boję.
-Co już się mnie nie boisz?-spytał podchodząc bliżej mnie
-Nie zbliżaj się bo zadzwonię po policję
-A oni gówno mogą mi zrobić...i tak leciutko wyjdę ha ha ha-powiedział z szyderczym śmiechem
-Ty !Przez Ciebie Annabell ma podejrzenie Hiv!-krzyknąłem mu prosto w twarz
Nie mogłem już wytrzymać a nerwy po prostu dały się we znaki.
-Jeszcze raz dźgnąć Cię ?Ale tym razem nikt Cię nie uratuje-powiedział trzymajac w ręce nóż,ten sam co tamtego dnia
-Odejdź i się nie pokazuj-powiedziałem i ruszyłem przed siebie
-Jeszcze nie skończyłem tancerzyku-powiedział przytrzymując moją kurtkę
-Ale ja skończyłem-powiedziałem i odepchnąłem go
Już więcej nie szedł za mną,zrezygnował chociaż wiem że i tak nie raz jeszcze da o sobie znać...
*Annabell*
Nie mogłam spać...ta noc dłużyła się i dłużyła...chciałabym być pewna że nie zaraziłam się od niego tym wirusem...to by była najgorsza wiadomość w moim życiu.
Tej nocy również strasznie się źle czułam,ciągły ból brzucha,zawroty... Na szczęście zasnęłam po północy i spałam aż do rana. Rano przyszedł lekarz a ja gdy tylko go zobaczyłam od razu spytałam się o wyniki:
-I jak?Są już wyniki?-spytałam
-Tak są,prosze bardzo-powiedział i podał mi kartkę
Odetchnęłam z ulga bo wyniki były ujemne
-Nawet nie wie Pan jak bardzo się ciesze,to była najdłuższa noc w moim życiu-powiedziałam uśmiechając się
-Musimy zrobić Pani jeszcze kilka badań bo te zawroty głowy,wymioty i ból brzucha sa niepokojące-powiedział
-Ale nic mi nie będzie?-spytałam
-Bądź dobrej myśli-powiedział i wyszedł zostawiajac mnie w sali.
 Przez cały tydzień bardzo często mnie odwiedzali,najczęściej był u mnie oczywiście Joseph. Po tygodniu wyszłam ale lekarz kazał mi się oszczędzać,do tej pory nie mogę znieść tego że Marek mnie zgwałcił...nie poszłam z tym na policję bo się bałam że znów mi coś zrobi.Mimo że Joseph,Liam mnie ochraniają to ja i tak gdy tylko robi się ciemno boję się...boję się nawet sama wyjść z domu.Chciałabym normalnie żyć a nie w ciągłym strachu...
*2 miesiące później *
Dalej nie mogłam się skupić na tym co robię,nawet na swojej pracy...cały czas byłam rozkojarzona,podenerwowana...a to wszystko przez niego...
Joseph miał ostatnio napięty grafik z próbami,lekcjami tańca dla małych dzieci i dwa wyjazdy...przez  miesiąc się z nim widziałam zaledwie 4 razy.
-Annabell musisz się wybrać do psychologa,nie możesz całymi dniami siedzieć w domu-powiedziała któregoś dnia Eveline
-Ale ja po prostu się boję...-powiedziałam chowając głowę w kolanach
Przyjaciółka mnie przytuliła i podała herbatę którą zrobiła.
-Muszę ci coś powiedzieć...-zaczęła Eveline trzymając mnie za ręce
-Co takiego?-spytałam 
-Jestem w ciąży-powiedziała Eveline uśmiechając się
-To gratulację,Liam wie?-spytałam ciesząc się szczęściem mojej przyjaciółki
-Wie...ale to nie jego dziecko-powiedziała
-A kogo?Zdradziłaś go?!-spytałam z niedowierzaniem
-Nie zdradziłam...Liam po prostu nie może mieć dzieci...-powiedziała smutno Eveline
-Nie przejmuj się-powiedziałam i tym razem to ja ją przytuliłam
-Joseph był dawcą nasienia...-nie dokończyła bo jej przerwałam
-Jak to?! I ty to tak spokojnie mówisz?!-krzyknęłam i poderwałam się z kanapy
-Annabell nie gniewaj się...po prostu chciałam mieć dziecko-powiedziała Eveline i się rozpłakała
-Mogłaś mi powiedzieć...ech...muszę to sobie przemyśleć...wychodzę i nie wiem kiedy wrócę-powiedziałam i w pośpiechu założyłam swoje conversy i wyszłam
Sama nie wiem gdzie szłam,szłam dość długo i w końcu znalazłam się przy jakiejś rzece,usiadłam na trawie i rzucałam "kaczki"nigdy mi się to nie udawało a tym razem mi się to udało.
Nie mogłam w to uwierzyć co usłyszałam od własnej przyjaciółki...nie dość że jest w ciąży to jeszcze to zataiła przede mną...nawet Joseph nic nie pisnął...nie spodziewałam się tego po nich...
Pojedyncze łzy zaczęły mi spływać po policzkach...nie przejmowałam się tym że się zaraz cała rozmaże.
-Nie płacz kochaniutka-usłyszałam za sobą głos
Szybko się odwróviłam i zobaczyłam Marka.Szybko wstałam i zaczęłam się cofać
-Zostaw mnie w spokoju-powiedziałam cały czas cofając się
-Nie bój się nic ci nie zrobię-powiedział
-Jasne...już wolę się utopić niż ci uwierzyć w twoją niby to przemianę-powiedziałam
-Leczę się...mam HIV-powiedział podchodząc bliżej mnie
-Przez Ciebie też mogłam mieć!-krzyknęłam mu prosto w twarz
-Ja po prostu...brakuje mi Ciebie-powiedział dotykając mojego policzka
-I co mam ci współczuć może?Wolne żarty-powiedziałam i chciałam odejść ale mi podstawił nogę
-Nieźle dałaś się nabrać-powiedział trzymając mnie mocno za rękę
-Wiedziałam że to jakiś podstęp! Puść mnie ty skurwielu!-krzyknęłam
-I tak nikt Cię nie usłyszy-powiedział
-Zakład?! Pomocy! On chce mnie zabić!-krzyczałam
-Zamknij tą mordę albo ci język urwę-powiedział wyciągając nóż
Tym razem nie na żarty się przestraszyłam,ale gdy zobaczyłam nadjeżdżający samochód policyjny dość niedaleko zaczęłam głośniej krzyczeć. Chyba usłyszeli bo zaczęli biec szybciej...Marek uciekał ,policja go dogoniła a ja byłam wolna od niego.
-Jeszcze się z tobą policzę suko-sykną mi prosto w twarz gdy policja szła z nim do radiowozu
-Nie prędko mnie zobaczysz-powiedziałam
-Szybciej niż myślisz-powiedział i tyle go widziałam...
Postanowiłam wybaczyć im to że mi tego nie powiedzieli bo w końcu tylko ich mam...tylko oni są mi bardzo bliscy.
-Zabieram Cię na przejażdżkę-powiedział Joseph gdy zadzwonił do mnie
-A moze byś się tak przywitał?-powiedziałam
-Cześć kochanie-powiedział
-Ale gdzie mnie zabierasz?-spytałam ciekawa
-Jak bym ci powiedział nie byłoby niespodzianki,tylko zabierz kilka rzeczy bo będziemy tam więcej niż jeden dzień-powiedział i się rozłączył
Przez chwilę stałam jak słup soli ,ale już za chwilę zaczęłam biegać po całym mieszkaniu nie wiedząc co mam ze sobą zabrać.Więc zabrałam i ciepłe ubrania i nie,dwie pary butów itp.
-Więcej to tego zabrać nie mogłaś?Nie jedziemy tam na miesiąc tylko kilka dni-powiedział całując
mnie czule w usta
***
-Powiesz mi w końcu gdzie jedziemy?-pytałam po raz kolejny Josepha
-Czuje się jak Shrek gdy osioł go pytał "Daleko jeszcze?" -powiedział Joseph i się roześmialiśmy
Przez dalszą drogę się już nie odzywaliśmy.Cieszyłam się że pobędę sama z Josephem,nikt nam nie będzie przeszkadzał...i w końcu na pewno porozmawiamy o nas.

____________-
Nie mogłam wam wszystkiego podać na tacy ,byłoby za fajnie ;P
Nie martwcie się ...Marek nie raz jeszcze wróci i poprzewraca bohaterom życie do góry nogami :) Ten typ nie da o sobie zapomnieć :P
Zapraszam do mojej Agusi :bohaterowiemoiajah.blog.onet.p
Dzięki niej pisze rozdziały bo ona mnie motywuje do pisania :)
Meczy mnie pytaniem "Kiedy rozdział?" "Kiedy napiszesz?" Haha kocham Cię za to :D

sobota, 22 marca 2014

Rozdział 6

Na drugi dzień postanowiłem zrobić wszystko by ją odnaleźć,ten Marek nie ma prawa zrobić jej krzywdy bo jemu tego nie daruję. Wstałem dość wcześnie ,wziąłem prysznic,ubrałem się i zrobiłem sobie śniadanie. Po śniadaniu wyszedłem z domu i skierowałem się do samochodu.Jeszcze nie wiem gdzie pojadę ale postanowiłem że pojadę gdzieś w stronę lasu oddalonego o 5km od miasta,być może że tam znajdę jakiś trop chociaż sam nie wiem dlaczego akurat tam.
Jechałem dość wolno żeby zobaczyć każdy zakątek tego miasta,a w późniejszych km las.
Nikt nie wiedział ze pojechałem na poszukiwania ,więc po godzinie 10 dostałem kilka sms'ów o treści "Joseph gdzie jesteś?"  "Kiedy wrócisz ?" ale jak nie odpisywałem to zaczęli wydzwaniać do mnie.Akurat muszą teraz?
-Hej gdzie jesteś?-odebrałem od Liam'a
-Na wycieczce-ironizowałem
-Nie musisz być na mnie zły,nic ci nie zrobiłem-powiedział obrażony Liam
-Dobra daj spokój,wiesz ze szukam Annabell- powiedziałem patrząc się na drogę
-Dzwoniła policja i powiedzieli że mają trop tego telefonu i dzwonił w okolicach tego lasu-powiedział Liam
-Akurat jadę przez ten las -powiedziałem
-To szukaj,i jak cos będziesz miał to daj znac-powiedział Liam
-Ok to na razie-powiedziałem i wsadziłem telefon do kieszeni
*Annabell*
Obudziłam się,nie wiem niestety która była godzina bo nie miałam ani telefonu ani zegarka.
Zobaczyłam że schodzi do mnie "Gruby" ,więc podniosłam się z cieniutkiego materacu do pozycji siedzącej.
-Masz jedzenie-powiedział i podał mi kubek z łyżką
W kubku była jakaś zupa z kluskami,byłam głodna więc szybko wszystko zjadłam i oddałam mu kubek
-Będe mogła wyjsć na dwór?-spytałam
-Chyba Cię popierdoliło dziewczynko-powiedział,pogłaskał mnie po głowie i odszedł
Sama nie wiem co mam o tym myśleć,czuje się jak jakaś rzecz,którą można się bawić i robić co się chce.
Byłam cała zmarznięta,miałam sine ręce,gęsią skórkę...
Tęskniłam za moją przyjaciółką,Josephem i nawet za Stellą,postanowiłam działać...miałam pewien plan ale nie wiedziałam czy mi się to uda.
-Mogę do łazienki za potrzebą?!-krzyknęłam dość głośno na ile pozwalał mi mój ból gardła
-A po co?-wyjrzał ten drugi
-No a po co się idzie do łazienki?Mam w spodnie się załatwić?-spytałam
-Przecież nic się nie stanie jak do łazienki pójdzie-powiedział "Gruby"i zaprowadził mnie do łazienki
Przed łazienką zatrzymał mnie i powiedział co mnie bardzo zdziwiło
-Masz tu sa klucze od okna,i uciekaj ile sił w nogach a ja spróbuje ich zatrzymac-powiedział wręczając mi mały kluczych z ledwo widocznymi ząbkami
-Dzięki,ale oni Ci coś zrobią za to-powiedziałam patrząc na niego
-O mnie się nie martw a teraz otwieraj u ciekaj-powiedział i zamknął za mną drzwi od łazienki by nie było żadnego podejrzenia.
Stanęłam na kibelku i wzięłam klucz i zaczęłam go przekręcać,było ciężko otworzyć ale jakoś dałam radę.Szybko podciągnęłam się i wyszłam na zewnątrz. W końcu! Ale zorientowałam się że muszę szybko biec bo już słyszałam krzyki które zostawiłam w budynku. Zaczęłam szybko biec,mimo że byłam na boso nie zważałam na kamyki,straszne błoto czy pokrzywy tylko biegłam przed siebie.Miałam nadzieje że kogoś spotkam i mi pomoże stąd uciec,jednak nie było to takie łatwe ,ponieważ wszędzie dookoła mnie był las.Nie wiedziałam gdzie mam biec i czy aby już tędy nie biegłam.Złapała mnie zadyszka,a że miałam astmę musiałam przystanąć i odpocząć.
Po kilku minutach musiałam dalej biec bo wiedziałam ze prędzej czy później mnie dogonią,jednak nagle nadepnęłam na coś ostrego,z mojej stopy płynęła krew...Nie!Nie mogę się zatrzymać! myślałam i dalej biegłam.Zobaczyłam jakiś widok,nie było już lasu...i kogoś kto tam stał,bałam się ze może być to Marek ale musiałam zaryzykować. Gdy się zbliżałam poznałam znajomą sylwetkę,te włosy,to ubranie...Joseph,to Joseph
-Joseph!-krzyknęłam biegnąc w jego stronę
Zobaczyłam że się odwraca i szybko rzuciłam mu się na szyję, widziałam że się uśmiecha
-Myślałem że już nigdy Cię nie zobaczę-powiedział odgarniając moje włosy z oczu
-Ja tak samo...ale nie mamy czasu musimy uciekać-powiedziałam a on wziął mnie za rękę i szybko biegliśmy w stronę szosy.
Biegłam szybko razem z nim...parę razy się wywróciłam ale on pomógł mi wstać.Nic nie mówiliśmy tylko biegliśmy i biegliśmy i biegliśmy...
-To mój samochód chodź szybko-pociagnął mnie a ja się wywróciłam
-Już nie dam rady-powiedziałam przerywając co jedno słowo a Joseph wziął mnie na ręce i pobiegł do samochodu. Otworzył drzwi i posadził mnie na tylnym siedzeniu...usnęłam.
*Joseph*
Tak jak obiecałem zadzwoniłem do moich przyjaciół i powiedziałem o świetnej wiadomości
-To to mamy z głowy,trzeba teraz Marka wsadzić do paki-powiedziała Eveline 
-Ale to nie będzie łatwe-dodał po chwili Liam
-Dobra ja kończę i zwijam się z tego miejsca bo zaraz mogą nas zobaczyć-powiedziałem, włożyłem telefon do kieszeni i wsiadłem do samochodu.
Annabell spała tak słodko że nie miałem serca jej budzić,przykryłem ją kocem który był w bagażniku i ruszyliśmy w stronę miasta.
Mimo że wiek w miłości nie ma znaczenia,to trzeba do niej dorosnąć,ja już chyba dorosłem...najwyższy czas.
Spała tak słodko że mógłbym patrzeć na nią cały czas,nawet taka zmarnowana,brudna wygląda przepięknie.Nie znamy się za długo ale muszę się odważyć powiedzieć jej co do niej czuję.
W stronę powrotną jechałem bardzo szybko,dziwiłem się że nie ma żadnej policji ani kontroli drogowej,w sumie to dobrze bo bym miał niezły mandat.
Kiedy już byliśmy na miejscu,w moim domu (bo tu byli wszyscy) wziąłem na ręce śpiącą Annabell i wniosłem do domu. Wszyscy spojrzeli na nas bez słowa,zaniosłem ją do mojego pokoju,przykryłem kołdrą i zamknąłem drzwi,a sam poszedłem do salonu gdzie siedziała Eveline,Stella i Liam i czekali aż wszystko im opowiem. W końcu usiadłem i za jedym tchem wszystko im powiedziałem od momentu biegania po całym lasie ,momentu kiedy się na mnie rzuciła i oczywiście jak zasnęła w samochodzie i śpi aż do teraz.
-Musiała być bardzo wykończona-powiedziała Stella patrząc na zegarek
-No tak.Śpi już dobre 3 godziny-powiedział Liam
-A może jej coś się stało?-spytała Eveline
-Nie trzeba od razu wpadać w panikę-powiedziałem pocieszajac Eveline
-Jak myslicie,trzeba powiedziec to policji?-spytała Eveline
-Myślę że tak-powiedziała Stella i podała Eveline telefon
Eveline zadzwoniła na policję i powiedziała że znaleźliśmy Eveline,że uciekła Markowi i nie wiemy gdzie on jest.
Gdy przechodziłem obok mojego pokoju usłyszałem coś ,więc postanowiłem wejść do pokoju.Zobaczyłem że Annabell wstaje ale nie może wstać,była strasznie blada...jak ściana,gorzej niż jak była chora.
-Spokojnie,pomogę Ci-powiedziałem biorąc jej rękę
-Dziękuję-powiedziała i się usmoechnęła
Widziałem w jej oczach smutek,strach i coś jeszcze czego nie mogłem rozgryźć,ale dowiedziałem się i zwaliło mnie to z nóg
-Marek mnie zgwałcił-powiedziała i upadła na podłogę a ja próbowałem ją ocucić ale nic nie dawało
Byłem w szoku,nie wiedziałem co mam o tym mysleć,ale jedyne co teraz mogłem zrobić to zadzwonić po karetkę
-Hej dzwońcie po karetkę bo zemdlała!-krzyknąłem
***
Leżała nieprzytomna a ja siedziałem przy niej czuwając cały czas.
-Proszę iść do domu,jest już późno-powiedziała  młoda pielęgniarka
-Zostanę przy niej-powiedziałem trzymając ją za jej delikatną dłoń
-Wszyscy Pana znajomi już się rozeszli do domów-powiedziała wchodząc do sali
-Wiem,zdrzemnę się tutaj-powiedziałem
-No jak Pan chce,ale proszę wołać jeśli coś będzie Pana niepokoiło-powiedziała i wyszła
Siedziałem przy niej całą noc,lecz zmęczenie wzięło górę i zasnałem nad ranem.Obudził mnie szmer obok siebie,przetarłem oczy,wyprostowałem się.Bolały mnie plecy,ale to pewnie dlatego że spałem w bardzo niewygodnej pozycji.
-Obudziłam Pana?-powiedziała pielęgniarka zmieniająca kroplówkę Annabell
-Nie,i tak już miałem się budzic-skłamałem
-No dobrze...za chwilę przyjdzie Pan doktor żeby zbadać pacjentkę-powiedziała i zostawiła mnie znów samego z Annabell
-Nie wiem czy mnie słyszysz,ale bardzo mi się spodobałas od kad Cię ujrzałem...Nie bardzo wiem jak ubrać w słowa to co do Ciebie czuję...no dobra walnę prosto z mostu...Kocham Cię i chciałbym żebyś czuła do mnie to samo-powiedziałem mocniej ściskając jej dłoń.Nagle poczułem ucisk na dłoni,spojrzałem na Annabell,otwierała oczy.
-Też Cię kocham-powiedziała ledwo dosłyszalnym głosem
W tym momencie moje serce zaczęło bić coraz mocniej,po prostu przytuliłem się do niej i pocałowałem.Czułem że to ta dziewczyna...czułem że mogę jej powierzyć swoją połówkę serca,niestety wszedł lekarz i musiałem na chwilę wyjść z sali.
 Po paru minutach wyszedł z sali i skierował się w moją stronę.
-Jesteś jej chłopakiem?-spytał poważnie
-T..Tak...chyba tak-powiedziałem bo sam do końca jeszcze nie wiedziałem
-Musimy poważnie porozmawiać-powiedział i zaprowadził mnie do swojego gabinetu
Wskazał fotel na przeciwko siebie,a ja grzecznie usiadłem.Nie wiedziałem co się dzieje ale wiedziałem że nie jest to raczej dobra wiadomość.
-Czy ona oststnio przezywała trudny okres?-spytał lekarz
-Tak...została porwana przez byłego narzeczonego-powiedziałem nie patrząc na mężczyznę
-Rozumiem...a mówiła Ci cos niepokojącego?-spytał dociekliwie
-Gdy tylko się obudziła powiedziała że została zgwałcona przez tego byłego narzeczonego-powiedziałem a pojedyncza łza zaczęła spływać po moim policzku.Szybko ją otarłem bo faceci nie powinni płakać,powinni być silni ale w tej sytuacji po prostu nie potrafię.
-Mamy podejrzenie wirusa HIV u pańskiej dziewczyny-powiedział a mnie dosłownie zamurowało
-A..ale jak to?-spytałem a moje oczy zrobiły się tak wielkie jak spodki
-Przykro mi że musze to Panu mówić-powiedział lekarz i wstał
-Ale to nie możliwe-powiedziałem i zakryłem twarz rękoma
-Nie jest to pewne,musimy zrobić badania,proszę się nie zamartwiać na zaś,bądźmy dobrej myśli.Powiem wszystko jak tylko będę miał wyniki-powiedział i poklepał mnie po ramieniu
Wyszedłem z gabinetu. Nie wiedziałem co mam myśleć...najpierw myślałem że mam ukochaną osobę i nic nie może już tego zniszczyć...a teraz?Szybko wybiegłem ze szpitala i pobiegłem jak najdalej...chciałem to wszystko sobie przemyśleć,pookładać.
____________
Tylko prosze nie bijcie za to gówno co napisałam ,miało być inaczej ale po prostu jakoś tak wyszło niestety.
Zapraszam na bloga mojej ukochanej przyjaciółki http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
Pojawiła się nowa zakładka "Filmik do opowiadania" może i ten film nie jest zbyt dobry bo nie jestem dobra w tym ale mam nadzieje że może być :P na moim drugim blogu http://niepelnosprawna-dziewczyna.blogspot.com/  tez jest taka zakładka,myślę że tam film mi wyszedł trochę lepiej.
Do następnego :)

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 5

Nie mogłam sie pozbyc myśli że to było zaplanowane i nie jest w tym sam a są jeszcze z nim jego "ludzie".Mimo że próbowałam jakoś uciec to nie mogłam się nawet poruszyć ,gdyż miał tak silny uścisk że nie wiedziałam czy aby mi czegoś nie połamał.Nawet nie spytał się czy wszystko w porządku po upadku...wczoraj leżałam z gorączka a dziś...Miałam tylko nadzieje że nic się nie stało Josephowi bo zrobiłabym wszystko by ten gnojek Marek wtedy zginął. Moje myśli przerwał dźwięk nadjeżdżającego czarnego samochodu <klik>.Po chwili wysiedli jacyś dwaj kumple Marka i zaczęli się witać.
-To ta mała a o której nam opowiadałeś?-spytał jeden
-Tak to ona,wrzućcie ją tam na tył samochodu do reszty-powiedział i zostałam wrzucona przez drugiego samochodu.
Gdy pozbierałam się i normalnie usiadłam zobaczyłam że nie jestem sama w samochodzie,ze mną w samochodzie byli tato z mamą.Nie wiem jakim cudem się tutaj dostali skoro powinni być w Polsce ale nie powinno mnie to dziwić przez to co zobaczyłam dzisiaj...
-Mamo,tato?-spytałam przerażona nie dlatego że tu są a dlatego że byli cali posiniaczeni na twarzy i mieli rozdarte ubrania
-Przepraszamy...-powiedziała mama przytulając się do mnie
-Ale jak to się stało?-spytałam a mama zaczęła mi opowiadać że jakiś tydzień temu Marek się pojawił razem ze swoimi kumplami i zaczęli mnie szukać.
-Uwierz kochanie nie chcieliśmy mu powiedzieć gdzie jesteś-w końcu odezwał się tato
-Wiedzieliście że on taki jest?-spytałam poprawiajac ramiączko od bluzki bo byłam w pidżamie
-Podejrzewałem że ma za sobą kryminalną przeszłośc ale dopiero wtedy jak przyjechał po Ciebie zobaczyliśmy jaki naprawdę jest
-Cisza tam !-wyjrzał przez rozsuwane okno pomiędzy tylnymi siedzeniami a przodem łysy koleś
-Jeszcze raz usłyszę gadanie to kula w łeb!-krzyknął drugi wymierzając pistolet w moją stronę
*Eveline*
-Nic ci nie jest?-spytałam Joshepa
-Może być,bardziej się martwię tym że Annabel zabrał ten typ-powiedział trzymając się za brzuch
Szybko pobiegłam po apteczkę która była w szafce w kuchni i próbowałam jakoś zatamowac krew jaka leciała z brzucha ale nawet moja pierwsza pomoc która uczyłam się w szkole niezbyt się tutaj przydała.Na szczeście za kilka minut pojawiła się pomoc i policja.
Opowiedziałam wszystko co się stało od kąd pojawił się Marek,podałam jego rysopis  a Josepha zabrali karetką do szpitala.Zadzwoniłam do Liama by wszystko mu powiedziec bo z tych nerwów i emocji zapomniałam mu o wszystkim opowiedzieć.
-Dlaczego wcześniej nie zadzwoniłaś?Pomógłbym wam-powiedział lekko zły Liam
-Przepraszam ale tyle się działo że nie miałam jak-powiedziałam i się do niego przytuliłam
-Cii-powiedział i pogłaskał mnie po głowie

*Tydzień później*
Nienawidziłam tej niepewności,nie wiedziałam czy moja przyjaciółka żyje ,gdzie jest.Policja miała dac znać gdy tylko się czegoś dowiedzą a ja nic nie wiem mimo że miną już tydzień. Na szczęscie z Josephem juz jest w porządku i jutro go wypisują ze szpitala.Nagle zadzwonił mój telefon a ja szybko poderwałam się z fotela i rzuciłam na telefon,nieznzny numer...wahałam się czy odebrac ale jednak odebrałam
-Twoja przyjaciółeczka żyje...jeszcze
-Marek oddaj ją!-krzyknęłam
-Nie ma takiej opcji...musi zapłacić za to że uciekła ode mnie-powiedział i się rozłączył
Facet miał pecha że zadzwonił z numeru a nie z zastrzezonego,chyba nie myślał że zostawie to tak...
Czym prędzej pojechałam na komendę i powiedziałam o tym co się zdażyło kilka minut temu
-Ma pani ten numer?-spytał funkcjonariusz
-Oczywiście-powiedziałam i podałam mu telefon z widniejącym numerem
-Sprawdzimy ten numer,miejmy nadzieje że uda nam się namierzyć ten numer-powiedział i zawołał swojego kolegę by podac mu ten numer do sprawdzenia
-Dobrze,odezwiemy się jak będziemy wiedzieć coś-powiedział
-Czekam już tydzień a panowie nic nie wiedzą-powiedziałam zła
-Przykro nam,nie jest tak łatwo go złapać...ma wspólników którzy znają się na rzeczy-powiedział a ja tylko westchnęłam i wyszłam z komendy.

*Annabel*
Od tygodnia przebywałam w jakiejś piwnicy,było mi strasznie zimno,byłam głodna i źle się czułam.Marek gdy tylko był tutaj rzucił mi kawałek chleba i sobie poszedł.Czuje się jak jakiś pies który jest trzymany na uwięzi.Rodziców nie widziałam od momentu gdy wysadził ich na jakimś opuszczonym polu.
-Kurwa mać! Co ty chcesz ode mnie sukinsynu!!-wrzeszczałam i miałam nadzieję że usłyszy,że jest gdzieś na górze w swoim ciepłym pokoiku.
-Zamknij się szmato bo ci łeb rozwalę-odezwał się jeden z jego kumpli
-Możemy się pobzykac jak ci się nudzi-powiedział drugi
-Nie waż się nawet pokazywac tego czegoś -powiedziałam i odwróciłam się w drugą stronę
Miałam tego serdecznie dośc,chciałabym być w domu razem z przyjaciółką,Josephem.Dlaczego mnie to spotyka?Co ja takiego zrobiłam?Nie zasłużyłam na takie traktowanie.
 Marek chwilę po tym co powiedzieli jego kumple przyszedł,zamknął za sobą drzwi. Bałam się cholernie tego co zaraz zrobi a nie miałam gdzie uciec. Uderzył mnie z pieści w brzuch a ja się skuliłam z bólu.Ból był tak przerażający ,gorszy niż ból przy okresie...
-Nigdy tak się więcej nie waż do mnie odzywać bo nie ręczę za siebie-powiedział przez zaciśnięte zęby i szarpnął mnie za włosy tak bym spojrzała na jego twarz.Nie mogłam na niego patrzeć i splunęłam mu prosto w twarz.Otarł rękawem moją ślinę i puścił mnie. Lecz to co robił teraz przerażało mnie...ściagał spodnie
-Nie prosze,błagam nie rób tego-powiedziałam panicznie się bojąc i uciekłam szybko w najbliższy kąt.
-I tak kotku Cię tutaj nikt nie usłyszy poza tymi dwoma-powiedział i szarpnął mnie.
Zaczełam płakać a on zsunął ze mnie spodnie i majtki i po prostu zwyczajnie mnie pieprzył...krzyczałam płakałam ile sił,mimo że to na marne...po wszystkim po prostu mnie zostawił i wyszedł. Zgwałcił mnie...boże...a ja miałam z nim wiązać przyszłośc...leżałam tak bez żadnych oznak zyciowych i płakałam..
.***
Pozwolili mi się umyc...przynajmniej to...
Namydliłam się żelem jaki stał pod prysznicem,miał bardzo ładny zapach którego nie mogłam
zidentyfikowac.Kolejna fala gorącej wody spływała po moim ciele,zmywała ze mnie tą paskudną rzecz która zrobił mi Marek,rozkoszowałam się przez chwilę ciepłem wody którego mi brakowało przez tydzień zamknięcia w zimnej piwnicy.
Wyszłam przez drzwi prysznica na zimne płytki,krople wody spływały na podłogę,wytarłam delikatnie ciało miękkim ręcznikiem i ubrałam się w ubrania zostawione przez Marka.Owszem były za duże ale przynajmniej będzie mi w nich cieplej niż w pidżamie jaką miałam na sobie dotąd.
Pociagnęłam skrawek koszuliki by zobaczyć mój obolały brzuch,krzyknełam z przerażenia,ponieważ siniak był tak duży że tego się nie spodziewałam.Pokrywał obszar od lewego biodra aż po pępek. Nie chciałam już na to patrzeć,nie chciałam by ktokolwiek na to patzrył...nie dośc że nienawidziłam swojego ciała za to co mi zrobił to jeszcze "uroku" dodawał mi olbrzymi siniak który sprawiał że nienawidziłam swojego ciała jeszcze bardziej.

*Joseph*

Czuję że coś jest nie tak,że coś sie dzieje z Annabell,musze jej pomóc mimo że nie wiem jak.
-Słuchajcie musimy pomóc Annabell bo policja sobie nadzwyczajnie nie radzi-powiedziałem do moich przyjaciół
Widziałem jak Liam pociesza Eveline ,niestety nie było to dla nikogo z nas łatwe ale musimy coś z tym zrobic bo inaczej zwariuje tutaj.
-Ale co chcesz zrobić?-spytała Stella
-Nie wiem ale musimy ją odnaleźć...ja czuje że on coś jej zrobił,mam nadzieje że to nie jest nic złego bo nie daruje mu tego-powiedziałem i stuknałem pieścią w stół
-Nie martw się,znajdziemy ją jakoś-pocieszała mnie Eveline
Ruszyliśmy na poszukiwania,rozwiesiliśmy zdjęcia Annaball z informacją że porwał ją Marek,pytalismy ludzi,jeździliśmy po okolicy ale to nic nie dało...ale ja tak łatwo sie nie poddaję.


Wybaczcie za tak długa nieobecność,nie jest to z mojej całkowitej winy.
Po pierwsze mam cały czas problemy z komputerem i siedze na laptopie brata,miałam dać wczesniej rozdział ale nie pozwalał mi na to brak internetu...
Po drugie mam w maju maturę i dlatego nie mam zbytnio czasu na pisanie i odwiedzanie waszych blogów,ale tylko gdy mam czas to czytam wasze wpisy(nie zawsze komentuje,wybaczcie)
Zapraszam równiez na mojego drugiego bloga z opowiadaniem,mam nadzieje że wam się spodoba.Narazie jest tylko prolog ale w najblizszym czasie postaram się by był rozdział : http://niepelnosprawna-dziewczyna.blogspot.com/
Zapraszam też na bloga mojej przyjaciółki Agi:*http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/
Dopiero zaczyna przygodę z pisaniem,jej opowiadanie nie jest zwyczajne takie bo jest o przygodach dziewczyny ze wsi i zwyczajach ludzi ze wsi. Zapraszam do czytania :)

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 4

*Annabell*
Przestałam się przytulać do Joshepha i usiadłam na łózku,poklepałam miejsce obok siebie, by on też usiadł i uśmiechnęłam się do niego,czułam falę gorąca na całym ciele i nie byłam pewna, czy to dlatego, że się na mnie patrzy czy z powodu gorączki.
-Przepraszam, że zamoczyłam ci koszulkę-powiedziałam
-Nic się nie stało,zaraz założe sobie drugą-powiedział i zdjął koszulę a moim oczom ukazał się umięśniony tors.Przyglądałam się na jego "kaloryfer" i nie mogłam oderwać wzroku od niego,na szczęście za chwilę włożył koszulkę, bo mogłabym zrobić za chwilę coś czego bym później żałowała.
-Wiesz...przepraszam Cię za to, że od kąd się poznaliśmy to jestem dla Ciebie taka ostra -powiedziałam spuszczając wzrok i patrząc na swoje stopy jakby zrobiły się nagle bardzo interesujące
-Musiałaś mieć powód-powiedział i podniósł moją głowę wpatrując się w moje oczy. Dopiero teraz zauważyłam jego piękne niebieskie oczy w, które można się wpatrywać godzinami,tak jakbym zobaczyła kawałek nieba w jego oczach.
Nagle zrobiło mi się strasznie niedobrze i szybko musiałam pobiec do łazienki,otworzyłam klapę od sedesu i zaczęłam wymiotować,wszystko, co dzisiaj jadłam i w ostatnich dniach dało się zobaczyć.Nienawidziłam wymiotować,potem się ma taki okropny posmak wymiocin w ustach.Gdy skończyłam wymiotować umyłam usta wodą i umyłam zęby.
Gdy przyszłam z powrotem do pokoju Josheph siedział w tym samym miejscu ,trzymał kubek, który mi podał aby wypiła
-To jest od przeziębienia i gorączki podobno pomaga-powiedział a ja szybko wypiłam, mimo że było to strasznie niedobre
-A teraz się połóż -powiedział zakrywając mnie kołdrą i dotykając mojego czoła.Jego mina była jednoznaczna, że jest ze mną bardzo źle, po chwili dodał:
-Masz,zmierz gorączkę a ja zadzwonię do Stelli-powiedział i poszedł do salonu, gdzie zostawił swój telefon
*Joseph*

Wyszedłem z pokoju Annabell i szybko wybrałem numer do Stelli.Nie byłem zadowolony, że wymiotowała oraz była strasznie blada.
-Hej Stella jesteś bardzo zajęta?-spytałem z nutką nadziei, że jednak nic nie robi
-Właśnie wracam ze spotkania biznesowego Ojca,coś się stało?-powiedziała i dało się wyczuć w jej głosie zmęczenie
-No właśnie jestem u Annabell, bo jest chora,Eveline mnie prosiła, bo Liam zabrał ją na randkę.Nie wiem, co robić, bo niedawno wymiotowała,jest strasznie blada i mam wrażenie, że ma dużą gorączkę-powiedziałem
-Poczekaj,przyjadę za 10 minut będe, a jeśli będzie miała więcej niż 40 dzwoń po karetkę-powiedziała Stella i się rozłączyła.
Ja wziąłem ze sobą telefon i poszedłem do Annabell, by zobaczyć, ile ma gorączki.Na termometrze widniało "39,5", a to strasznie dużo.Przestraszyłem się takim wynikiem i usiadłem obok Annabell, która się patrzyła na mnie swoimi czekoladowymi oczami,widziałem w jej oczach ból.
Położyłem się obok niej i przytuliłem się do niej, na co ona uśmiechnęła się.
-Zarazisz się-powiedziała zachrypniętym głosem
-Nie martw się o mnie -powiedziałem i wpatrywałem się w jej oczy.Zbliżyłem swoją twarz do jej twarzy i
zacząłem ją całować,odwzajemniła pocałunek.Jeszcze nigdy nie czułem się tak cholernie szczęśliwy przy jakiejś dziewczynie.Nagle weszła Stella a my szybko się od siebie oderwaliśmy,czułem jak palą mi się policzki,poczułem, że się rumienię.
-E Annabell ma 39,5, ale dałem jej jakiś napój przeciw gorączce-powiedziałem nie patrząc na Stelle
-To dobrze,przyniosłam jeszcze parę rzeczy w razie jak, by znowu wymiotowała-powiedziała Stella i posłała mi swój uśmiech, który wskazywał na to, że jest zadowolona, że widziała nas w sytuacji, gdy się całujemy i wyszła zamykając za sobą drzwi.
Odetchnąłem z ulgą i spojrzałem na śpiącą Annabell,położyłem się obok niej i zasnąłem z wielkim bananem na twarzy.
*Następny dzień*
Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że Annabel jeszcze śpi, więc powoli się wycofałem z jej pokoju do salonu, gdzie ujrzałem siedzącą Eveline przed telewizorem
-Hej nie chciałam Cię budzić wczoraj-powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha upijając łyk czarnej cieczy
-O kurde to ja całą noc spałem na łóżku z Annabel?-spytałem speszony
-No tak,pasujecie do siebie-powiedziała puszczając mi oczko
-Nigdy nie miałem dłużej niż miesiąc dziewczyny-powiedziałem nalewając sobie kawę
-Ona miała nawet wyjść za mąż...cholera-powiedziała zatykając sobie dłonią usta
-Naprawdę?-spytałem z niedowierzaniem
-Nie powinnam ci tego mówić...ona sama powinna-powiedziała siedząc przerażona
-Nie martw się nie powiem jej o tym, że się wygadałaś-powiedziałem a ona uradowana mnie przytuliła
-dzięki,kochany jesteś ale ja jej to powiem-powiedziała i pocałowała mnie w policzek
-Eveline?Jej rodzice nie żyją?-spytałem, bo chciałem się upewnić, czy to prawda
-Skąd ci to przyszło do głowy?-spytała oburzona
-Sama mi powiedziała...-powiedziałem zbity z tropu
Nie wiedziałem, że Annabel może mnie tak okrutnie okłamać,myślałem, że jest ze mną całkowicie szczera, ale niestety się pomyliłem co do jej osoby...nawet się wczoraj pocałowaliśmy...
-Nie myśl o niej źle,po prostu pewnie chciała odwieść Cię od prawdziwego problemu-powiedziała Eveline podając mi talerz z kanapkami
-Sam nie wiem, co mam o tym myśleć-powiedziałem i szybko zjadłem zrobione kanapki. Wstawiłem naczynia do zlewu i poszedłem do łazienki wcześniej pytając o ręcznik.Poszedłem pod prysznic podczas, którego różne głupie myśli napływały mi na myśl o Annabel, w której się zakochałem, bo tak mogę nazwać ten stan, w którym jestem.Wyszedłem z pod prysznica,ubrałem się w ciuchy, które sobie wziąłem na zmianę<klik> i wyszedłem z łazienki.Ujrzałem bladą,siedzącą Annabel na kanapie pijącą gorący napój,spojrzała na mnie lekko się uśmiechajac.
                                                                           *Annabell*
Zobaczyłam Joshepa wychodzącego z łazienki,od razu posmutniałam na wieść o tym, że dowiedział się o moim kłamstwie.
-Hej ślicznotko-powiedział i pocałował mnie w policzek a ja ze zdziwieniem spojrzałam na niego i się lekko uśmiechnęłam
-Musimy pogadać-powiedziałam jeszcze zachrypniętym głosem
-A lepiej się już czujesz?-spytał troskliwie
-Tak-powiedziałam i się uśmiechnęłam biorąc jego rękę w moją a on jak, by nigdy nic po prostu mnie przytulił i dał gorącą czekoladę.
Opierał się o moje ramię. uśmiechał się łagodnie i dotykał mojej dłoni. nie wiem jak opisać tą chwilę. mogłabym umrzeć ze szczęścia. błogostan, w którym jest tak blisko mojego serca, gdy w każdej komórce mojego ciała czuć jego zapach. szalone minuty przepełnione słodką radością, szaleńczą, wariacką miłością. i, choćby następny raz miał nastąpić dopiero za kilka dni, miesięcy, lat., a nawet nigdy już - każda sekunda jest najpiękniejsza na świecie.

Nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć,cholernie się bałam, że nie zrozumie i uzna mnie za jakąś wariatkę.Nie chciałam go tak okłamać,a to jest dopiero jedno kłamstwo, bo nie wie, że jestem polką i zmieniłam imię i nazwisko, ale trzeba będzie mu to wszystko wyjaśnić,ponieważ, gdy go widzę moje serce szaleje i mam wrażenie, że chce wyskoczyć mi z piersi.
-Przepraszam,że Cię okłamałam, ale po prostu powiedzenie prawdy w tym momencie było dla mnie za trudne, chociaż wiedziałam, że będę musiała ci powiedzieć prędzej czy później prawdę o tym kim jestem-powiedziałam a Joshep spojrzał na mnie tymi swoimi cudownymi oczami ze wzrokiem mówiącym"Wszystko będzie dobrze".Chwilę przerwałam, ale najwyraźniej czekał na dalszy ciąg mojego monologu.Zamknęłam oczy, by przypomnieć sobie tą chwilę, w której zostałam zostawiona przez Marka i coraz to większe łzy
spływały mi po moich rozpalonych policzkach.Poczułam ciepłą dłoń Josepha wycierającą moje łzy,otworzyłam szeroko oczy i ze smutkiem spojrzałam na niego.
-Widzę, że jest to dla Ciebie bardzo bolesne,nie musisz mi tego teraz mówić,możesz później, jak już dojdziesz do siebie-powiedział z troską w głosie
-Nie,ja muszę powiedzieć to teraz tobie-powiedziałam i wstrzymałam na chwilę oddech, by zaraz wypuścić ogromną ilość powietrza z płuc.Cholernie się bałam, ale teraz on jest ważny, a nie Marek.
                                                                        ***
-Cholera Annabell!-usłyszałam krzyk Eveline w momencie, kiedy kończyłam swoją opowieść Joshepowi
-Coś się stało?-spytałam przerażona
-Marek...-powiedziała i spojrzała na mnie i Josepha, który mnie obejmował
-Ale jak to?-spytałam i próbowałam wstać z kanapy, ale przewróciłam się przez własne nogi.
Joseph szybko pomógł mi wstać w tym momencie, kiedy zobaczyłam zakapturzoną postać przekraczającą próg naszego mieszkania.Schowałam się za Josephem, niemniej przerażona od Eveline. Zobaczyłam u niego nóż wystający z kieszeni spodni,miałam tylko nadzieję, że nic nie zrobi Josephowi...
-Nie chowaj się moja księżniczko-powiedział z szyderczym śmiechem Marek, wiedziałam, że te słowa były kierowane do mnie.Nie dość, że zostawił mnie przed ołtarzem, bo miał żonę to jeszcze teraz zachowuje się, jak psychopata.
-Zostaw ją, mało krzywdy jej wyrządziłeś?!-wrzasną Joseph, który nie krył swojej złości i pchną z całej siły Marka na stolik, który za, nim stał. Marek wstał i wyciągną nóż, który był kierowany na Josepha
-Nie!! zostaw go !-krzyczałam i płakałam na przemian
Nie wiedziałam co mam zrobić,nie znałam z tej strony Marka aż do tej pory nie wiedziałam do czego jest zdolny.Wiedziałam, że potrafi nie panować nad swoimi emocjami, ale nie, że aż tak.
-Odsuń się!-popchną mnie mocno na półkę z książkami, która przywaliła mnie i nie mogłam się ruszyć.Strasznie mnie to bolało i próbowałam się wydostać ostatkiem sił z pomocą Eveline.Natomiast Marek zaczął walczyć z Josephem ,który nie miał żadnej broni.Mimo, że unikał ciosów i z pięści Markowi parę razy przywalił to jednak, to nie wystarczało.
-Z..zadzwoń..po pol..icje- wydyszałam ostatkiem sił do Eveline, która szybko pobiegła po telefon i to zrobiła a Marek nagle pod nieuwagę Josepha pchną go nożem w brzuch.
-niee Joseph ! BOŻE!-krzyczałam, ile było sił we mnie po spotkaniu z szafką.
Marek podszedł do mnie,zdjął szafkę i przerzucił mnie przez ramię i otwierał już drzwi, gdy ja zaczęłam krzyczeć,kopać i walić go pięściami.
-Zamknij się szmato, bo pożałujesz-powiedział i szybko wybiegł ze mną na plecach
Moje serce łomotało jak szalone,niedawno byłam szczęśliwa, że mam Josepha, który mnie rozumie a teraz zostałam porwana przez byłego narzeczonego, który okazał się psychopatą.

___________________

Hej dziewczyny:* W końcu mam swojego laptopa :) Przyszedł z naprawy :) Macie tu rozdział 4, nie podoba mi się wcale,ale obiecałam, że jak będe miała jak to napisze coś...Następnym razem postaram się lepiej z rozdziałem...wybaczcie za takie gówniane coś.Nie dość że pisałam z trudem ten rozdział to mi internet przestał działać i dwa razy musiałam pisac to samo...miało być zupełnie co innego ale wyszło takie coś.Szczerze mówcie czy wam się podoba bo dla mnie to najgorsze badziewie jakie kiedykolwiek mogłam napisać.