sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 12

Po robocie Thomasa którą skończył,poczęstowałam go herbatą i kanapkami.Musiałam mu się odwdzięczyć tym co zrobił.Trochę pogadaliśmy ale nie na tyle bym czuła się pewnie w jego towarzystwie,byłam strasznie nieśmiała przy nim i czasami mimo że chciałam coś powiedzieć to po prostu brakowało mi na to odwagi.
-Dziękuje jeszcze raz za wszystko-powiedziałam odprowadzając go do drzwi
-Nie jestem fachowcem ale mam nadzieję że wszystko już będzie w porządku-powiedział uśmiechając się
-A wiesz co było dokładnie tego przyczyną?-spytałam podtrzymując rozmowę
-Musiało to być jakieś zwarcie,ale jeśli to się powtórzy to dzwoń,tutaj masz mój numer-powiedział podając karteczkę z napisanymi cyframi.Miałam wrażenie jak by był przygotowany już na to wcześniej.Gdy na niego patrzyłam i na jego cudowny uśmiech nogi pode mną się uginały.
-Ok,dziękuje jeszcze raz-powiedziałam podając mu kurtkę która wisiała na wieszaku
-Nie ma sprawy,to co widzimy się jutro w pracy?-spytał i puścił mi oczko
-Pewnie-powiedziałam cały czas się uśmiechając
Odprowadziłam go jeszcze wzrokiem dotąd aż zniknął mi całkowicie z pola widzenia. Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się na ziemię.
*Thomas*
Tak naprawdę nie wiedziałem co było przyczyną komplikacji z prądem u tej dziewczyny,ale jeśli nadarzy się jeszcze taka sytuacja żeby jej pomóc to bez wahania podejmę to wyzwanie.Byłem nią zauroczony ale nie będę nic mówił Stelli bo jeszcze wygada i dopiero wtedy by było! Szukam tej jedynej i mam nadzieję że w końcu znajdę...może w końcu znalazłem dziewczynę która nie będzie mnie zdradzać na prawo i lewo z przypadkowymi facetami.Miałem zaledwie 19 lat kiedy poznałem Amelie.Była naprawdę śliczną Hiszpanką,ostrzegali mnie przed nią ale ja nie słuchałem nikogo bo byłem tak zaślepiony jej urokiem i wdziękiem że nie widziałem jej wad.Dopiero jak nakryłem ją z moim szefem w łóżku...ech...mam szczęście że nic nie złapałem od niej...Z przemyśleń wyrwał mnie głos Stelli
-No i jak braciszku?
-No już naprawiłem-powiedziałem uśmiechając się do siostry
-Nie pytam o to debilu,podoba ci się?-spytała prosto z mostu
Albo ja jestem głupi albo ona planuje nas ze sobą związać...
-Podoba...ale zwolnij trochę.Pracujemy w tej samej firmie,poza tym prawie wcale jej nie znam więc wyluzuj mała i zajmij się swoimi sprawami-powiedziałem chociaż chciałbym znać jej najskrytsze sekrety i móc ją tulić do siebie.
Thomas!Opanuj emocje!To jest przecież zwykła dziewczyna!
Sam w duchu kłóciłem się ze sobą...pewnie to musiało dziwacznie wyglądać z boku jak ktoś patrzył bo nie dość że się zamyśliłem to jeszcze wymachiwałem rękoma.W końcu wszedłem do domu i rzuciłem się na lodówkę.Wyciągnąłem najpotrzebniejsze produkty i zrobiłem sobie tosty,smażony serc z cebulą,pomidorem,ogórkiem i ananasem.Wiem że może to dla kogoś być obrzydliwe ale ja lubię eksperymentować(Nie zawsze mi to wychodzi) no ale to już inna sprawa.
-Co tam wpierdalasz?-spytała Stella siadając przy stole i jedząc jabłko
-Mój eksperyment-powiedziałem a Stella wstała i popatrzyła na moje jedzenie z wielkim obrzydzeniem
-Jezu...jak ty to możesz jeść?-spytała i szybko wyszła z kuchni by nie patrzeć na moje jedzenie,ja tylko się zaśmiałem pod nosem i zacząłem konsumować swoja potrawę.
***
Dzisiaj była sobota,miałem wolne a Stella zarządziła że zrobimy imprezę.Zgodziłem się na to bo dawno nie imprezowałem w gronie Stelli i jej przyjaciół. Przez cały dzień przygotowywaliśmy napoje,trunki,jedzenie i oczywiście co najważniejsze dobrą muzykę.Stella zaprosiła dużo swoich znajomych,ale ja również swoich których dawno widziałem,a nie zmienili numeru by ich poinformować o imprezie.
Był już wieczór więc impreza miała się zacząć od przybycia pierwszych gości.
Nie byłem pewien czy Stella zaprosiła tez Annabell dlatego ją o to spytałem
-Annabell te zbędzie?-spytałem wykrzykując ,ponieważ już grała muzyka a po dwóch minutach już zaczęła grac muzyka i ludzie się schodzili
-Oczywiście,patrz za siebie-powiedziała a ja odwróciłem się i ujrzałem Annabell w pięknej sukience i butach na obcasie<klik>. Wyglądała zjawiskowo,a jeszcze ten jej usmiech.
-No co tak stoisz?Podejdź do niej-powiedziała Stella i popchnęła mnie w stronę zbliżającej się dziewczyny
-Cześć może drinka?-spytałem i usiadłem obok niej na kanapie
-Tak,pewnie-powiedziała i się uśmiechnęła do mnie i pstryknęła mnie palcem w nos.
Przyniosłem jej drinka oraz sobie i zaczęliśmy gadać,śmiać się...tak jakbyśmy znali się od zawsze.Opowiadaliśmy sobie śmieszne historie z życia...po prostu się poznawaliśmy.
Gdy widziałem że już za dużo wypiła bo ledwo trzyma się poprosiłem ją o taniec.
-Zatańczysz ze mną?
-Pewnie-powiedziała a ja delikatnie wziąłem ją za rękę.
Kiedy tańczyliśmy cały czas wpatrywała mi się w oczy,a ja od jej oczu nie mogłem oderwać wzroku.Były przepiękne...takie magiczne...i przepełnione smutkiem.Musiała dużo przeżyć że tak wiele smutku można dostrzec w samych oczach.
Nagle zgasło światło,muzyka powolna do której z nią tańczyłem dalej grała a my wpatrzeni,wtuleni dalej tańczyliśmy.Nie przejmowałem się światłem,ponieważ byłem pewny że to jakieś zwarcie...jednak sie myliłem bo coś...a raczej ktoś odciągnął mnie od Annabell
-Boże...Annabell uciekaj!-zdążyłem tylko tyle krzyknąć
Zobaczyłem że światło się zapala a ja i Annabell jesteśmy przetrzymywani przez jakichś dwóch obcych typów. Zapewne weszli tutaj gdy wszyscy się dobrze bawili...
*Annabell*
Zostałam odciągnięta od Thomas'a...bałam się...nie chciałam żeby znowu się powtórzyła rozrywka z Markiem i jego kumplami...miałam już tego serdecznie dość.Chciałam w końcu być szczęśliwa i żeby nikt mi nie zakłócał szczęścia.Byłam w takiej romantycznej sytuacji...w tańcu...a tu BUM i się stało!
-Zostawcie go !On nic nie zawinił!-krzyknęłam gdy nagle zapaliło się światło i ujrzałam znane twarze kumpli Marka
-Zamknij się suko bo pożałujesz-powiedział jeden i przyłożył mi nóż do gardła
Bałam się...znowu strach o życie...czy to kiedyś się skończy?!
-Czego chcecie?-powiedziałam ze łzami w oczach
-Zeznasz na korzyść Marka albo zginiesz jak twoi rodzice-powiedział jeden
-No chyba że chcesz bym oszpecił jego twarzyczkę-powiedział ten który trzymał Thomas'a
Nie wiedziałam co mam robić...chciałam się uwolić od Marka i jego kumpli,ale jak zeznam na jego korzysć to nie będę miała spokoju...jednak by uratowac Thomas'a i siebie zgodziłam się:
-Dobrze,ale zostawicie mnie i moich znajomych w spokoju-powiedziałam
-Jeszcze zobaczymy-powiedział i pociągnął nożem wzdłuż mojej ręki...poczułam ból i zobaczyłam krew spływająca z mojej ręki...wyszli....
-Nic ci nie jest?-spytał Thomas podchodząc do mnie i patrząc na moją ranę
-Nie,wszystko w porządku-powiedziałam i otarłam łzy
Thomas zaprowadził mnie do kuchni i opatrzył świeżo zadaną ranę,posadził mnie na blacie i popatrzył w oczy
-Już dobrze-powiedział i przytulił mnie
Chciałabym żeby wiedział o co chodziło,ale bałam się że ucieknie i nie zechce mnie znać.Po opatrzeniu rany zeszłam z blatu i kierowałam się do wyjścia dalej na imprezę,ale Thomas złapał mnie
za rękę,popchnął na drzwi a gdy spojrzałam na niego on tylko delikatnie wbił się w moje usta i mimo że się tego nie spodziewałam odwzajemniłam jego pocałunek.
____________________________
Wybaczcie że krótki i beznadziejny...ale musiałam coś dodac bo nie wiem kiedy będzie kolejny.Prawdopodobnie dopiero po maturach...nawet tych ustnych...tak jestem maturzystką i od 5 maja trzymajcie za mnie kciuki !



wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 11

*Stella*
Szykowałam się na zajęcia do dzieci,gdy usłyszałam w radiu że samolot SS-50 którym miał jechać Joseph runął na ziemie.Byłam załamana mimo że skrzywdził swoim egoizmem Annabell, roztrzęsiona zadzwoniłam do Eveline
-Hej właśnie słyszałam o katastrofie lotniczej w której Joseph leciał,podobno nikt nie przeżył-powiedziałam
-Wiem o tym,Annabell się obudziła i powiedziała ze widziała go tam-powiedziała Eveline
-Jeju to straszne-powiedziałam
-Muszę kończyć bo idę się zobaczyć z Annabell -powiedziała
-Pa-odpowiedziałam i się rozłączyłam
Gdy miałam już wychodzić usłyszałam za sobą znajomy głos:
-Hej śliczna 
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego brata Thomasa
-Jezu Thomas co ty tutaj robisz?-spytałam i rzuciłam się mu na szyję
-Przyleciałem,miałem już dość Hiszpanii-powiedział stawiając swoje walizki by mnie jeszcze raz
uściskać
Thomas gdy tylko skończył 18 lat wyjechał do Hiszpanii na studia i tam również pracował,brakowało mi go ,od tamtej pory go nie widziałam,przyleciał tylko raz gdy jeszcze żyła mama. Gdy mama umarła a Ojciec znalazł sobie inną kobietę ,młodszą o 20 lat już więcej nie przylatywał,nawet by zobaczyć mnie. Jestem od niego młodsza o dwa lata a zawsze byliśmy tak zgadani jak by różnica  wieku nie dzieliła nas.
-Ja niestety muszę na trening iść ,ale zostawię ci klucze -powiedziałam dając mu zapasowe klucze z wieszaka
-Dzięki,to leć bo się spóźnisz,potem pogadamy-powiedział a ja wsiadłam do swojego samochodu i ruszyłam na trening.
Bardzo się cieszyłam z jego powrotu,w końcu miałam znów brata i nie byłam sama tutaj.
*Eveline*
Siedziałam przy szpitalnym łóżku przy mojej ukochanej przyjaciółce.Gdy się wybudziła mówiła różne rzeczy typu "Moja mama i tato nie żyją,znajdźcie ich,są tam gdzie mnie Mark przetrzymywał" i jedno co mnie całkowicie zaskoczyło" Joseph nie żyje,wypadek,samolot" i zasnęła...
Jej twarz i skóra mimo że juz lepiej wyglądała to i tak widać jeszcze liczne zniekształcenia,rany...
Nie martwiłam się o to że będzie płakać po Josephie że ją zostawił tylko o to że będzie cierpieć przez swój wygląd,ze żaden facet  nie będzie chciał na nią spojrzeć.
-Jak długo spałam?-spytała Annabell
-Jakieś dwie godziny po wybudzeniu ze śpiączki-powiedziałam i się uśmiechnęłam
-pewnie teraz wyglądam okropnie-powiedziała
-Będzie dobrze-powiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę
-A jak tam dziecko w brzuchu?-spytała
-Dobrze,tylko nie mogę się denerwować bo zaraz i ono się denerwuje i robi mi się słabo-powiedziałam
-To nie możesz się denerwować,musisz uważać na siebie-powiedziała
-Chyba się do Liama przeprowadzam bo w końcu będziemy rodzicami-powiedziałam
-No a kiedy ślub?-spytała i zaczęła się śmiać
Brakowało mi tego śmiechu,jest taki cudownie zaraźliwy.
-jeszcze o tym nie myśleliśmy-powiedziałam
-No jak to tak?-spytała z niedowierzaniem
Jeszcze długo rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym,ale Annabell musiała przejść jeszcze jakieś badania więc poszłam do domu bo ostatnio  zaczęłam zaniedbywać Liama,przesiadywać u Annabell w szpitalu większość czasu.
*Annabell*
Po dwóch tygodniach po śpiączce,wielu badaniach mogłam wrócić do dom.Gdy pierwszy raz w domu zobaczyłam się w lustrze zobaczyłam lekko poparzona twarz,nie była już taka straszna jaką widziałam w szpitalu,była o wiele ładniejsza.Gorsze były ręce...ale mogę zakrywać długimi rękawami,dobrze że jest już zimniej i nie będzie mnie nikt wytykał palcami. Dzisiaj szłam pierwszy raz po długiej przerwie do pracy. Zjadłam śniadanie,ubrałam się<klik> ,wzięłam swój sprzęt do fotografowania i ruszyłam do pracy.
Szef od razu dał mi zlecenie bym poszła co Centrum bo ktoś dał mu cynk że będzie Beyonce w mieście.Gdy dojechałam do Centrum,nikt nie poznawał jej bo była schowana pod przebraniem.Schowana za krzakami zrobiłam jej zdjęcia jak wychodzi z samochodu,jak ucieka przed goniacym ją tłumem bo kaptur z głowy jej spadł.Naprawdę przezabawnie biegła.
Po zrobieniu zdjęć pojechałam z powrotem do firmy,gdy wchodziłam zderzyłam się z chłopakiem którego tu wcześniej nie widziałam
-Przepraszam,niezdarą jestem-powiedziałam a on pomógł mi wstać
-Nie,to ja nie patrzyłem gdzie idę -powiedział i podał mi mój aparat
Patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana,w tym momencie nie liczył się nikt prócz jego stojącego na przeciwko mnie,miał piękne niebieskie oczy...jak morze...nie mogłam się ruszyć chociaż wiedziałam że nie mogłam cały czas stać i się w niego wpatrywać,czułam jak fala gorąca przeszywa całe moje ciało,pewnie moje policzki są teraz czerwone,więc szybko odwróciłam wzrok i powiedziałam :
-Ee...ja juz muszę iść..-i pobiegłam szybko do swojego gabinetu.Zamknęłam za sobą drzwi i osunęłam się po nich na ziemię. Nie wiedziałam co się dzieje teraz z moim ciałem,moim umysłem...nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie przy jakims mężczyźnie...muszę najpierw pozałatwiać sprawy z Josephem,z rodzicami...z pogrzebem...z Markiem...gdy o tym pomyślałam rozpłakałam się a resztę dnia siedziałam i obrabiałam zdjęcia do gazety nie wychodząc nawet na kawę z poza mojego gabinetu.
***
Dzień pogrzebu moich rodziców i Josepha nie należał do przyjemnych,na domiar złego dzień od rana zaczął się koszmarnie.Najpierw wyłączyli prąd i nie mogłam sobie wysuszyć włosów,jak włączyli spaliła mi się suszarka i musiałam zadzwonić do Eveline by mi pożyczyła swoją.Gdy już byłam w miarę wyszykowana chciałam trochę posiedzieć na laptopie przed wyjściem ,ale nie chciał sie włączyć
-No kurwa co się dzisiaj jeszcze zepsuje?!-krzyknęłam wkurzona i siedziałam jak na szpilkach przez pół godziny zanim przyjechała Eveline z Liamem i Stellą.Wsiadłam do samochodu zła jak osa,widząc po ich minach nie chcieli się nic odzywać by jeszcze gorzej nie popsuć sytuacji a raczej mojego humoru.
-Chce to już mieć za sobą-powiedziałam po chwili milczenia i wypuściłam gwałtownie powietrze z moich płuc
-Nie martw się jesteśmy z tobą-pocieszała mnie Stella
-Na domiar złego dzisiaj w domu wszystko mi się psuje,nawet laptop odmówił posłuszeństwa-powiedziałam załamana
-Nie martw się mój brat przyjechał z Hiszpanii,wczoraj zaczął pracowac jako elektryk,informatyk w tej firmie co ty,jak mu powiem ze potrzebujesz jego fachowej ręki to pewnie ci przyjdzie z pomocą-powiedziała
-Wielkie dzięki-powiedziałam i się do niej uśmiechnęłam
Przez całą drogę zastanawiałam się jak może wyglądać jej brat. Na cmentarzu było sporo ludzi,większość to znajomi Josepha,kilka osób przyjechało z Polski na pogrzeb rodziców.
-Witajcie wszyscy,chciałam powiedzieć że i rodzice i Joseph byli dla mnie najważniejszymi osobami w moim życiu,chciałabym ich zapamiętać jako wesołe osoby...-Nie dokończyłam bo się rozpłakałam i Eveline wzięła mnie pod ramię i zeszłam do wszystkich.
Obiecałam sobie że nie będę płakać,ale nie wyszło.Ksiądz rozpoczął msze pogrzebową...
Po skończonym pogrzebie wszyscy się rozeszli,zostałam tylko ja i Stella
-Na pewno nie chcesz jeszcze jechac do domu?-spytała idąc w stronę samochodu Liama
-Nie,niedługo wrócę-powiedziałam a ona odeszła i odjechali
Wpatrywałam się w groby które były obok siebie i płakałam.
-A myślałem ze już nie przeżyjesz-powiedział znajomy głos...głos Marka
-Kiedy ty w końcu się ode mnie odczepisz?-spytałam nie odwracając się
-Hmm..nigdy kochanieńka -powiedział i zawtórował mu śmiech
-Czego ty ode mnie chcesz psycholu?!-krzyknęłam
Bałam sie go,nie mógł w tym miejscu nikt mi pomóc bo byłam sama z tym psychopatą,nikogo więcej nie było.
-Twojego cierpienia-powiedział i przyłożył mi nóż do gardła
-Nie widzisz ze cały czas cierpię?Nie dość się nacierpiałam?-spytałam
-Nigdy mnie nie powstrzymasz-powiedział śmiejąc się tak głośno że nawet na ulicy go pewnie ktoś usłyszał
-Ona nie,ale my tak-powiedział policjant stojacy za Markiem
Byłam szczęśliwa,w końcu może go zamkną na dobre i nie będę musiała się bać o siebie i swoich przyjaciół.Szkoda tylko że tak późno,że musiało dojść do tylu tragedii by zobaczyli że naprawdę powinien być w więzieniu.
-Nie martw się,już nie będziesz się musiała go bać-powiedział policjant i zabrali go do radiowozu
Dwa dni później usłyszałam w radiu że Marek został przeniesiony do szpitala psychiatrycznego dla kryminalistów.Wszyscy się cieszyliśmy z tego powodu,jednak mnie czekał jeszcze proces ,musiałam zeznawać przeciwko Markowi w sądzie,od tego będzie zależał jego wyrok.
Dzisiaj miał przyjść brat Stelli by zobaczyć moje wszystkie urządzenia i elektrykę.Stella dwa razy do mnie dzwoniła bym nie zapomniała.
-Dzwoniłas już 3 razy,nawet jak bym chciała to nie zapomnę-powiedziałam i usłyszałam dzwonek do drzwi
-To pewnie on,muszę kończyć-powiedziałam i się rozłączyłam
Podeszłam do drzwi i otworzyłam,gdy zobaczyłam ze ON jest bratem Stelli wmurowało mnie,to ten sam chłopak z którym się zderzyłam w firmie...stałam jak zahipnotyzowana.Nagle ocknęłam się i wpuściłam go do środka.
-Nie wiedziałem że jesteś koleżanką mojej młodszej siostry-powiedział uśmiechajac się
-A ja nie wiedziałam że ty jesteś jej bratem-powiedziałam i spaliłam buraka
Nigdy się tak nie czułam,zawsze byłam odważna i nie rumieniłam się przy chłopakach...
-Jestem Thomas-powiedział i podał mi rękę
-Annabell -powiedziałam i zaprowadziłam go najpierw do głównego włącznika prądu.

__________________________
Wiem wiem,zwaliłam sprawę ale obiecałam ze dodam coś albo na tym albo na moim drugim blogu.Tu mi się lepiej pisało więc dodałam tutaj :)
Więc pojawił się nowy bohater-Thomas :) Możecie go zobaczyć w zakładce bohaterowie by się mu lepiej przyjrzeć :)
zapraszam do Agi :http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/




sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 10

*Annabel*
Nie wiedziałam gdzie jestem,wszędzie był tak jakby jakiś dym i nie było żywej duszy.Próbowałam wołać moich przyjaciół lub mojego chłopaka ale na marne bo nikt mnie nie słyszał.
-Nie wołaj ich,nie usłyszą Cię tutaj-usłyszałam głos za sobą i szybko się odwróciłam ,zobaczyłam mamę w białej sukience
-Mamo?Co ty tutaj robisz?Gdzie tato?-zadawałam masę pytań
-Córeczko tylko spokojnie-powiedziała i przytuliła mnie
Nie wiedziałam co się dzieje,ale zawsze tak robiła gdy chciała mi coś ważnego powiedzieć albo złego.A to miejsce nie przypominało mi niczego...wprawdzie nie wiedziałam gdzie jestem ale po prostu bałam się że zaraz usłyszę coś co mną wstrząśnie. I nie myliłam się,ponieważ to co usłyszałam od mamy nie było tym co bym chciała usłyszeć...
-Marek mnie i tate zabił,jesteśmy schowani w tym miejscu gdzie i Ciebie przetrzymywał-powiedziała
-J-jak to możliwe?To dlaczego ja tu z tobą rozmawiam?!-jednocześnie płakałam i krzyczałam
-Kochanie spokojnie-powiedziała mama kładąc swoją rękę na moim ramieniu
-Jak ja mam byc spokojna?! Nie wiem gdzie jestem i jeszcze mi mówisz że nie żyjecie!!!
Nie mogłam już wytrzymać tej sytuacji,chciałabym żeby to nie było prawdą,chciałam zobaczyć ich wszystkich by wiedzieć że nic im się nie stało.
-Nie martw się,oni żyją,ty jesteś w takim miejscu między ziemią a niebem,umierasz...ale daj z siebie wszystko by znów tam wrócić-powiedziała mama
-Ale jak to jest możliwe?-spytałam i nagle moim oczom ukazał się widok szpitala...Ja byłam w łóżku i leżałam podłączona do różnych urządzeń,moja twarz wyglądała okropnie,jak bym to nie była ja.Wszyscy płakali...
-Widzisz?Teraz mi wierzysz?-spytała mama
-T-t-tak. A dlaczego taty tu nie ma?-spytałam
-Bo tato już dawno jest w niebie,ja musiałam zostać by ci powiedzieć bo czułam że i tobie grozi niebezpieczeństwo,nie wyjeżdżaj już nigdzie bo on i tak Cię znajdzie.Teraz bedzie ci ciezko bo nie będzie nas a ty jesteś poparzona-powiedziała mama
-Nie poradzę sobie bez was-przytuliłam się do niej i zaczęłam płakać
-Cii- powiedziała i odeszła
Zostałam sama...nie wiem na jak długo,ale może i mama ma rację żebym postarała się tam wrócić.Oni mnie potrzebują...Mówiła tylko jeszcze że czas tutaj nie jest odzwierciedleniem czasu tam...tutaj może się zdawać że czas płynie bardzo krótko,tam to mogą być miesiące,nawet lata...
 *Eveline*
*2 miesiące później *
Bardzo się bałam że ona już nigdy do nas nie wróci,że już nigdy się nie obudzi,nie będę się z nią śmiała,nie zobaczy mojego dziecka...nagle zobaczyłam że po jej poparzonej twarzy spływają łzy...jednak musi coś w tym być że jak człowiek jest w śpiączce to jest w jakimś miejscu i doświadcza czegoś co nie śniło się zwykłemu człowiekowi podczas snu.
Podczas tych dwóch miesięcy przeszła 6 operacji przeszczepu skóry...strasznie to przeżyłam,Liam się boi że przez te nerwy może stać się coś naszemu dziecku.Ale to dopiero 2 miesiąc i tydzień.
Joseph zwątpił i już nie przychodzi do niej,zaszył się w swoim domu lub na próbach...może i teraz nie wygląda na osobę bardzo ładną którą była ale ona ma serce i będzie jej ciężko gdy się dowie że Joseph ją opuścił. Jestem jedyna osoba która przychodzi tutaj codziennie,no jeszcze Stella od czasu do czasu przychodzi oraz Liam ze mną.
-Czy możecie państwo opuścić to pomieszczenie?Spróbujemy ją wybudzić-powiedział lekarz który prowadzi od początku jej stan zdrowotny
Razem z Liamem i Stella wyszłam na korytarz i się strasznie przejmowałam,miałam nadzieję że nie będzie strasznie cierpieć...
Zobaczyłam Josepha który idzie w naszą stronę,od miesiąca tutaj nie był więc zdziwiłam się że własnie tutaj go zastałam
-Co ty tutaj robisz?-spytałam
-Ja tylko do Liama
-Ale tutaj jest twoja dziewczyna! Ona jest wybudzana a ty nawet nie spytasz co u niej?! Ty pieprzony egoisto!!! Nie dziwie się że nie miałeś dłużej niż dwa tygodnie dziewczyny!!-krzyczałam na niego
Już nie mogłam wtrzymać,ona teraz go będzie potrzebować a ten co? Kochał ją tylko za wygląd?
-Nie tylko wygląd się liczy!!-krzyknęłam znów
-Ev spokojnie bo jeszcze się coś stanie naszemu dziecku-powiedział Liam przytulając mnie
Nagle zrobiło mi się strasznie słabo,miałam zawroty głowy i bół w podbrzuszu...musiałam usiąść
-Mówiłem żebyś się tak nie denerwowała-powiedział zaniepokojony Liam
Stella poszła po lekarza i za chwilę przyszedł
-Może przejdziemy piętro niżej do mojego gabinetu-powiedziała pani z ginekologii.Z pomoca Liama poszłam do gabinetu
-Czy mogę ja też wejść?-spytał
-A jest pan mężem?-spytała
-Nie,ale chłopakiem jestem-powiedział Liam
-W takim razie w porządku-powiedziała i wpuściła również jego
-W którym miesiącu jesteś w ciąży?-zwróciła się tym razem do mnie
-w drugim-powiedziałam
-Połóż się ,zrobimy USG i zobaczymy co się dzieje-powiedziała miła pani doktor a ja posłusznie położyłam się podciągając bluzkę do góry i zsuwając delikatnie spodnie.
Widziałam przez ekran swojego maluszka,nie był jeszcze duży ale już kochałam to dzieciątko,Liam trzymał mnie za rękę,pierwszy raz był ze mną na USG i nie dziwię się że był wzruszony.
-Nic niepokojącego nie widzę,ale proszę uważać i się nie denerwować bo to jest najgorsza rzecz która może pani teraz potrzebować,powinna pani odpoczywać w domu i nie martwić się stanem przyjaciółki,jest w dobrych rękach-powiedziała podając mi ręcznik bym bym wytarła brzuch po żelu do usg.
-Ale to nie tylko nią sie martwię,po prostu jej chłopak w tych chwilach chce z niej zrezygnować i tym się zdenerwowałam-powiedziałam siadając już przy biurku
-Prosze iść do domu,odpoczywać i niczym się nie martwić.Ma pani odpowiednią klinikę i leczenie?-spytała
-To skomplikowana sprawa,bo Liam nie może mieć dzieci a dawcą jest jego przyjaciel i tylko wtedy byliśmy u lekarza z tym-powiedziałam
-W takim razie od teraz ja się będę panią zajmować,proszę przyjść za miesiąc ,a w razie jakichś problemów proszę dzwonić-powiedział i podała swoją wizytówkę
-Dziękujemy i do widzenia-powiedziałam z Liamem i wyszliśmy z gabinetu
*Joseph*
Wiedziałem że źle robię odchodząc w chwili gdy ona będzie mnie najbardziej potrzebowała ale ja po prostu nie mógłbym znieść dalszych jej cierpień i patrzeć na nią gdy ma poprzone całe ciało...kocham ją ale tak będzie po prostu lepiej dla nas dwojga.Mam nadzieję że sobie ułoży życie z innym facetem,a o mnie niech zapomni jak najszybciej.Bolały mnie trochę słowa Eveline że nie dziwi się że nie miałem dłużej niż dwa tygodnie  dziewczyny,ale to prawda jestem popieprzonym sukinsynem i egoistą. Najwyraźniej nie wiem co to jest tak naprawdę miłość bo dla miłości się robi wszystko a ja uciekam od problemów.
-Wyjeżdżam i nie zatrzymujcie mnie bo to nic nie da-powiedziałe gdy zobaczyłem Eveline i Liama
Eveline juz nic się do mnie nie odzywała,ale za to Liam sie odezwał i jako mój przyjaciel nie pochwalał mojego zachowania tak samo jak Eveline i Stella był na mnie zły. Od Stelli dostałem opieprz gdy poszli na USG...
-Wiesz co,jesteś moim przyjacielem i zawsze nim będziesz ale naprawdę nie rozumiem twojego zachowania,przecież tak zabiegałeś o nia od kąd ją tylko zobaczyłeś na tym lotnisku-powiedział Liam
-Wiem o tym,to jest najgorsze..po prostu jestem tchórzem i egoista-powiedziałem
-Gdzie zamierzasz wyjechać?-spytała Stella stojąc oparta o ścianę z założonymi rękami
-Do Kanady,załatwiłem już sobie pracę,dalej będę tańczył-powiedziałem
-A kiedy wyjeżdżasz?-tym razem usłyszałem głos Eveline
-Jutro z samego rana-powiedziałem
-Szybki jesteś-powiedziała a gdy na nią spojrzałem zobaczyłem w jej oczach pełno smutku i wyrzutów wobec mnie
Ona najbliższą osobą z tego otoczenia jest dla Annabel,byłbym i ja ale tak wyszło...
*Następny dzień*
Byłem już spakowany,ogarniałem wszystko z mieszkania,patrzyłem czy aby wszystko zabrałem i ruszyłem samochodem wprost na lotnisko.Nie żegnałem się z nikim bo wiedziałem że nie jestem już tutaj mile widziany...jechałem bardzo szybko na lotnisko,zapewne złamałem już kilka przepisów ale miałem to w dupie.Sam nie wiedziałem dlaczego taki jestem...Zaparkowałem samochód,kluczyki zostawiłem,pozbywałem się tego cudeńka,chociaż kochałem ten samochód.
Bez problemu przeszedłem przez rozprawę,usiadłem na swoje miejsce obok ślicznej blondyneczki i wpatrywałem się przez okno ostatni raz na Londyn.Gdy usłyszałem z głośników "Proszę zapiać pasy startujemy" posłusznie wykonałem tą czynność i po parunastu minutach zasnąłem,byłem zmęczony całą tą sytuacją.
Obudziły mnie jakieś wstrząsy,widziałem przerażenie na twarzach ludzi.Przetarłem oczy i spytałem swojej sąsiadki co jest grane.
-Co się dzieje?
-Chyba coś się z samolotem dzieje-powiedziała przerażona
Sam byłem zaskoczony całą tą sytuacją,już nie myślałem o niczym innym tylko o tym że możemy się rozbić i wszyscy zginiemy. Usłyszeliśmy wszyscy z głośników "Prosimy o spokój,proszę założyć maski" Po tych słowach jeszcze bardziej ludzie zaczęli panikować...nagle znów lekkie wstrząśnięcie i przez okno widziałem że spadamy w dół.
-Kurwa !-zakląłem i głowę schowałem w ręce...nie chciałem na to patrzeć,jeśli mamy zginać to nie chce tego widzieć.
Nagle tylko wielki huk,wszystko odlatywało,odłamki,ludzie,widziałem wszystko jak przez mgłę...
 *Annabel*
-Joseph?Co ty tutaj robisz?-spytałam widząc mojego chłopaka
Jeszcze nie wróciłam do żywych,ale próbowałam jak najszybciej,jednak gdy zobaczyłam tu Josepha nie wiedziałam czy to sprawka Marka czy kogoś innego z jego paczki "przyjaciół"
-Ja?A ty?-spytał roztrzęsiony
-Ja jestem tutaj już dość...hmm chyba długo chociaż nie wiem ile czasu dokładnie minęło,jesteśmy między światem żywych a umarłych-powiedziałam patrząc na niego
-Czyli ja umarłem?-spytał
-Nie wiem,bardzo możliwe-powiedziałam smutno
-Ja zostawiłem Cię,nie chciałem z tobą już być i leciałem samolotem,był wypadek samolotowy-powiedział patrząc na mnie
-Czyli to że mnie kochasz było kłamstwem?!-krzyknęłam
-Nie,tylko po prostu nie radziłem sobie z ta sytuacją,mam nadzieje że ty przeżyjesz...a ja no widzisz jestem egoista i nawet nie płacz po mnie-powiedział i zniknął tak jak przedtem mama.
Powoli znikałam i ja ale nie szłam w stronę światła jak reszta tylko na dół do swojego ciała...
-Obudziła się!-usłyszałam znajomy głos mojej przyjaciółki
Ktoś świecił mi latarką po oczach,pewnie był to lekarz...miałam dziwne wrażenie że coś się stało ale nie wiedziałam co to może być...
_______________________________
Ta dam ! Jest rozdzialik :) Jak wam się podoba taki zwrot akcji? Mogę wam zdradzić jedną rzecz...pojawi się jeden bohater płci męskiej który zawróci do góry nogami świat Annabel,nic więcej nie powiem  :P I jest już w zakładce Bohaterowie,więc możecie go zobaczyć :)
Może być ? Pewnie bywało lepiej no ale :)
Aguś chciałaś rozdział więc proszę :)
Zapraszam tutaj :  http://bohaterowiemoiajah.blog.onet.pl/